Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Michał Hernes

Magia muzyki sfer w "Dziadach"

Przedstawienie:
DZIADÓW CZĘŚĆ III
Źródło:
SHE MAG
Data publikacji:
2015-04-11

Michał Zadara Dziadów część III wyreżyserował zgodnie z pitagorejską zasadą muzycznych proporcji. Mickiewiczowski świat został ożywiony za pomocą dźwięków, które nie były wcześniej równie mocno słyszalne w tym dramacie.

Wielka Improwizacja w wykonaniu Bartosza Porczyka może symbolizować walkę o zwycięstwo nad chaosem. Przyglądałem się jej z uwagą i zachwytem. Droga do harmonii i spokoju Gustawa-Konrada jest jednak bardzo kręta. Rozpoznanie jej wiąże się z poznaniem całego kosmosu, będącego porządkiem.

Michał Zadara w pewnym sensie, choć nie dosłownie, uczynił swoich aktorów instrumentami muzycznymi, ale główny bohater jest instrumentem uszkodzonym, niemogącym wytworzyć właściwego tonu, prowadzącego do boskiej harmonii. Na szczęście wciąż istnieje w nim boska iskra, która może zostać obudzona, jeśli ponownie dostroi się do boskiej harmonii. Wystawiana w Teatrze Polskim we Wrocławiu Dziadów część III opowiada o walce, która prowadzi do tych narodzin. A całkiem możliwe, że, jak pisał mistrz fantastyki naukowej Philip K. Dick, utrata zmysłów bywa czasem najwłaściwszą reakcją na rzeczywistość.

Być może trudno było wcześniej dostrzec muzykalność dramatu Mickiewicza, ponieważ przez cały czas jesteśmy otoczeni dźwiękami o różnym natężeniu. Zadara przypomina w swoim spektaklu, że cały wszechświat śpiewa i że struktura kosmosu sprowadza się do struktury dzieła muzycznego. Mickiewicz zapewne podpisałby się pod teoriami pitagorejczyków, w myśl których podstawami wszechświata są muzyka i matematyka. Schopenhauer twierdził z kolei, że muzyka jest najwyższą formą sztuki, przewyższającą wszystkie sztuki wizualne. Latami badał, w jaki sposób może oddziaływać na ludzki umysł, skoro nie zawiera pojęć.

Spotkanie muzyki z teatrem to kapitalny pomysł. Dziadów część III jest wielkim triumfem Michała Zadary, zrealizowanym z matematyczną precyzją, zabawnym, a grany przez Porczyka bohater w końcu ujrzy barwy swojej pieśni. Błyszczą też pozostali aktorzy, z których prawie każdy ma swoje pięć minut. Spektakl nie unika alkoholu, dobrej zabawy, pięknych kobiet, muzyki i dowcipu, widzowie mają zaś szanse zobaczyć wyjście Gustawa-Konrada z ciemności do światła.

Arcydzieło Mickiewicza w tej wersji jest ucieleśnieniem słów Woody’ego Allena, że komedia to tragedia plus czas.