Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Katarzyna Kamińska

Człowiek wyparty z pamięci

Data publikacji:
2010-02-18

Reżyser Remigiusz Brzyk i dramaturg Tomasz Śpiewak na bazie "Roku 1794" Zenona Parviego i "Berka Joselewicza" Jakuba Waksmana stworzyli opowieść o fenomenie żydowskiego bohatera, który w czasie powstania kościuszkowskiego stworzył oddział lekkiej jazdy konnej. To także rzecz o naturze wojny i tradycji Polski wielokulturowej. Premiera "Berka Joselewicza" 19 lutego na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego.

Katarzyna Kamińska: Co jest fascynującego w postaci Berka Joselewicza?

Tomasz Śpiewak: To, że Joselewicz uosabia mit założycielski żydowskiego heroizmu, w jakimś stopniu jest "ikoną" polskiej tradycji romantyczno-heroicznej. Joselewicz zaprzeczył stereotypowi mówiącemu o tym, że Żyd nie może być żołnierzem. On jest polskim Żydem-patriotą. Dzięki temu, a może, by tak powiedzieć, za cenę swojego bohaterstwa i krwi, wszedł do kanonu kultury polskiej, istnieją ulice i kopce nazywane jego imieniem. Jego prochy zostały nawet przeniesione na grób Piłsudskiego. Z drugiej strony, w powszechnej świadomości Berek Joselewicz praktycznie jest nieobecny. Czy to znaczy, że trzeba go przywrócić w heroicznej narracji? Nie. Marek Edelman zaprzeczał heroicznej narracji, która robiła z niego bohatera. Bo kto jest bohaterem? Ten, kto walczy, czy też ten kto ginie, bo nie może walczyć?

Remigiusz Brzyk: Zajmujemy się postacią wypartą z pamięci. Wiemy coś o Kilińskim, Głowackim, Kościuszce, ale Berek w naszej pamięci nie funkcjonuje.

Ważną inspiracją w pracy nad spektaklem były dla nas teksty Marii Janion, wykorzystujemy też teksty z epoki, parę zdań ze sztuki Jakuba Waksmana i jako szkielet - tekst Parviego. To jedyna rzecz napisana dla teatru poświęcona historii oddziałowi Berka Joselewicza. To jest nasza soczewka. Ciekawi nas, to w jakich wymiarach jest ona nieprawdziwa.

Polski teatr w ostatnich sezonach wyjątkowo chętnie sięga po temat relacji polsko-żydowskich.

R.B.: Ten spektakl miał powstać w Teatrze Nowym w Łodzi, ale odwołanie dyrektora Brzozy przez Jerzego Kropiwnickiego, to uniemożliwiło. Tam - podobnie jak na Scenie Kameralnej - także istniał teatr żydowski. Tradycja tego miejsca będzie więc bazą dla naszej opowieści. Nie interesuje nas antysemityzm, a moment, w którym te dwa narody zaistniały obok siebie.

Ważny jest też fakt, że triada romantyczna, czyli bohater, spisek niepodległościowy i śmierć za ojczyznę, w tradycji polskiej w ogóle nie było związana z Żydami. Bohater żydowski był kojarzony ze spiskami i Holocaustem. A Berek umiera za ojczyznę i bierze udział w spisku niepodległościowym.

Przyglądamy się samej wojnie i idei, za którą zginął oddział Joselewicza. Pytamy dlaczego niektóre ciekawe wątki zostały wyparte z historii. Jesteśmy rodzajem pozytywnego IPN-u.

Mówiąc o stosunkach polsko-żydowskich trudno jest nie opowiedzieć się po którejś ze stron.

T.Ś.: Nas nie obchodziło zrobienie przedstawienia o polskim antysemityzmie, ale odwołanie się do mitu założycielskiego czegoś, co określamy jako "dobra tradycja". Chodzi tu o ideę Polski wielokulturowej. Owszem, to jest przedstawienie o Polakach i Żydach, którzy walczą w trakcie Insurekcji. Ale w dyskusji nad tradycją wielokulturowości, Żydzi są punktem wyjścia. Demokracja Kościuszki jest otwarta na innego. Dyskusyjne jest to, czy w ogóle tak jest, czy równi możemy stać się tylko w obliczu "wojny", jako potrzebni dawcy krwi.

Podobne idee opisywał w swoim dramacie "Rok 1794" Zenon Parvi?

T.Ś.: W sztuce Parviego, która jest kalekim obrazem tamtych wydarzeń, pojawia się trójkąt bohaterów. Jest Kościuszko będący ikoną narodu, Żyd Berek i Adam Poniński, który uznawany jest za zdrajcę, choć są dowody na to, że nim nie był. Sprawdzamy więc na ile ten tekst jest prawdziwy, na ile potwierdza stereotypy. To ciekawe, że Parvi jakby chciał napisać sztukę o Joselewiczu i Kościuszce, ale mu się to nie udało. Główny temat został zniesiony przez historię romansową, oddziału Berka prawie tam w ogóle nie ma. Szalona Żydówka, Ruchla, z dzisiejszej perspektywy jest tylko po wielokroć powielanym stereotypem pięknej szalonej Żydówki.

R.B.: Ktoś pewnie w 2100 roku napisze sztukę o Solidarności. Może się okazać, że jako, że przez 100 lat funkcjonowała, mówiąc językiem Tischnera "gówno-prawda", obraz tego czasu będzie zupełnie wypaczony.

Ten spektakl jest jak projekt badawczy - przypatrujemy się preparatom historii, przyglądamy się pamięci i tym, jak ona funkcjonuje. Zdajemy sobie sprawę, że i tak nie dotrzemy do prawdy.

Liczycie na to, że uda się odbudować pamięć o Berku Joselewiczu tak, by był żywą postacią, a nie jedynie patronem ulicy?

T.Ś.: Jeden z filozofów powiedział, że pomniki są formą zapominania, nie upamiętniania. Gdy ktoś trafia na pomnik, ludzie tracą z nim żywy kontakt. Dziś nie ma emocji związanych z tym tematem. Prezydent Łodzi zasłonił w Sylwestra pomnik Kościuszki i nikogo to nie dziwiło. Gdyby to zrobił paredziesiąt lat temu, ludzie by go zlinczowali. W przedstawieniu nie wystawiamy pomnika heroicznemu bohaterowi. Interesuje nas przywołanie pamięci o jakimś zdarzeniu, ale co to za pamięć? Pamięć nie jest "poprawna", nikt nie ma na nią monopolu. Wiadomo tyle, ile wiadomo i ile sami wymyślimy.