Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Adrian Podgórny

Dodatkowy głos - o muzyce do SAMSARA DISCO

Data publikacji:
2009-02-15

Bracia Oleś (Marcin - kontrabas, Bartłomiej - perkusja) to od wielu lat jedni z najbardziej oryginalnych muzyków jazzowych w Polsce. Nagrywali m.in z Mikołajem Trzaską, Theo Jorgensmannem, Dave'm Murreay'em i Kenem Vandermarkiem. Tworzą solo i jako duet. Ich wspólną muzykę można usłyszeć w nowym spektaklu Teatru Polskiego "Samsara Disco" w reżyserii Agnieszki Olsten.

Adrian Podgórny: Nie pierwszy raz współpracujecie z Agnieszką Olsten. Jak doszło do tego, że napisaliście muzykę do "Samsara Disco"?

Bartłomiej Brat Oleś: Współpracujemy z Agnieszką od co najmniej pięciu lat i właściwie wszystkie jej produkcje z tego okresu są oprawione naszą muzyką. Razem z Asią Kaczyńską, Tomkiem Wygodą i Wojtkiem Pusiem tworzymy coś na kształt team'u Agnieszki Olsten, czyli grupę ludzi, którzy pracują razem, bo mają podobną wrażliwość i dzięki temu dobrze się rozumieją, co daje kreatywny komfort reżyserowi podczas pracy nad nowym spektaklem. Rzeczą więc naturalną było, że zostaliśmy poproszeni o napisanie muzyki do Samsary.

Marcin Oleś: Już pod koniec sierpnia Agnieszka zadzwoniła do nas z tą propozycją i wspomniała o jaki tekst chodzi. Potem spotkaliśmy się i rozmawialiśmy o szczegółach. Faktycznie był to dla nas kolejny projekt, który robiliśmy wspólnie, a że dobrze się ze sobą czujemy i nadajemy na podobnych falach i tym razem nasza praca przebiegała w przyjacielskiej atmosferze.

A.P.: Jak wyglądała współpraca z Agnieszką Olsten?

Bartłomiej Brat Oleś: Bardzo przyjemnie, bo Agnieszka daje nam dużo swobody, jeśli chodzi o muzykę do swoich spektakli, a to bierze się z doświadczeń z naszych wcześniejszych produkcji. Tak więc to zaufanie którym nas darzy owocuje tym, że muzyka którą dla niej piszemy jest zawsze bardzo specjalna, a że ona jest w stanie to docenić, więc pracuje nam się bezstresowo. Marcin Oleś: Osobiście lubię z nią pracować. Bardzo cenię sobie swobodę jaką dostajemy od Agnieszki, bo dzięki temu czuję, iż mamy realny wpływ na kształt przedstawienia. W przypadku "Samsara Disco" było podobnie, należało jedynie dokładnie wsłuchać się w tekst i podążać za intuicją.

A.P.: Czy i czym różni się praca w teatrze od regularnego komponowania?

Bartłomiej Brat Oleś: Kiedy komponujesz muzykę na potrzeby spektaklu, zawsze twojej pracy musi przyświecać myśl nadrzędna, jaką jest związek muzyki z tekstem i obrazem, który składa się na całość przedstawienia. Tu nie można sobie pozwolić na szaleństwo rozbudowanej formy, czy kompozycyjne ambicje. Muzyka teatralna od strony dynamicznej rządzi się swoimi prawami i trzeba zawsze mieć to na uwadze. Podczas pracy nad muzyką dla projektów koncertowych sytuacja ma się z goła inaczej - tu musi być na tyle interesująca, żeby obroniła się sama. Zarówno słuchacz, jak i wykonawca muszą mieć poczucie obcowania z muzyczną narracją.

Marcin Oleś: Dla mnie komponowanie dla teatru to też, jak to nazwałeś, 'regularne' komponowanie. Trzeba oczywiście brać pod uwagę ograniczenia, jakie niesie ze sobą scena teatralna, ale poza tym to taka sama praca. Największym problemem jest to, aby w wyznaczonych ramach wciąż pozostawać sobą i robić własną muzykę. Tak więc ograniczenia mogą być jednocześnie twoimi sprzymierzeńcami. Szczerze powiedziawszy, to dzięki komponowaniu dla teatru napisałem kilka większych form, w tym tria smyczkowe czy utwory solo. Wiele moich szkiców dla teatru stało się poniekąd przyczynkiem i początkiem większych kompozycji, nad którymi wciąż pracuję.

A.P.: Jak opisałbyś muzykę do przedstawienia?

Bartłomiej Brat Oleś: Najprościej mówiąc - jest to muzyka, którą chciałbym usłyszeć w tym spektaklu.

Marcin Oleś: Z pewnością nie jest to muzyka disco. Ma ona raczej charakter medytacyjny, przez co chcieliśmy pokazać, iż poza 'samsarą' i dyskoteką istnieje jeszcze inny rodzaj bytu. Bardzo odpowiada nam taki właśnie sposób narracji w teatrze, kiedy to muzyka staje się dodatkowym głosem w opowieści, czymś w rodzaju drugiego dna.

A.P.: Jak zaczęło się wasze komponowanie do przedstawień teatralnych?

Bartłomiej Brat Oleś: Bardzo prozaicznie. Na jednym z koncertów ktoś przedstawiał mi Agnieszkę, która zaproponowała mi napisanie muzyki do jednego z jej spektakli. Był to "Tartak" w Teatrze Słowackiego w Krakowie i tak się to zaczęło. Wcześniej miałem już okazję współtworzyć muzykę dla teatru Witkacego w Zakopanem , czy razem z Marcinem muzykę dla Teatru Telewizji.

A.P.: Napisaliście też muzykę do filmu "Futro"...

Marcin Oleś: Nasza muzyka pojawiła się już w kilku filmach, choć są to głównie animacje. Co do fabuły, to również mamy już za sobą debiut w postaci filmu "Futro" w reż. Tomasza Drozdowicza, który pojawił się w kinach w 2008 roku. Łatwiej pisać muzykę do filmu czy teatru, jeśli osoba, która się do nas zgłasza, zna nasz dorobek i nie wymaga od nas czegoś wbrew naturze naszej muzyki.

A.P.: Lubicie Czechowa?

Bartłomiej Brat Oleś: Nie można go nie lubić.

A.P.: Jest taka sztuka czy dramat, który bardzo chcielibyście zilustrować muzyką?

Bartłomiej Brat Oleś: Jednego z wielkich Japończyków - Kawabata Yasunari albo Kobo Abe.

Marcin Oleś: Nie ma sztuki, o której marzę, gdyż z muzycznego punktu widzenia jest to bez znaczenia. Tak jak wspominałem wcześniej, staram się za wszelką cenę pozostać wierny swojej muzyce, dlatego jeśli znajdzie się dla niej miejsce we współczesnym teatrze, nie będzie miało dla mnie znaczenia, w jakiej sztuce.