Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Magdalena Piekło

Anna Ilczuk: Często się gotuję

Aktor:
Anna Ilczuk
Data publikacji:
2007-09-09

Gra w Teatrze Polskim we Wrocławiu i w teatralnej grupie Ad Spectatores. Reżyseruje, dubbinguje kreskówki, występuje w popularnych serialach (m.in. "Pierwsza miłość", "Fala zbrodni"). Rozmawiamy z aktorką Anną Ilczuk.

Występowałaś w teatrze już na pierwszym roku szkoły aktorskiej, również w liceum brałaś udział w projektach teatralnych. To intuicja, czy wrodzony talent?

To wynikało z ogromnej potrzeby grania. W liceum zaczęłam interesować się teatrem, razem z koleżankami założyłyśmy grupę teatralną Porażka, miałyśmy premierę w Teatrze Kalambur we Wrocławiu. Po maturze każda z nas dostała się do innej szkoły teatralnej. Zdecydowałam się na studiowanie aktorstwa w ostatniej chwili, potem trafiłam do Ad Spectatores. Było dla mnie naturalne, że robię z moim wolnym czasem to, co chcę, a miałam akurat ochotę robić teatr i tak już zostało do dziś.

Jak bardzo do zawodu aktora przygotowuje szkoła teatralna?

To szalenie indywidualne. Każda ze szkół realizuje podobny program, ale często zwraca uwagę na inne sprawy. W jednym miejscu bardziej pracuje się nad dykcją, głosem, przygotowaniem aktora do ról klasycznych, w innych ważniejsza jest naturalność, przygotowanie do pracy przed kamerą. Wiele zależy od profesorów, których się spotyka. Aktorstwo jest niewymierne, ciężko tego uczyć. To nie jest matematyka, gdzie dwa plus dwa równa się cztery albo prawie zawsze cztery. Aktorstwo bazuje na osobie, narzędziem są twoje ciało, emocje. To narzędzie jest materią, nad którą uczysz się pracować. Każdy z profesorów ma inny sposób pracy i kładzie nacisk na coś innego. Samodzielnie należy dojść do tego, czego od teatru się oczekuje.

Kiedy zdecydowałaś się na studia aktorskie?

W szkole średniej, kiedy zrezygnowałam z trenowania piłki ręcznej.

Czesto realizujesz kilka spektakli jednocześnie, masz próby w teatrze, zdjęcia do seriali - jak radzisz sobie z pracą nad różnymi postaciami jednocześnie?

Trzeba się szybko zresetować i oddzielać prace, które są w danym momencie. Trzeba znajdować chwile, kiedy myśli się o niczym.

Czy zdarzają ci się sytuacje trudne, momenty kiedy jesteś zaangażowana w jakąś postać tak bardzo, że wpływa to na twoje samopoczucie, gdy kończy się spektakl?

Tak. Ciężko jest zwłaszcza w okresie prób, kiedy tworzy się spektakl. Na przykład gdy przez cztery godziny gram osobę gwałconą, jestem w świecie, z którego ciężko potem wyjść - uruchamiam swoje prawdziwe emocje. Kiedy umawiasz się z kimś na randkę, a chłopak nie przychodzi, martwisz się, że on już cię nie kocha, a on po prostu spóźnił się na autobus. Twoje emocje są prawdziwe, ale ich przyczyna jest nieprawdziwa. Tak mniej wiecej jest w teatrze.

Czy zdarza ci się wykorzystywać swoje umiejętności aktorskie w życiu?

Nie bardziej niż każdemu człowiekowi, który przychodzi do nauczyciela ze smutną miną i mówi, że nie zrobił zadania domowego, bo pies zjadł mu zeszyt.

Miewasz wpadki na scenie?

Często gotuje się, to znaczy zaczynam się śmiać bez powodu. Raz na próbie tak się zaczęłam śmiać, że przez trzy sceny w "Tragedii księżnej Amalfii" nie mogłam przestać.

Czy masz mistrza, aktora, nauczyciela, który jest dla ciebie wzorem?

Jestem chyba specyficzną aktorką, ponieważ nie mam mistrzów, na których chciałabym się wzorować, którzy byliby dla mnie autorytetami. Jest wielu aktorów, których gra mi się podoba, jednak nigdy nie staram sie tego analizować, zastanawiać się nad tym, jak to robią. Jednym z aktorów, których bardzo cenię, jest Janusz Gajos. Mistrzami są dla mnie reżyserzy, z którymi chciałabym pracować. Obecnie jestem zafascynowana łotewskim twórcą Alvisem Hermanisem.

Czy zdarza ci się obejrzeć film lub spektakt i żałować, że to nie ty tam wystąpiłaś?

Właśnie tak oceniam spektakle. Jeśli będąc na widowni, żałuję, że to nie ja stoję na scenie, to znaczy, że spektakl jest moim zdaniem bardzo dobry. Takie wrażenie miałam po spektaklach Castorfa, Hermanisa.

Wyreżserowałaś trzy spektakle. Czy lepiej czujesz się w roli aktora, czy reżysera?

Nie czuję się reżyserem. Jestem przede wszystkim aktorką. Ale czasem zaczynam reżyserować spektakl, bo wiem, że jak tego nie zrobię, to nie wytrzymam. Mam potrzebę zrealizowania jakiejś wizji i kiedy to już następuje, czuję ulgę.

Z roku na rok stajesz się osobą coraz bardziej popularną, częściej jesteś rozpoznawalna przez widzów teatralnych czy sympatyków polskich seriali?

Nie można tego porównywać. Serial, w którym gram, pięć razy w tygodniu ogląda około dwóch milionów osób. Natomiast największa widownia Teatru Polskiego ma sześćset miejsc i bardzo rzadko jest pełna.

Czym jest dla ciebie praca w teatrze, a czym na planie filmu i serialu?

I praca w teatrze, i praca na planie są częścią mojego zawodu, jednak różnią się diametralnie. W teatrze człowiek ma o wiele więcej czasu na stworzenie i wymyślenie czegokolwiek, może próbować różnych wersji roli i sytuacji. Poza tym spektakl gra sie przed żywą publicznością, na scenie mam świadomość obecności ludzi. Przed kamerą nie myslę, że patrzą na mnie dwa miliony osób. Widzę ekipę, kilkanaście osób zajętych swoim zadaniem. Inne jest napięcie. Na planie trzeba być szybkim, na maksa skoncentrowanym i kreatywnym. Dopóki nie stanęłam przed kamerą, nie zdawałam sobie sprawy, że na planie poza grą należy także uważać na to, gdzie się stoi, do którego mikrofonu sie mówi, którym światłem jest się oświetlonym.

Jak praca w serialu odbierana jest przez środowisko teatralne?

Przytoczę pewną anegdotę. Andrzej Grabowski, który gra w jednym z seriali i jest bardzo rozpoznawalną osobą, w teatrze zagrał mnóstwo fantastycznych ról, zrobił mnóstwo świetnych spektakli - jest aktorem najwyższego poziomu. Jeden z kolegów spytał go, dlaczego gra w takim gównianym serialu, twierdząc, że sam nigdy by w nim nie zagral. Na co Andrzej Grabowski odpowiedział: - A zaproponował ci ktoś? Dla większości aktorów motywacją do występowania w telewizji są pieniądze. Pieniądze zarobione w teatrze nie pozwalają na utrzymanie rodziny.