Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Mariusz Kiljan, Bartosz Porczyk i Wojciech Ziemiański w subiektywnym spisie Jacka Sieradzkiego

Data wydarzenia:
01.09.2014

Wortal e-teatr.pl opublikował 1 września 2014 dwudziestą drugą edycję Subiektywnego spisu aktorów teatralnych Jacka Sieradzkiego. Pomiędzy opisanymi 43 osobami znaleźli się aktorzy Teatru Polskiego we Wrocławiu Mariusz Kiljan, Bartosz Porczyk i Wojciech Ziemiański.

Oto, co Jacek Sieradzki napisał o naszych aktorach, opatrując te notki kwantyfikatorem Zwycięstwo (Kiljan, Porczyk) oraz Mistrzostwo (Ziemiański):

Mariusz Kiljan
Komediowego Guślarza historia Dziadów dotąd nie znała. W jakimś opuszczonym czy nieskończonym domu, gdzieś na prowincji, w absurdalnym kowbojskim kapeluszu kreuje szamana hochsztaplera, który przyzywa gości z zaświatów, ale sprawia wrażenie, jakby sam się bał skutku swoich zaklęć, nadrabia miną, wymachuje rękami w obronnych gestach, jego "a kysz" brzmi panicznie. Dzięki – w znacznej mierze – charyzmie aktora ów portret naiwnego plebeja od duchów, naszkicowany w spektaklu Michała Zadary we wrocławskim Polskim, nie jest wygłupem, łapie coś, czego może nigdy nikt w tej postaci nie przeczytał. Na koncie ma jeszcze wyrazistą, dynamiczną rolę Iwana Bezdomnego w Mistrzu i Małgorzacie we wrocławskim Capitolu.

Bartosz Porczyk
Energia go rozsadza. I dobrze, bo bez wewnętrznej pary niczym w rozgrzanej lokomotywie nie uciągnąłby półtoragodzinnego monologu z IV części Dziadów, czasami tylko przerywanego głosem unickiego księdza czy dzieci. Eksploduje kaskadami wersów, część spowiedzi-skargi śpiewa, akompaniując sobie na pianinie, sam się do siebie śmieje, sam z siebie szydzi, gotów jest brać widzów na świadków swego poniżenia przez pewną "wietrzną istotę". Trzyma kontakt: młoda widownia spektaklu Michała Zadary słucha go tak, jak od czasów Krzysztofa Kolbergera w spektaklu Hanuszkiewicza nikt Mickiewiczowskiego Gustawa nie wysłuchiwał. Niepodobna tego nie docenić. Rozpierająca go witalność czyni z kolei z ruskich diabłów w Termopilach polskich postacie zanadto już rodem z kreskówek; u Micińskiego było subtelniej. Ale to może bardziej typowy dla Jana Klaty wybór poetyki niż koncepcja aktora?

Wojciech Ziemiański
Pytanie: czy ktoś, kto nie zna Termopil polskich Tadeusza Micińskiego, w ogóle domyśli się na widowni wrocławskiego Polskiego, że smętny facet we współczesnej marynareczce to Stanisław August Poniatowski, właśnie wydymany koncertowo przez carycę Katarzynę i jej kamarylę? Komiksowo-wideoklipowa poetyka Jana Klaty oscyluje, zdaje się, na granicy komunikatywności, za którą jest machnięcie ręką: furda rozpoznawalność historycznych wątków, ważne, że widowisko się kręci. Co nie zmienia faktu, że spsiali polityczni obwiesie byli zawsze jedną z najwyrazistszych figur Klatowego teatru, a ten król Staś z wymiętym wyrazem pyska pod koroną jak z szopki, z wpisaną w samą sylwetkę nieuchronną przegraną i to taką przegraną bez podjęcia gry – działa na wyobraźnię, choć sam aktor do zagrania ma niewiele.

 

Subiektywny spis aktorów teatralnych 2014