Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Krzysztof Mieszkowski

Media o nas

Przedstawienie: GRIMM: czarny śnieg

Źródło: PAP

Link do źródła: www.e-teatr.pl

Data publikacji: 2016-01-20

Wrocław. "GRIMM: czarny śnieg" na deskach Teatru Polskiego

Spektakl inspirowany cyklem baśni braci Grimm, GRIMM: czarny śnieg, to najnowsza produkcja Teatru Polskiego we Wrocławiu. Premiera sztuki, której głównym tematem są ludzkie lęki, odbędzie się w piątek [22 stycznia 2016].

Teatr Polski zrealizował spektakl inspirowany baśniami braci Grimm w 200. rocznicę pierwszego wydania dwóch tomów (opublikowano je kolejno w 1812 r. i 1815 r.). Łącznie zbiór zawierał 156 baśni. Żadna z nich nie miała autora. Był to przekaz ustny zachowany w zbiorowej pamięci. Bracia Grimm spisali je w większości z przekazów ludzi z niższych warstw społecznych, dla których stanowiły one formę mitologii opisującej świat na różnych płaszczyznach.

Jak powiedział w środę [20 stycznia 2016] podczas próby prasowej reżyser spektaklu Łukasz Twarkowski, GRIMM: czarny śnieg to próba zdefiniowania fenomenu baśni. – Chcemy przyjrzeć się, jak funkcjonuje dziś baśń, ponieważ od momentu spisania przez braci Grimm funkcja baśni naszym zdaniem się całkowicie zmieniła. Spektakl jest zatem próbą znalezienia nowej formuły dla współczesnej baśni – mówił reżyser.

Z kolei autorka dramatu Anna Herbut pokreśliła, że tekst przez nią napisany próbuje odpowiedzieć na pytanie o lęki współczesnego człowieka. – Lęk jest obecny w baśniach braci Grimm; obfitują one w obrazy pełne lęku. Szukamy zatem w tym spektaklu naszych współczesnych lęków – mówiła Herbut.

Autorka dramatu dodała, że w spektaklu można znaleźć odniesienia do współczesnej sytuacji społeczno-politycznej na świecie, jednak nie są one podane w sposób dosłowny. – Mówimy o tym, co nas otacza, bo to cecha charakterystyczna baśni. Zmieniały się one w zależności od kontekstu. Każdy, kto je opowiadał danej społeczności, próbował wpleść w nie coś dla tej społeczności bliskiego – mówiła Herbut.

Autorzy spektaklu tworzą interdyscyplinarną formację artystyczną o nazwie Identity Problem Group (IP). W swojej twórczości łącza sztuki wizualne i performatywne z literaturą. W Teatrze Polskim we Wrocławiu do tej pory zrealizowali m.in. spektakl Farinelli czy dyptyk KLINIKEN / miłość jest zimniejsza...

W spektaklu GRIMM: czarny śnieg po raz pierwszy w Polsce w przedstawieniu teatralnym zostaną wykorzystane technologie z obszaru wirtualnej rzeczywistości. Twórcy podkreślają, że dzięki zastosowanym technologiom aktor będzie grał jednocześnie na scenie i w świecie wirtualnym. Widz zaś będzie miał możliwość jednoczesnego oglądania aktora "na żywo" oraz śledzenia jego zachowań w świecie wirtualnym.

Wydarzenie: Jubileusz 70-lecia Teatru Polskiego...

Źródło: "Gazeta Wyborcza - Wrocław" 2016 nr 6

Link do źródła: wroclaw.wyborcza.pl

Data publikacji: 2016-01-09

Teatr techniką stoi?

Miała być gala na 70-lecie Teatru Polskiego, wyszła antygala ze skandalem w tle – przyznania medali artystom odmówił poprzedni wojewoda dolnośląski Tomasz Smolarz. Dokonania Haliny Rasiakówny, Ewy Skibińskiej czy Bogusława Danielewskiego uznał za "niewystarczające".

Jubileusz Teatru Polskiego odbył się bez oficjeli – mimo zaproszeń nie przyszedł wojewoda Paweł Hreniak, nie pojawił się prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz. Dolnośląski marszałek Cezary Przybylski, którego nieobecność była usprawiedliwiona – złamał nogę – przysłał życzenia i zapowiedź kontroli. Puste miejsca na widowni podczas gali uderzyły Olgierda Łukaszewicza, który na jubileusz przyjechał z Warszawy – jako prezes reprezentował Związek Artystów Scen Polskich: – To przecież jeden z najważniejszych teatrów w kraju – dziwił się. – Szkoda, że wrocławianie nie potrafią docenić tego święta.

Nie trzeba przedstawiać

Na te słowa chciałoby się zaprotestować – gości było sporo, zawiedli urzędnicy. Także ci, którzy już nie sprawują swoich funkcji, jak były wojewoda dolnośląski Tomasz Smolarz (PO). To za sprawą jego decyzji aktorzy Polskiego stracili szanse na przyznawane przez prezydenta RP odznaczenia. Dlatego podczas gali można było jedynie wręczyć cztery honorowe wyróżnienia ministerialne – dostali je aktorzy Agnieszka Kwietniewska, Rafał Kronenberger, Michał Mrozek i suflerka Magdalena Kabata.

Krzysztof Mieszkowski, dyrektor Polskiego, chciał jednak, żeby galę z okazji 70-lecia teatru, uświetniło wręczenie medali, w tym Krzyży Odrodzenia Polski oraz Złotych, Srebrnych i Brązowych Krzyży Zasługi dla najwybitniejszych pracowników, przede wszystkim – dla związanych ze sceną artystów. Dlatego już 8 września skierował do dolnośląskiego wojewody Tomasza Smolarza wniosek o wyróżnienie 29 osób, w tym nestora wrocławskiej sceny - Bogusława Danielewskiego, dla którego teatr starał się o Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, czy jej gwiazd – Haliny Rasiakówny, Ewy Skibińskiej, Wojciecha Ziemiańskiego, Mariusza Kiljana czy Bartosza Porczyka. W sumie Polski zaproponował odznaczenie medalami różnej rangi kilkunastu swoich aktorów.

Danielewski, ur. w 1928 roku, w Polskim pracuje od 1952 roku – na koncie ma role w spektaklach najwybitniejszych twórców, m.in. Horzycy, Rotbauma, Krasowskiego, Skuszanki, Minca, Grzegorzewskiego i Jarockiego. Ostatnio mogliśmy go oglądać w Mickiewiczowskich Dziadach w reżyserii Michała Zadary. Pozostałych aktorów nie trzeba wrocławskiej publiczności przedstawiać – grają główne role w najważniejszych spektaklach Polskiego, od Dziadów, przez Wycinkę po Podróż zimową, zdobywając za swoje kreacje nagrody na najważniejszych festiwalach.

Nie kwalifikują się

Tymczasem wojewoda wręczy jedynie medale za długoletnią pracę pięciorgu pracownikom technicznym – aktorzy zostali tu całkowicie pominięci. Wyróżniona piątka otrzyma odznaczenia 29 stycznia z rąk już nowego wojewody Pawła Hreniaka – to garderobiana Anna Dobosz, montażysta Mirosław Gołębiowski, kierownik techniczny Andrzej Fiutek, kierowca Romek Rybacki i akustyk Tomasz Zaborski. Nazwiska pozostałych (poza aktorem Wiesławem Cichym i Katarzyną Majewską z działu literackiego) nie zostały nawet przedstawione prezydentowi RP, który podejmuje decyzję o odznaczeniach – wojewoda uznał, że ich osiągnięcia nie kwalifikują się do wyróżnienia.

Pracownicy teatru podkreślają, że taka sytuacja nigdy dotąd się nie zdarzyła. Mając w pamięci uroczystość 65-lecia teatru, mogę to potwierdzić – wtedy lista jubileuszowych odznaczeń była bardzo długa.

Na scenie pojawiali się zarówno aktorzy, jak i pracownicy techniczni – bo wszystkie te profesje są niezbędne dla istnienia sceny. Wiedzą o tym doskonale ci, którzy tę instytucję znają od środka, bo z perspektywy publiczności sprawa przedstawia się nieco inaczej – tu teatr bez aktora nie istnieje. Żeby się o tym przekonać, trzeba jednak bywać na teatralnej widowni, a mimo zaproszeń były wojewoda nie pojawił się w Polskim na żadnej premierze podczas swojej kadencji. – Erwin Axer mówił, że teatr jest taki, jak jego dyrektor – mówił Mieszkowski, komentując decyzję wojewody. – A ja powiem inaczej: jest taki, jak jego aktorzy.

Szkoda, że nie rozumieją tego urzędnicy.

Przedstawienie: ŚMIERĆ I DZIEWCZYNA

Wydarzenie: ...

Źródło: "Polityka" online

Link do źródła: www.polityka.pl

Data publikacji: 2016-01-08

Ewelina Marciniak: Teatr to nieokiełznana podróż

Czym jest dla ciebie nominacja do Paszportów "Polityki"?

Wielkie wyróżnienie.

Jak byś scharakteryzowała to, czym się zajmujesz?

Dziki, nieokiełznany, niemożliwy teatr. Podróż!

Kim są twoi odbiorcy?

Moi odbiorcy są bardzo różni. To widzowie teatralni, którzy bywają w teatrze. I poza nim.

Z jaką najbardziej zaskakującą reakcją na to, co robisz, spotkałaś się dotychczas?

Wcale nie echa Śmierci i dziewczyny. Najbardziej zaskakujące pozostają dla mnie reakcje na pierwsze przedstawienie, które zrobiłam – Nowe Wyzwolenie Witkacego w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Spotkałam się wtedy z widzami z domu poprawczego, opowiadali, co czują w trakcie spektaklu. To było coś największego i najważniejszego dla mnie.

Kiedy zaczęłaś pracę w teatrze?

Cztery lata temu. Do tej pory nie wierzę, że to tak szybko zleciało.

Kto był pierwszym recenzentem twoich prac?

Dramaturg Michał Buszewicz. Zachęcał, wspierał i uwierzył we mnie.

Który swój projekt uważasz za najważniejszy?

Trudno powiedział, czy taki istnieje. Każdy jest ważny z innego powodu. Najbliższe memu sercu są te ostatnie projekty, m.in. Śmierć i dziewczyna w Teatrze Polskim we Wrocławiu.

Pracujesz nad czymś teraz?

Przygotowuję się do dwóch najbliższych i bardzo ważnych dla mnie projektów: spektaklu o Leni Riefenstahl (Teatr Śląski w Katowicach) i przede wszystkim do Ksiąg Jakubowych Olgi Tokarczuk. Będzie to moja pierwsza duża praca w Warszawie. Boję się tego, ale bardzo się na to cieszę.

Spodziewasz się protestów?

Nie! Spodziewam się wielkich oklasków.

Czy Polacy rozumieją teatr? Seks w teatrze?

Generalnie nie rozumieją siebie i tego, w jakim społeczeństwie żyjemy. W ogóle seksualność człowieka jest tutaj kojarzona z czymś brudnym. Seks powinien mieć miejsce tylko w małżeństwie i służyć tylko prokreacji. A tak przecież nie jest!

Największe marzenie artystyczne?

Są dwa. Żeby rozwijać się w tej sztuce inscenizacji i móc kiedyś przygotować operę. Drugie marzenie – o spektaklu instalacji, gdzie inne media mogłyby być pełnoprawnymi elementami przedstawienia.