Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Jarosław Jędrysik

Chciałam przestać być nieśmiała

Źródło:
"Echo. Górnośląski Tygodnik Regionalny" 2013 nr 22
Data publikacji:
2013-05-29

"Echo" rozmawia z Sylwią Boroń, aktorką pochodzącą z Bierunia, odtwarzającą główną rolę w filmie Oszukane.

 

Pochodzi pani z Bierunia. Z której części dokładnie?

Dokładnie z Bierunia Starego.

Ma pani jakieś ulubione miejsca w Bieruniu?

Całe miasteczko jest bardzo urokliwe, obecnie pełne zieleni. Właśnie dlatego, że mieszkam od kilku lat w dużych, betonowych miastach, ciągnie mnie do natury. Moim ulubionym miejscem w Bieruniu jest zdecydowanie otoczona lasem plaża nad jeziorem Łysina.

Wrocław, Warszawa... Wielki świat. Często wraca pani do rodzinnej miejscowości?

Śmieję się ostatnio, że tak naprawdę to mieszkam w walizce. Staram się wracać do Bierunia najczęściej, jak tylko mogę. Bardzo cenię sobie spotkania z przyjaciółmi z rodzinnego miasteczka (pozdrawiam obie Natalie!) i czas spędzany z moją rodziną.

W pani rodzinie są jakieś tradycje artystyczne?

Aktorskie nie, chociaż tata podobno wspaniale recytował wiersze w szkole, a moja mama jest świetną malarką.

Pani pierwsza rola? W przedszkolu?

Tak, to mogło być to: "A Kapusta rzecze smutnie: Moi drodzy, po co kłótnie, po co wasze swary głupie, wnet i tak zginiemy w zupie!"

Na początku swojej drogi aktorskiej miała pani styczność z dwoma amatorskimi teatrami z Tychów: BELFEgoR-em i Teatrem Ruchu i Pantomimy "Migreska". Jak pani wspomina tamten okres?

Wspaniale, jak każdy moment w życiu, który formował moją drogę. To było moje tak zwane przedszkole aktorskie, które utwierdziło mnie w przekonaniu, że na pewno chcę związać swoją przyszłość z aktorstwem. Do dziś mam kontakt z kilkoma osobami z "Migreski" i wciąż odbywają się zjazdy na wspólną Wigilię w okresie bożonarodzeniowym.

Kiedy pani postanowiła, że zostanie zawodową aktorką?

To trudne pytanie. To na pewno zrodziło się u mnie w bardzo wczesnym dzieciństwie i sama próbuję dojść do tego, w jaki sposób. Jak to się stało, że taki brzdąc, który nie mógł być wtedy fanem teatru czy filmu, wymyślił sobie, że chce być aktorką? Myślę, że nawet nie myślałam wtedy o aktorstwie jako zawodzie – po prostu chciałam być aktorką. Mamy nagrania z wakacji nad morzem, gdzie ja – malutka dziewczynka – krzyczę: "Tatuś, na mnie kamera! Na mnie!". Mama kiedyś powiedziała mi, że zapytana, dlaczego chcę być aktorką, odpowiedziałam, że chcę przestać być już taka nieśmiała.

Dlaczego wybrała pani PWST w Wrocławiu?

Tak naprawdę nie ja wybrałam tę szkołę, tylko ona mnie. Zdawałam do Łodzi, Krakowa i Wrocławia. Po prostu dostałam się do Wrocławia. Ciekawe, że nie pomyślałam wtedy o Warszawie – która jest teraz moim ukochanym miastem. Pamiętam, że wtedy bardzo chciałam trafić do szkoły w Krakowie. Ale nie żałowałam długo, bo Wrocław okazał się być wspaniałym miastem, pełnym dobrej energii, a w PWST poznałam wielu świetnych ludzi z którymi wciąż się przyjaźnię.

Pani kariera filmowa nabrała rozpędu zaraz po ukończeniu studiów aktorskich. Zagrała pani główne role: w Ostrej randce i Oszukanych. To musi być dla młodej aktorki wielka radość, ale i stres. Szybko bowiem przyszedł sukces, ale szybko też pojawiają się pytanie: kiedy zadzwoni telefon z kolejną intratną propozycją...

Jestem po premierze pierwszego filmu i czekam na premierę Ostrej randki, ale tak naprawdę pracowałam na to już w trakcie studiów. Jeździłam te 6 godzin w jedną stronę do Warszawy na praktycznie wszystkie castingi, które często trwały kilka minut. Miałam dużo samozaparcia i pewnie sporo szczęścia. Ale pytanie "Kiedy zadzwoni telefon z propozycją?" w ogóle u mnie nie istnieje. To nie jest tak, że po premierze filmu propozycje po prostu same się sypią i wystarczy czekać. Ten zawód to ciągła praca, trzeba być cały czas w ruchu i broń Boże nie czekać! To sobie trzeba wybić z głowy. Ciągle chodzę na castingi i dużo działam wokół, żeby znów trafić na plan filmowy.

W filmie Oszukane gra pani Anetę - jedną z dziewczyn, która po urodzeniu została przypadkowo podmieniona z innym niemowlęciem płci żeńskiej. Prawda wychodzi na jaw, kiedy dziewczyny są już nastolatkami. Film powstał na faktach. Pani bohaterka ma zasadniczy dylemat: kto jest moją mamą - ta, która mnie urodziła, czy ta, która mnie wychowała. Dramat jest o tyle większy, że w przypadku takiej pomyłki biologiczna matka nie miała szansy wychować córki. Inaczej niż w przypadku matki, która nie chce dziecka i oddaje je do adopcji.

To bardzo trudny i bolesny temat. Na pewno nie da się po prostu dokonać wyboru matki. Nie można stwierdzić, że kobieta, która wychowywała mnie całe życie, troszczyła się i kochała, nie jest moją prawdziwą mamą. Z drugiej strony nie można odrzucić biologicznego rodzica, który nie był ze mną nie z własnego wyboru, ale przez pomyłkę szpitala.

Aneta jest postacią, którą targa chyba najwięcej emocji. Które było pani najtrudniej zagrać?

Aneta jest dorastającą nastolatką, której świat nagle zostaje całkowicie przewartościowany. Jest w niej dużo emocji, ponieważ w trakcie opowiadania tej historii Aneta przechodzi wielką przemianę. Od buntu przeciwko zaistniałej sytuacji, niezgody na taki stan rzeczy, zazdrości o siostrę i próby wykluczenia ze swojego życia biologicznej matki, aż do akceptacji i nowej mamy, siostry czy nawet swojej prawdziwej daty urodzin. Nie zastanawiam się nad tym, które emocje było mi najtrudniej wykrzesać. Na planie filmowym nie realizuje się chronologicznie scenariusza i aktor nie ma płynnego przepływu emocjonalnego jak podczas spektaklu w teatrze. Chyba najtrudniejsze były właśnie te przeskoki i szybkie zmiany diapazonu emocjonalnego w ciągu jednego dnia. No i na pewno trudna do zagrania była scena wpadania do wody z jachtu, bo było już wtedy całkiem zimno.

Została pani wybrana najlepszą aktorką na festiwalu 48 Hour Film Project za rolę w krótkometrażowym filmie Linienie. Lubi pani offowe kino? Proszę przybliżyć też ideę 48 Hour Film Projekt.

Tak, bardzo lubię. Często biorę udział w offowych produkcjach filmowych i sprawia mi to zawsze ogromną frajdę, poznaję wielu ciekawych ludzi. 48 Hour Film Projekt to międzynarodowy festiwal filmowy, który na świecie odbywa się już od wielu lat. W Warszawie była to badajże druga edycja. Pomysł jest dosyć szalony, ponieważ jednego dnia otrzymuje się informacje, jaki rekwizyt, bohater i tekst dialogu musi się pojawić w filmie oraz gatunek, w jakim ma być utrzymany. 48 godzin później film musi być ukończony. Nie ma możliwości, żeby wcześniej sobie stworzyć scenariusz itd. Są to na pewno dwie nieprzespane noce, ale przy tym mnóstwo zabawy. Świetne doświadczenie.

Mówi się, że dla aktora gra w teatrze to mniej intratne zajęcie niż gra w serialu czy filmie fabularnym. Co pani daje gra w Teatrze Polskim we Wrocławiu?

Na pewno w teatrze zarabia się mniej niż w filmie czy serialu. Ale ja zawsze marzyłam o pracy w teatrze i miałam ogromne szczęście, że udało mi się dostać właśnie do tak cenionego i ważnego teatru, jakim jest Polski we Wrocławiu. To zupełnie inna praca niż na planie. Grając spektakl, nie można zrobić cięcia, dubla i czegoś poprawić. Magia polega na tym, że wszystko dzieje się na żywo, na oczach widza i aktor musi często mieć niesamowity refleks i zdolność wybrnięcia z pewnych przypadkowych sytuacji. Miałam tam okazję spotkać się z tak świetnymi reżyserami, jak Klata, Lupa czy Garbaczewski, oraz niesamowitymi osobowościami, jakie tworzą ten zespół. To bardzo ważna część mojego życia zawodowego i ciągle nowe, silne doświadczenia.

W teatrze czy w filmie miała pani okazję współpracować ze znanymi aktorami: Pawłem Wilczakiem, Arturem Żmijewskim, Katarzyną Herman, Ewą Szykulską. Czy w dzisiejszych czasach starsi koledzy spełniają też rolę nauczycieli zawodu? Można się czegoś od nich nauczyć?

Z każdej współpracy z doświadczonym aktorem staram się wyciągać jakąś naukę. Nie tylko werbalną, ale przede wszystkim z obserwacji. Na planie Ostrej randki śmiałam się, że Paweł to "wujek Wilczak", który zawsze mi doradzi.

W pani ankiecie zamieszczonej w sieci wyczytałem, że lubi pani aktywnie spędzać wolny czas. Konie, wspinaczka skałkowa, snowboard, szermierka... Mnie zainteresowało szczudlarstwo. Często pani chodzi na szczudłach?

A co to za ankieta? Może moje CV. W większości są to umiejętności, które zdobyłam właśnie w okresie studiów, chodząc na zajęcia dodatkowe w ramach wychowania fizycznego. Nie chodzę teraz na szczudłach, ale jeśli zajdzie taka potrzeba ze względu na scenariusz – to oczywiście na nie wskoczę. Szermierka to był obowiązkowy przedmiot w PWST, prowadzony przez znakomitego kaskadera – Mariana Gańczę. Szermierkę uwielbiałam.

Jaki jest według pani polski show business? Alicja Janosz, piosenkarka z Pszczyny, zwyciężczyni Idola w wywiadzie opowiadała mojej redakcyjnej koleżance o niezbyt miłych doświadczeniach w kontaktach ze światem artystycznym.

Hm... Nie łączyłabym pojęć show business i świat artystyczny. Ciężko mi to ocenić, nie czuję, że pracuję w show businessie. Po prostu spełniam się zawodowo na wielu frontach: teatru, filmu i serialu.

***

Sylwia Boroń – 26 lat, absolwentka Liceum Ogólnokształcącego im. Piastów Śląskich w Bieruniu. Ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie, filia we Wrocławiu. Zagrała główną rolę w thrillerze sensacyjnym Ostra randka u boku Pawła Wilczaka (historia dziewczyny, którą rozkochuje w sobie przestępca, aby wykorzystać ją do swoich niecnych planów) oraz w dramacie obyczajowym Oszukane, m.in. z Arturem Żmijewskim (opowieść o szpitalnej pomyłce, w wyniku której dwie rodziny wychowywały nie swoje córki).