Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Nasi aktorzy w subiektywnym spisie Jacka Sieradzkiego 2015

Data wydarzenia:
02.09.2015
Przedstawienie:
DZIADÓW CZĘŚĆ III
Przedstawienie:
WYCINKA HOLZFÄLLEN

Wortal e-teatr.pl opublikował 2 września 2015 dwudziestą trzecią edycję Subiektywnego spisu aktorów teatralnych Jacka Sieradzkiego. Pomiędzy opisanymi 47 osobami znaleźli się aktorzy Teatru Polskiego we Wrocławiu Bartosz Porczyk, Piotr Skiba i Wojciech Ziemiański, a także współpracujący z teatrem Jan Frycz.

Oto, co Jacek Sieradzki napisał o naszych aktorach, opatrując te notki kwantyfikatorem Mistrzostwo (Frycz, Skiba, Ziemiański) oraz Pytania (Porczyk):

Jan Frycz
Jego gra w Wycince (Teatr Polski, Wrocław) to jakby gościnny występ teatru Mikołaja Grabowskiego w teatrze Krystiana Lupy. Ma zagrać karykaturę aktora Teatru Narodowego, gościa honorowego uroczystej i pretensjonalnej kolacji wydanej przez jeden z najambitniejszych salonów miasta. Przybywa spóźniony i gada, peroruje i tokuje, nadając obsesyjnym frazom o sobie formę refrenów, wracających niczym w rondzie, coraz wymyślniejszych, coraz monstrualniejszych. To wspaniałe ćwiczenie formalne; Schaeffer by przyklasnął. I na koniec, już w szatni, przy wkładaniu palta, nagle cała forma się zwija, pada jedno czy dwa zdania zmęczone, szczere i normalne, które w tej lawinie błotnej mazi lśnią jak bryłka złota. Jeśli ktoś się śmiał z karykatury albo męczył logoreą, nagle zastyga, zdumiony. Arcydzieło.

Bartosz Porczyk
Niepodobna pominąć jego Konrada w Dziadów części III; robota aktorska jest tu wysokiej próby, ogień, który płonie w aktorze, w znacznej mierze podtrzymuje żar wszystkich sekwencji z jego udziałem w widowisku Michała Zadary we wrocławskim Polskim. O niebywałej sile jego gry pisałem rok temu i mogę słowo w słowo przekleić tamte opinie dotyczące monologu Gustawa. Przemiana "Hic natus est Conradus" do czegoś jednak zobowiązuje i z tym czymś ma kłopot nie tyle aktor, co całe przedsięwzięcie. Mówiąc najkrócej: Improwizacja jest wyznaniem wiary, fałszywym, ale realnym, konkretnym i jeśli pomija się ten aspekt w interpretacji, to ogrywanie wszystkiego wokół, sytuacji więźnia (sikanie do wiadra), upajania się muzyką, własnym słowotokiem i narcyzmem ściąga rolę w tematy zastępcze. Uruchomione popisowo, ale w tej popisowości się wyczerpujące. Świetnie, spektakularnie, efektownie wypada scena egzorcyzmów, ale niech mi kto powie, patrząc jedynie na spalającego się na scenie aktora, odkładając na bok wiedzę ze szkoły: o co tu właściwie chodzi z tym bluźnierstwem?

Piotr Skiba
Uosabia cuda teatru Krystiana Lupy, tak pysznie i tak pięknie powrócone do nas w tegorocznej Wycince Bernharda we wrocławskim Polskim. Zatopiony w stojącym w półmroku "uszatym fotelu" prowadzi do mikroportu powieściową narrację, która nie jest tylko przekazywaniem treści, ale ustanawia rytm, niejako taktuje partyturę widowiska. Ale na narracji się nie kończy. Wielka filipika o artystach prostytuujących się przez przypochlebianie władzy ma siłę w dużej mierze właśnie dlatego, że mówi ją kameralny, schowany artysta, którego nagłe przekroczenie linii rampy i apostrofa wprost do widowni ma siłę gromu. A najpiękniejszą sekwencją Wycinki jest retrospekcja, wspomnienie ulotnych chwil z nieżyjącą Joaną. Przemykają przez wyczarowany nagle nie wiedzieć skąd kościół, kryją się w konfesjonale, nadzy, onieśmieleni. A on młodnieje. Nie w tonie głosu, jakoś w sylwetce, w spojrzeniu, w aurze wokół siebie. Nie wiem, jak to robi. Czysta magia.

Wojciech Ziemiański
Podtrzymuje świetną passę; odnotowywałem w zeszłym roku jego zeszmaconego króla Stasia w Termopilach polskich. Kompozytor Auersberger w Wycince jest następnym portretem w galerii bohaterów spsiałych. Kreślonym z samozaparciem i cokolwiek ponad stan: pogrążony w niemocy twórczej artysta, bełkoczący gościom idiotyzmy typu "Ludzkość trzeba wyplenić" na prostej drodze pod stół, chyba wręcz nie zasługuje na tak drobiazgową, troskliwą uwagę portrecisty. A w Dziadach mówi opowieść Kaprala. Zadarowa zasada nieskreślania ni słowa przywraca ten wyrzucany zawsze z sekwencji więziennej – kto go kiedy słyszał ze sceny? – monolog legionisty oszczędzonego niegdyś w zasadzce, bo bronił przed bluźniercami imienia Matki Boskiej. Umie zatopić się w cudowną melodię Mickiewiczowskiego wiersza, odkryć urodę i temperaturę powściągliwej retorycznie przypowieści. Słucha się tego trochę jak muzyki, machając ręką na poczciwość przesłania; jakby te wszystkie spsiałości, od których pęka scena polska, te wszystkie ludzkie marnizny i niedostatki, portretowane nierzadko z ogromnym talentem przez tych pospisywanych tu i tych przeoczonych artystów naszego teatru, zjeżdżają gdzieś w cień wobec zwykłego, prostego piękna monologu. I niech zachwyt nim właśnie skończy tegoroczny spis.

 

Subiektywny spis aktorów teatralnych 2015