Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

tom [Tomasz Kapłon]

Świat, którego nie ma

Przedstawienie:
XIĘGI SCHULZA
Źródło:
www.popowicewroclaw.pl
Data publikacji:
2018-06-10

Magia i siła teatru widoczna jest w kreowaniu świata, który już przeminął, a jednak trwa w naszej pamięci, wyobraźni czy w literaturze. Tę magię widać w najnowszej premierze Teatru Polskiego, czyli w Xięgach Schulza.

Bruno Schulz urodził się 12 VII 1892 r. w Drohobyczu. W czasie I wojny światowej przebywał w Wiedniu. Tam kilka miesięcy studiował malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych. Później jednak wrócił do Drohobycza. Cały czas zajmował się działalnością artystyczną. Poznał wielu znanych wówczas osobistości literackich, m.in. Stanisława Ignacego Witkiewicza, Zofię Nałkowską, Witolda Gombrowicza, Artura Sandauera. Kiedy armia hitlerowska wkroczyła do Drohobycza, został przeniesiony do getta żydowskiego. Funkcjonował dzięki protekcji gestapowca Landaua. Przyjaciele Schulza z Warszawy przygotowali dla niego fałszywe dokumenty i plan ucieczki. 19 XI 1942 r., w przeddzień przygotowanej ucieczki z getta, Bruno Schulz został zastrzelony na ulicy.

W twórczości tego pisarza, malarza i rysownika krzyżuje się kilka planów: czasowy, topograficzny i wyobrażeniowy. W Sklepach cynamonowych i Sanatorium pod Klepsydrą czas jest rozciągliwy, plany czasowe – te wcześniejsze i obecne – przenikają się. Podobnie z miejscami, które płynnie i szybko zmieniają się. Zaś rzeczywistość jest przez Schulza jest często odrealniona, przepuszczona przez filtr marzeń, pragnień i poetykę snu.

Xięgi Schulza to wykreowany przez Jana Szurmieja na scenie, miniony świat Drohobycza, przesycony prozą Brunona Schulza. Inspiracją były tu Sklepy cynamonowe, wpisane w topografię Drohobycza. Jan Szurmiej wraz z Wojciechem Jankowiakiem stworzyli scenariusz spektaklu o niezwykłej urodzie muzycznej, plastycznej i choreograficznej. Nic dziwnego, skoro do współpracy zaprosił fachowców wysokiej klasy. Muzykę napisał młody, bardzo utalentowany Marcin Partyka. Znakomicie wyczuł specyfikę tego spektaklu. Jego melodyjne songi zapadają w pamięć. Wspomniany tu Wojciech Jankowiak przygotował funkcjonalną scenografię, która mimo swej umowności oddaje przestrzeń Drohobycza. Pomost, na którym Lunarna Bogini śpiewa songi, przywodzi na myśl drabinę Jakuba, być może schody do nieba? Rzadko spotykanym chwytem, ale bardzo funkcjonalnym są zmiany dekoracji przy pomocy... dymu zasnuwającego scenę. Marta Hubka zaprojektowała kostiumy z epoki, które w detalach są starannie dobrane. Jan Szurmiej wraz z Leną Kowalską zajął się choreografią i ruchem scenicznym. Czuje się jego rękę. Znakomicie to widać w tanecznych scenach zbiorowych, gdzie – mimo dużej ilości osób na scenie – rzuca się w oczy precyzja i przygotowanie aktorów. Tytaniczna pracę włożyła w przygotowanie wokalne zespołu Małgorzata Jaworska-Kaczmarek, zwłaszcza że są dwie obsady. Zapadają w pamięć także animacje komputerowe Anny Szalwy.

Największym wszakże sukcesem jest skompletowanie zespołu, który znakomicie zrealizował zamysł reżysera. Dariusz Bereski jako Józef jest chwilami patetyczny, chwilami radosny, pełen ciekawości świata i ludzi. Dodajmy, że Józefa na scenie widzimy zarówno jako chłopca (gra go Michał Stawiski), jak i człowieka dorosłego. To znakomita rola tego aktora, świętującego jubileusz 30-lecia pracy na scenie. Akcji towarzyszy Lunarna Bogini, czyli Roksana Vikaluk. Jej umiejętności wokalne budzą zachwyt, bowiem komentuje ona songami sceniczną rzeczywistość. Zachwyca także Adela, czyli Aldona Struzik. Zapamiętuje się w jej wykonaniu zwłaszcza scenę targów ze strażakami o sok malinowy. Zwiewna i eteryczna Bianka Joanny Aleksandrowicz, szczególnie w scenie z rysującym ją Józefem, jest drapieżnie erotyczna. Szlomę, czyli Mariusza Kiljana, zapamiętujemy dzięki jego nonszalanckiemu sposobowi bycia, podszytemu interesem.

Zarówno kreacja scen zbiorowych, operowanie światłem, jak i wysokie umiejętności całego zespołu premierowa publiczność doceniła owacjami na stojąco. Na ten najwyższy dowód uznania w zupełności cały zespół zasłużył! Świata, który widzowie zobaczyli na scenie, już nie ma, ale widowisko Jana Szurmieja przywołuje go i ożywia.