Facebook

YT

Twitter

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Krzysztof Mieszkowski

Teatr Polski we Wrocławiu wysoko ceniony w podsumowaniach roku 2011

Data wydarzenia:
31.12.2011
Przedstawienie:
BLANCHE I MARIE
Przedstawienie:
FARINELLI
Przedstawienie:
POCZEKALNIA.0
Przedstawienie:
TĘCZOWA TRYBUNA 2012

Po raz kolejny doceniono Teatr Polski we Wrocławiu w podsumowaniach roku 2011 zamieszczonych w najważniejszych polskich dziennikach, tygodniku "Polityka", internetowym "Dwutygodniku.com", blogu dziennikarza Radia Wrocław oraz serwisach internetowych G Punkt i "Krytyki Politycznej". To następne – po rankingu krytyków w miesięczniku "Teatr" – potwierdzenie jakości naszych przedstawień, klasy zespołu artystycznego i słuszności kursu artystycznego obranego przez dyrektora Krzysztofa Mieszkowskiego.

W świąteczno-noworocznym numerze "Polityki" Aneta Kyzioł w dziesiątce scenicznych hitów roku 2011 umieściła aż trzy nasze inscenizacje, w tym dwie na pierwszych dwóch miejscach:
"1. Utwór o Matce i Ojczyźnie Bożeny Keff-Umińskiej, reż. Jan Klata, Teatr Polski we Wrocławiu. Córczyzna próbująca wyswobodzić się z okowów ojczyzny i matczyzny, czyli dzikie tańce na polskim cmentarzysku.
2. Tęczowa Trybuna 2012 Pawła Demirskiego, reż. Monika Strzępka, Teatr Polski we Wrocławiu. Od walki grupy gejowskich kibiców piłkarskich o własną trybunę na stadionach podczas Euro 2012 do analizy stanu demokracji w Polsce. [...]
6. Poczekalnia.0 Krystiana Lupy, Teatr Polski we Wrocławiu. Miał być gwóźdź programu wrocławskiego Europejskiego Kongresu Kultury, jednak po rezygnacji Doroty Masłowskiej skończyło się na spektaklu porządnie zrobionym, granym z poświęceniem, ale wtórnym".

Według Jacka Cieślaka z "Rzeczpospolitej" dwoma z trzech zachwytów teatralnych roku w Polsce są Tęczowa Trybuna 2012 ("ostra satyra na nietolerancję polityków wobec obywateli") i Utwór o Matce i Ojczyźnie ("wirtuozerski spektakl o paradoksach rodzinnej martyrologii"). Napisał ponadto: "Jednymi z najważniejszych kwestii stały się "toksyczny heteroseksualizm", dramaty rodzinne oraz kobiece ofiary. Tylko Jan Klata w Utworze o Matce i Ojczyźnie z Polskiego we Wrocławiu (najlepsza scena w Polsce) stworzył na ten temat teatr wybitny, ironiczny i doskonały formalnie. Przez pryzmat matki, która uratowała się z Holokaustu, pokazał psychiczny terror i szantaż, jakiemu poddawane jest najmłodsze pokolenie". [...] "Kto chce się dowiedzieć, jakie są problemy większości Polaków, powinien śledzić polityczno-społeczny teatr dramaturga Pawła Demirskiego i reżyserki Moniki Strzępki. Nie uznają tabu, obnażają absurdy i zakłamanie. W Trybunie 2012 (Teatr Polski, Wrocław) pokazali wirtualne państwo, którym rządzą piar i polityczne elity traktujące obywateli pogardliwie jak kiedyś mniejszości seksualne. Nową narodową religią zagłuszającą przeczucie katastrofy społecznej stało się Euro".

Magda Piekarska w "Gazecie Wyborczej – Wrocław" wyróżniła te same przedstawienia: "Jeżeli teatr, to na Dolnym Śląsku – ta reguła obowiązuje już od kilku dobrych lat. Różnice tkwią w rozłożeniu akcentów. Tym razem to nie Wałbrzych, ale Wrocław i Legnica nadawały ton. [...]
Cztery dolnośląskie spektakle święciły w tym roku triumfy na najważniejszych teatralnych festiwalach. Były to zrealizowane we wrocławskim Teatrze Polskim Utwór o Matce i Ojczyźnie Bożeny Keff w reżyserii Jana Klaty i Tęczowa Trybuna 2012 Pawła Demirskiego w reżyserii Moniki Strzępki; legnickie III Furie Sylwii Chutnik, Magdy Fertacz i Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk w reżyserii Marcina Libera oraz wprawdzie ubiegłoroczne, ale wciąż odcinające kupony od sukcesu Żywoty świętych osiedlowych (produkcja Grupy Teatralnej Ad Spectatores).
Uznanie dla tych przedstawień cieszy tym bardziej, że reprezentują one odmienne nurty we współczesnym teatrze. Kucińska uprawia autorski teatr lalkowy. Klata i Liber zajmują się historią, a raczej śladami, jakie zostawiła w naszej świadomości. Jest tu wojenny koszmar, są polsko-żydowskie wątki, poczucie winy i krzywdy – wszystko to pokazane ze współczesnej perspektywy. Nogami tu i teraz, głową w przeszłości – tak nas widzą obaj twórcy. Obaj dostrzegają też w tej skłonności rodzaj rytuału, tyle że Klata portretuje go na podobieństwo plemiennych zwyczajów, a Liber sięga po ostrą, punkową estetykę. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z pełnym scenicznym sukcesem, na który wraz z reżyserami zapracowały teatralne zespoły. Aktorzy Polskiego i Modrzejewskiej grają tu naprawdę koncertowo.
Podobnie jest w przypadku obsady Tęczowej Trybuny 2012 duetu Strzępka-Demirski. Tutaj więzieniem jest już nie historia, ale współczesność, z którą walczą, szarpią się i której złorzeczą najbardziej gniewni twórcy polskiego teatru. Tęczowa... została zainspirowana przez pomysł grupy gejów, którzy chcieli mieć własną trybunę na Stadionie Narodowym. Przez pryzmat tej – w polskich warunkach – dość egzotycznej inicjatywy Strzępka i Demirski mówią o klęsce wielu innych społecznych, oddolnych ruchów, które przegrywają w nierównej walce z urzędnikami, ale czasem też trochę na własne życzenie – bo brak im siły przebicia. Tęczowa... to także głos przeciwko wielkiej narodowej modernizacji, która objęła cały kraj, a której horyzont wyznacza Euro 2012, tak jakby potem świat miał się skończyć. Ale przede wszystkim to przedstawienie jest kawałkiem znakomitego teatru, w którym inscenizacja, świetna gra aktorska, a także duch anarchistycznej zabawy łagodzą publicystyczną wymowę. [...]
Na mniejszą skalę już wkrótce ruszy remont w Teatrze Polskim – tutaj prace obejmą jedynie scenę im. Jerzego Grzegorzewskiego, która zostanie zmodernizowana. Już teraz na Zapolskiej nie odbywają się przedstawienia, a na kolejne trzeba będzie poczekać do listopada 2012 roku".

Dziennikarze "Polski – Gazety Wrocławskiej": KH [Krzysztof Kucharski], MW [Marta Wróbel], MIS [Małgorzata Matuszewska], KAK [Katarzyna Kaczorowska] i JUKO [Justyna Kościelna], postawili w swoim podsumowaniu na przedstawienie Klaty: "Największym teatralnym wydarzeniem roku 2011 był Utwór o Matce i Ojczyźnie Bożeny Keff w reżyserii Jana Klaty w Teatrze Polskim. Przyznać się teraz możemy, że do premiery tego prowokacyjnego poematu byliśmy przekonani, że Klacie nie uda się tak szybko przeskoczyć sukcesu Sprawy Dantona, też postawionej w tej samej firmie.
Utwór to historia chorej relacji między matką i córką. Otwiera ona jednak różne tajemnicze zakamarki i brnie w nie często głęboko i boleśnie. Klata sprytnie nadaje tym bólom nieco groteskowy kształt teatralny. Oczywiście, to nie znaczy, że są one mniej bolesne. Na początku trochę łatwiej je przełykamy. Teatralnie jest to majstersztyk, bez efekciarstwa i umizgów. Wspaniale zagrany przez pięć pań i jednego Ziemiańskiego Wojciecha".

Podobnie zrobiła Lidia Raś w warszawskim wydaniu dziennika "Polska": "Prowokacyjnie? Z pewnością, i właśnie dlatego koniecznie trzeba zobaczyć, bo spektakl stawia pytania, które pewno i w nas się rodzą, choć publicznie boimy się je zadać, nie wiedząc, czy wypada. Poświęcenie dla dobra dziecka i dla kraju mają ze sobą wiele wspólnego w naszej tradycji. Pytanie tylko, czy te przekonania są nadal żywe. I czy w ogóle mają sens. Spektakl Klaty na podstawie tekstu Bożeny Umińskiej-Keff proponuje spojrzeć na ten problem okiem kobiet z różnych pokoleń. Matka – ocalona z Holocaustu, wychowana w patriarchalnej kulturze, zniewolona rytuałami pamięci o przeszłości, które nie pozwalają wyzwolić się z traumy, zmuszona do celebrowania kolejnych krwawych rocznic narodowych, nie potrafi jednak powiedzieć "nie". Ale jej córka, starająca się wyzwolić spod wpływu matki, chce też walczyć wolność dla siebie. Ojczyzna czy "Matczyzna". A może "Córczyzna"?"

Joanna Derkaczew z "Gazety Wyborczej", tak jak jej poprzednicy, doceniła przedstawienia Strzępki i Klaty: "Artyści ze zdumieniem i fascynacją przyglądali się nowym zastosowaniom hasła "Polska", marki "Polska", wezwania "Polska!". Śledzili konsekwencje katastrofy smoleńskiej, obserwowali niekończący się spektakl uliczny na motywach narodowych, jaki rozgrywał się przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie (Sprawa Jerzego Jareckiego, Nie-Boska Komedia. Rzecz o krzyżu Piotra Kruszczyńskiego, Wyzwolenie Piotra Jędrzejasa), Komentowali lapsusy językowe urzędników reprezentujących Polskę w ramach prezydencji w UE. Zastanawiali się, co znaczy "narodowy" w kontekście budowy komercyjnego stadionu i podporządkowywania wydatków państwa jednej sportowej imprezie dla ekonomicznie uprzywilejowanych (Tęczowa Trybuna 2012 Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego w Teatrze Polskim we Wrocławiu). [...]
Ze spowitą smoleńską mgłą Polską rozprawiał się Jan Klata, który w Utworze o Matce i Ojczyźnie (Teatr Polski we Wrocławiu) porównał ją do toksycznej, zrzędzącej matki".

Od powyższych wyborów nie uciekał również Witold Mrozek z "Krytyki Politycznej": "Nie lubię prasowych podsumowań roku czy sezonu. Pisanie ich – to najgłupsze zadanie krytyka. Albo ustala się rankingi, jakikolwiek dialog z twórcą zastępując przyznawaniem gwiazdek – albo w pięciu zdaniach kreśli się poważne diagnozy stanu polskiej kultury, "ogólne teorie wszystkiego". Czekam na ranking największych komunałów i przekłamań zawartych w teatralnych podsumowaniach. Zanim taki powstanie – dwanaście przedstawień z mijających dwunastu miesięcy, na które z różnych przyczyn warto zwrócić uwagę. Jak zawsze w podsumowaniach – pobieżnie. Są tu powracające w innych tytułach i nagradzane na festiwalach teatralne hity – i parę pozycji, które umknęły głównemu nurtowi polskiej prasy. To nie ranking, a raczej kronika – zachowałem układ chronologiczny.
1. Jan Klata, Utwór o Matce i Ojczyźnie (Teatr Polski we Wrocławiu) – czytając głośną książkę Bożeny Keff, Klata świetnie wydobywa jej teatralność i muzyczność. Z rozważań nad polskim antysemityzmem czy post-pamięcią Zagłady przesuwa akcent na emocjonalną (i nie tylko) przemoc, przy użyciu której buduje się rodzinną wspólnotę. Utwór... rozpoczął kolejny rok teatralnej dominacji Dolnego Śląska. [...]
3. Monika Strzępka, Tęczowa Trybuna 2012 (Teatr Polski we Wrocławiu) – najbardziej spektakularne wyjście teatru poza teatr i najbardziej udana medialna prowokacja; fikcyjny ruch gejowskich kibiców przyciągnął uwagę głównych wydań serwisów informacyjnych i klubowych stowarzyszeń. Także najbardziej śmiały i utopijny projekt redefinicji społecznych podziałów – pozostawia tęsknotę za realnym wspólnym frontem kibiców i gejów przeciw neokonserwatywnym władzom".

Redakcja internetowego "Dwutygodnika.com" w teatralnej części swego podsumowania wyróżniła Poczekalnię.0 Krystiana Lupy + kreacji zbiorowej oraz prezentowany w ramach towarzyszącego Europejskiemu Kongresowi Kultury we Wrocławiu projektu Trickster 2011 spektakl Massima Furlana 1973.

Grzegorz Chojnowski z Radia Wrocław w podsumowaniu roku 2011 zamieszczonym w swoim blogu napisał o Teatrze Polskim we Wrocławiu tak: "Na szczęście znakomicie sobie radzi Teatr Polski. Krzysztof Mieszkowski okazał się doskonałym rozgrywającym, to zaproszeni przez niego artyści (Strzępka i Demirski, Klata) wygrywają ogólnopolskie (i nie tylko) festiwale. Swoją drogą trudno sobie wyobrazić wrocławski teatr bez Jana Klaty, który w nowym roku zdobędzie trzecią już tutejszą scenę".

Magda Szpecht w serwisie internetowym G Punkt zamieściła aż dwa teatralne podsumowania roku 2011: jedno własne, a drugie będące ankietą rozpisaną między krytyków i ludzi teatru. We własnym podsumowaniu zwróciła uwagę na wszystkie nasze premiery roku, choć wyróżniła przede wszystkim spektakle Klaty i Strzępki: "Podsumowania zawsze są trudne. Wiem, że takie stwierdzenie trąci banałem, jeśli jednak mowa o współczesnym polskim teatrze, te słowa znajdują pełne uzasadnienie. Problemy z kategoryzacją przedstawień mają źródło w wielkiej różnorodności, która we wszystkich dziedzinach sztuki i życia publicznego jest dziś najbardziej pożądanym zjawiskiem. Wielość estetyk, tematów i nurtów świadczy o tym, że mamy do czynienia z rozkwitem, nie zaś z kryzysem. Wbrew popularnym tezom o biednych, ciemiężonych artystach uważam, że kultura w Polsce ma się całkiem nieźle. Być może dlatego, że mieszkam na Dolnym Śląsku, który od kilku lat niezmiennie tytułowany jest teatralną stolicą kraju. Przedstawienia z regionu przodują w rankingach, wszelkie przemieszczenia nie wykraczają poza obszar województwa – raz triumfy święci Wałbrzych, później nagrody wędrują do Wrocławia czy znów do Legnicy. Kilka lat temu jednym tchem wymieniłabym jeszcze Jelenią Górę, lecz ona ciągle nie może przezwyciężyć marazmu, w który popadła końcem minionej dekady. Niestety, nie należy oczekiwać, że w najbliższym czasie Teatr Norwida odważy się zrzucić kostiumy, zwrócić Fredrę szkolnej bibliotece i podjąć dialog ze współczesnością. Jasna przyszłość rysuje się za to przed Wrocławiem, który już teraz doskonale wykorzystuje swój potencjał. W Europejskiej Stolicy Kultury 2016 będzie jeszcze lepiej. Pozwólmy sobie jednak spojrzeć wstecz. Jaki był miniony rok w polskim teatrze? [...]
Ucieczka od uniwersalności w stronę rodzimych problemów z tożsamością nie jest jednak dla mnie tym, co dziś w teatrze najciekawsze. Kostiumy z epoki czy oczko puszczone w stronę Tupolewa nie wywołują dreszczy na plecach. Wyżej niż diagnozy polityczne cenię eksperymenty i debiuty, nawet jeśli nie uważam ich za udane. Poczekalnia.0 czy Farinelli z wrocławskiego Teatru Polskiego to wprawdzie słabsze punkty w repertuarze, jednak na ich korzyść przemawia odwaga twórców, którzy próbują za wszelką cenę zejść z utartych ścieżek inscenizacji, by poszukiwać nowych przestrzeni i okoliczności performansu.
Spektakli, które tworzą i wspomagają przemiany, jest wiele. W subiektywnym podsumowaniu odchodzącego roku umieszczam te, które wywarły na mnie największe wrażenie. [...]
3. Tęczowa Trybuna 2012, reż. Monika Strzępka, Teatr Polski we Wrocławiu
To bez wątpienia jeden z najgłośniejszych spektakli roku, nie tylko ze względu na kontrowersyjną tematykę. Egzotyczny i absurdalny – w polskich realiach – pomysł utworzenia na Stadionie Narodowym osobnej trybuny dla homoseksualistów, stał się pretekstem do krytyki współczesnej władzy i biurokracji. Teatr polityczny ma się dobrze, bo wszyscy obrywają po równo: liberałowie, konserwatyści, katolicy, kibice, artyści teatru, a nawet ci najbardziej zainteresowani, czyli geje. Wątpliwości może budzić przywiązanie treści do konkretnych osób i czasu, jednak tym, co w Tęczowej urzekło mnie najbardziej, jest wirtuozerska reżyseria Moniki Strzępki. I poczucie humoru Pawła Demirskiego.
4. Utwór o Matce i Ojczyźnie, reż. Jan Klata, Teatr Polski we Wrocławiu
Inscenizacja poematu Bożeny Keff to przerażający obraz spętania i uwikłania kobiet w historię. W zadziwiającym i błyskotliwym rytuale reżyser szuka uzdrowienia toksycznych relacji między matkami a córkami. Opętańczy taniec w rytm plemiennych śpiewów ma wyleczyć traumy przekazywane z pokolenia na pokolenie. Matki potrzebują współczucia i uwagi, córki próbują odciąć pępowinę. Nie chcą dłużej znosić tyranii przeszłości. Nie chcą czuć się winne, że to nie im przyszło zmagać się z okropieństwami wojny czy komunizmu. Kobiety krzywdzą siebie nawzajem i ostatecznie okazują się strażniczkami ustalonego porządku; w hierarchii społecznej sytuują się w pozycji dawnych niewolników. Bywają bardziej brutalne i zrozpaczone niż mężczyźni. Ci zostają rozgrzeszeni, ponieważ i tak nie mają wpływu na świat niejasnych kobiecych układów. Chociaż tu także wszystko opiera się na dominacji, to jej wyznacznikiem nie jest siła, lecz status ofiary. Stosunki międzyludzkie, ukazane przez Klatę, znajdują swoje przeniesienie na społeczeństwo i łańcuchy, którymi pęta je historia. Matka to ojczyzna, a polskie natręctwa – jej zrzędzenie. [...]
W podsumowaniu nie mogę pominąć udanego debiutu Cezarego Ibera, który w Teatrze Polskim we Wrocławiu zrealizował Blanche i Marie na podstawie prozy i dramatu Pera Olova Enquista. Ta opowieść o przyjaźni Marii Curie-Skłodowskiej z "królową histeryczek", Blanche Wittman, świetnie obrazuje napięcia między siłą przypuszczeń a argumentami nauki, między racjonalnością a emocjami, między tym, co uznane za męskie, a tym, co kobiece. Cztery postacie sceniczne w swoistym seansie duchów przechodzą skróconą psychoanalizę. Pojawia się nawet młody Zygmunt Freud. [...]
Rok 2011 w polskim teatrze był dla mnie przede wszystkim okresem stabilizowania się wypracowanych w poprzednich latach nowych języków teatralnych i form angażowania widza. Kontrowersyjne zabiegi sceniczne przestały wzbudzać niechęć. Co więcej – stały się pretekstem do dyskusji. W przestrzeni teatrów instytucjonalnych, oprócz nowych konwencji, narodził się również nowy typ widza, który zamiast automatycznie odrzucać to, co nieznane, próbuje analizować i zrozumieć. Jest gotowy podjąć wyzwanie symultanicznego, wieloperspektywicznego odbioru przedstawienia, nie oczekując już od reżysera poddańczego stosunku wobec literatury. Cieszy się wielością festiwali i przeglądów teatralnych, dzięki którym coraz lepiej orientuje się w najnowszych nurtach światowych scen. Od teatru oczekuje czegoś więcej niż łatwa ilustracja tekstu czy popisy aktorskie. Oby w nadchodzącym roku polski teatr nadal nieustannie podnosił poprzeczkę sobie i widzom".

W podsumowaniu-ankiecie znalazły się natomiast między innymi wypowiedzi dwóch krytyczek, które opublikowały własne podsumowania, a mianowicie Anety Kyzioł i Joanny Derkaczew, niemniej Magda Szpecht zapytała o opinie również inne osoby. Poniżej to, co dotyczy Teatru Polskiego we Wrocławiu:
"Joanna Derkaczew: Dawno już nie było tak nudnego roku w polskim teatrze. Teatr środka, teatr opisujący lifestyle i drobne niepokoje klasy średniej wciągnął nawet tak wybijających się twórców, jak Krzysztof Warlikowski czy Grzegorz Jarzyna. Głosy krytyczne odzywały się jedynie w tonie histerii lub powtarzania tez znanych.
Jedynymi, którzy wprowadzali do publicznej dyskusji nowe tematy i problemy, byli Monika Strzępka i Paweł Demirski. Nie tylko się oburzali na status quo, nie tylko konsekwentnie obrzucali oskarżeniami polski system finansowy i administracyjny (zmontowany nieudolnie i histerycznie w latach transformacji). Wskazywali także nowe iluzje i tematy tabu, które kryją się za większością najpoważniejszych konfliktów społecznych.
Ich spektakle (Tęczowa Trybuna 2012 – Teatr Polski we Wrocławiu, Położnice szpitala św. Zofii – Teatr Rozrywki w Chorzowie, W imię Jakuba S. – Teatr Dramatyczny w Warszawie i Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie) przypominały, że nie wszystkie nierówności znikły wraz z pojawieniem się nowoczesnych supermarketów. Nie wszystkie kwestie prawne (zwłaszcza te związane z dyskryminacją) zostały rozwiązane. Polacy są podzieleni. Ekonomicznie i symbolicznie. Strzępce i Demirskiemu udało się znaleźć ciekawy, zaskakujący język na przekazywanie tych diagnoz. Nie mieli jednak żadnych poważnych konkurentów czy oponentów. A to nie sprzyja nawet najbardziej ambitnej twórczości.
Piotr Gruszczyński: Trudno mi oceniać miniony rok w teatrze, bo sam byłem zaangażowany w powstawanie spektaklu – Opowieści afrykańskich według Szekspira w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego. Nieobiektywnie to był dla mnie najważniejszy spektakl, ale nie wypada mi uzasadniać tej opinii. Z rzeczy, które udało mi się zobaczyć, podobał mi się bardzo Utwór o Matce i Ojczyźnie wyreżyserowany przez Jana Klatę oraz Tęczowa Trybuna Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego. W obu wypadkach na uwagę zasługuje wielkie poczucie humoru twórców. [...]
Najważniejszymi wydarzeniami teatralnymi roku w Polsce pozostają jednak: Poczekalnia.0 Krystiana Lupy oraz Msza Artura Żmijewskiego. Nie do przecenienia jest ich demolujący wpływ na nasze teatralne przyzwyczajenia i upodobania, ich siła krytyczna i nowatorstwo językowe.
Aneta Kyzioł: W teatrze ten rok był zdominowany przez romantyzm, który powrócił za sprawą katastrofy smoleńskiej. Romantyczna retoryka, wielkie gesty, symbole – kiedy teatr zorientował się, że politycy i obrońcy krzyża grają na jego boisku, włączył się do akcji. Najciekawszy według mnie spektakl roku – Utwór o Matce i Ojczyźnie Bożeny Keff w reż. Jana Klaty z Teatru Polskiego we Wrocławiu – odnosi się do posmoleńskiego szaleństwa w sposób niezwykle inteligentny i pozbawiony skazy publicystycznej. Na spowitym mgłą polskim bagnie matka i córka w grotgerowskich czarnych sukniach polskich wdów (i z białym afro na głowach) odprawiają kontrrytuały. Matka – rytuał celebrujący pamięć, śmierć, polskość i tradycję. Córka – rytuał wolności, wyrwania się z polskiego cmentarzyska i życia. Córczyzna walczy z ojczyzną i matczyzną, kobieta-niewolnik bije się o własny głos. Zaś nad całością wisi pytanie: Czy kolejne polskie pokolenia muszą żyć w cieniu poprzednich, w wiecznej żałobie i hołdzie dla tych, którzy zginęli za wolną Polskę? W skrócie: dzikie tańce na polskim cmentarzysku. Mocne.
Piotr Rudzki: Na wszelkiego rodzaju rankingi w sztuce najczęściej się zżymamy. Szkoda na to energii, gdyż sztuce teatru, która nas tutaj interesuje, towarzyszą niemal od zarania. Agon komediowy i tragików w starożytnej Grecji budował pozycję twórcy teatralnego/poety/dramatopisarza. Jednakże dziesięciu losowo wybranych sędziów miało łatwiejsze zadanie w starożytności niż dzisiaj, gdyż wskazywali najlepsze przedstawienie spośród wszystkich, które realizowały tylko jedną, społecznie usankcjonowaną konwencję. Dzisiejsze bogactwo języków teatralnych skazuje na porównywanie dzieł odrębnych, unikatowych. Dlatego chciałbym wymienić jedno przedstawienie, które najgłębiej w ubiegłym roku spenetrowało tradycyjne granice teatru, to znaczy Poczekalnię.0 w reżyserii Krystiana Lupy z Teatru Polskiego we Wrocławiu.
W moim przekonaniu postawiło ono o wiele więcej pytań, niż dało odpowiedzi. Zachwiało pewnością siebie twórców i odbiorców dotyczącą kształtu przedstawienia. Aktorom zaoferowało azyl prawdziwej wolności artystycznej, czyniąc z nich autentycznych, a nie tylko na poziomie deklaracji, twórców. Co w efekcie dało spektakularne kreacje podważające dotychczasowe myślenie o postaci i człowieku w przestrzeni teatru. Temu ostatniemu przywróciło walor narzędzia poznania rzeczywistości, rekonstytuując jego faktyczność i wydarzeniowość. Akcent na bycie, a nie na reprezentację.
Lupa podzielił się swoimi wątpliwościami, a nie pewnością siebie, co zdaje się najpełniej wyrażać kondycję człowieka początku XXI wieku. Starał się dotknąć nienazwanego. Gdyby znał odpowiedzi, zawarłby je w innym dyskursie. Poczekalnia.0 tak bardzo odbiega od gwarantowanych tradycją i przyzwyczajeniami form, że zasadne wydaje się przywołanie w tym miejscu Brechtowskiej kategorii "ateatru", którą posługuje się Filozof w dialogach z Wartości mosiądzu. Przy wszystkich różnicach zasadnicze podobieństwo polega na podważeniu dominującego modelu teatru".

Wreszcie Jarosław Klebaniuk w swoim, zamieszczonym również w G Punkcie, podsumowaniu wyróżnił Utwór o Matce i Ojczyźnie oraz Tęczową Trybunę 2012: "Rok zaczął się mocnym uderzeniem. Styczeń przyniósł najpełniejsze teatralnie przedstawienie  sezonu – z ciekawą scenografią, kostiumami, choreografią, warstwą muzyczną, znakomitym aktorstwem, no i frapującym tekstem Bożeny Keff, który został nawet nieco przyćmiony całą tą nieodparcie atrakcyjną aranżacją. Jan Klata po raz kolejny udowodnił, że potrafi ważkie treści podać w sposób zaspokajający najbardziej wybredne gusta. Nierozwiązywalne napięcia pomiędzy matką a córką, kwestie antysemickie i odwołujące się do niewolnictwa, mizoandria sącząca się w pretensjach wobec nieobecnych w tej sztuce mężczyzn – wszystko to aż prosiło się, by zepchnąć swoim ciężarem teatr na drugi plan i zdominować widowisko pretensjonalnym moralizatorstwem. Jednak wydobycie z tekstu prawdziwych literackich perełek, pomysłowe zmontowanie scen dzięki ruchomym szafom i niekonwencjonalnym dźwiękowym cięciom, wreszcie przebieranie aktorów, włożenie w ich ręce rekwizytów: warkoczy, skakanek, wagi – wszystko to pozwoliło zaistnieć widowisku o porażającym wprost pięknie. Bezbłędna obsada sprawiła, że zarówno te bardziej kameralne, jak i, dość liczne, zbiorowe sceny oglądało się z otwartymi ustami. Kinga Preis po raz kolejny pokazała klasę, a jej zdolności wokalne mogły zaskoczyć nawet najzagorzalszych miłośników jej talentu. Sam reżyser zawiesił sobie poprzeczkę tak wysoko, że prawdopodobnie niełatwo będzie mu stworzyć  tak zachwycającą całość, jak Utwór o Matce i Ojczyźnie.
Drugim wybitnym przestawieniem Teatru Polskiego, wystawionym nietypowo, bo nie na Świebodzkim, jak powyższe, lecz z tyłu Sceny im. Grzegorzewskiego, była w mijającym roku Tęczowa Trybuna 2012. W tym przypadku tekst powstał specjalnie dla teatru, a długoletnia bliska współpraca dramatopisarza i reżyserki ponownie dała doskonały efekt. To najbardziej udana produkcja duetu Monika Strzępka-Paweł Demirski od czasu Dziadów. Ekshumacji. Walory wysokiej klasy teatru publicystycznego, z aluzjami do współczesnych postaci życia publicznego, z groteskowym przedstawianiem miazmatów tegoż życia, połączone zostały z transgresyjnymi pomysłami inscenizacyjnymi i aktorskimi. Piaskownica i bieżnia towarzyszące budowie tytułowej konstrukcji, olbrzymie kosmate pająki kołyszące się na drzwiach, gejowskie futerka i polackie skóry, wreszcie sam pomysł, aby nie tylko zderzyć, ale wręcz zhybrydować subkulturę kibicowską z homoseksualną – wszystko to dało znakomity efekt. Niepoprawność polityczna przedstawienia nie polegała jedynie na wyśmianiu cynicznych, konformistycznych urzędników, lecz przede wszystkim na wykreowaniu ironicznych wizerunków samych gejów. Zabawność tego spektaklu w połączeniu z ważkimi i kontrowersyjnymi treściami, jakie poruszał, sprawiła, że oglądało się go z niesłabnącym zainteresowaniem. Wygospodarowanie tak olbrzymiej przestrzeni przy Zapolskiej to jak wydobycie zakopanego skarbu. Złamanie monopolu podworcowej sceny na niecodzienne widowiska dobrze zrobiło też samemu teatrowi, który dotąd nieco zbyt nachalnie szufladkował własny repertuar w trzech lokalizacjach".