Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Lucyna Jadowska

Emilka pobiła seksualny rekord

Aktor:
Anna Ilczuk
Źródło:
www.mmwroclaw.pl
Data publikacji:
2011-11-15

Ukochana Waldusia Kiepskiego, rekordzistka w ilości stosunków seksualnych - wywiad z wrocławską aktorką Anną Ilczuk

 

Jedna z najbardziej rozpoznawalnych wrocławskich aktorek. Gra w popularnych serialach Pierwsza miłość i Świat według Kiepskich, ale możemy ją także oglądać na deskach Teatru Polskiego we Wrocławiu w spektaklach Jana Klaty (Ziemia obiecana, Sprawa Dantona) czy Poczekalni.0 Krystiana Lupy.

Na początku grudnia na ekrany kin wchodzi film Z miłości Anny Jadowskiej, w którym Ilczuk zagrała Joannę, gwiazdę biznesu porno, która chce pobić rekord w ilości odbytych stosunków w ciągu doby.



Lucyna Jadowska: W filmie Z miłości grasz gwiazdę porno. Czy ta rola wymagała jakichś specjalnych przygotowań?

Anna Ilczuk: O tym, że będę grała gwiazdę porno, dowiedziałam się około dwa-trzy tygodnie przed rozpoczęciem zdjęć. Nie miałam więc za dużo czasu, żeby przygotować się do roli Joanny. Widziałam tylko film z bicia rekordu świata w ilości odbytych stosunków seksualnych w ciągu doby, miałam też materiały z gazet na ten temat. Dużo dały mi również rozmowy z reżyserką filmu Z miłości.

Scena z bicia rekordu w ilości stosunków seksualnych na pewno dużo Cię kosztowała.

W takich momentach aktor musi się zmierzyć z własną intymnością. Mimo że w kluczowych momentach zamiast mnie i panów, którzy pomagali w biciu rekordu, pojawiali się dublerzy, to i tak ciężko było to zagrać. Na szczęście uczestników rekordu zagrali moi znajomi-aktorzy. Byli blisko mnie. Gdyby na ich miejscu znaleźli się obcy ludzie, nie wiem, czy zgodziłabym się na zagranie tej sceny.

Widziałam w filmie, że po zagraniu tej sceny dosłownie słaniałaś się na nogach.

To naprawdę duży wysiłek fizyczny. Możesz to sobie wyobrazić: każdy stosunek trwa ok. 20 sekund, a taka kobieta ma ich co najmniej 300 naraz. Tyle stosunków pod rząd to bardzo duży ból.

W filmie Z miłości twojego szefa gra Daniel Olbrychski. Sprawdził się w tej roli?

To, co mi się podoba w tym filmie, to niestereotypowe podejście do tematu pornobiznesu. Jego szef, którego gra Daniel Olbrychski, nie jest burakiem w dresie. Równie dobrze mógłby sprzedawać krzesła czy sałatki.

Reżyserka spojrzała na temat dokumentalnie. Sama długo myślałam, że osoby grające w filmach porno czy prostytutki to ofiary, biedne dziewczyny z ulicy, które próbują zarobić na życie. Ale tak nie jest. To są zazwyczaj dziewczyny, które lubią to robić. Taki rekord to dla nich szansa na wybicie się i zrobienie kariery.

Bicie rekordu świata w ilości stosunków seksualnych to dość kontrowersyjny temat. Co ty myślisz o takim zajęciu?

Do końca tego nie rozumiem. Wiem, że dziewczyny, które biorą udział w takich wyścigach, robią to dla pieniędzy. Ale zupełnie nie rozumiem mężczyzn-ochotników, którzy startują w biciu takiego rekordu w reklamówkach na głowach albo kominiarkach, żeby ich nie rozpoznano.

Grasz w filmach, teatrze i serialach. W której z tych form czujesz się najlepiej?

Najlepiej mi w teatrze. Ale nie dlatego, że tam jest najfajniej, tylko po prostu mam tam szansę robienia ciekawych rzeczy. Moje doświadczenie w filmach nie jest za duże, rzadko - tak jak to było w przypadku filmu Z miłości - dostaję ciekawe role, w których mogę się spełnić. Poza tym w teatrze aktor ma szansę na współtworzenie roli, jest z nią od początku do końca. Natomiast w filmie tylko pojawia się na planie.

We Wrocławiu grasz m.in. w Ad Spectatores. Na stronie tego teatru w Twojej notce widnieje zdanie: "W pierwszym etapie pracy szczere znienawidzona przez kierownictwo". Trudno się z Tobą pracuje?

W pracy jestem dość specyficzną osobą. Nie idę na kompromisy. Parę razy zdarzyło mi się nakrzyczeć na kogoś z teatru, bo się spóźnił czy przyszedł nieprzygotowany. Wprowadziłam w Ad Spectatores dyscyplinę i właśnie przez to zostałam "szczerze znienawidzona przez kierownictwo". Poza tym trzeba pamiętać, że teatr Ad Spectatores opiera się na więziach niemal rodzinnych, dlatego możemy sobie pozwolić na takie żarty, jak ten w mojej notce.

Ludzie kojarzą Cię głównie z serialu Pierwsza miłość, w którym od kilku lat grasz Emilkę.  Nie przeszkadza Ci to? W końcu zagrałaś ważne role u Lupy czy Klaty.

Nigdy nie ukrywałam, że w serialach gram dla pieniędzy, i nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Pensja teatralna jest poniżej średniej krajowej i ciężko z niej spłacać kredyt czy pojechać na wakacje. Skoro mam szansę zarobić pieniądze, a przy okazji gram w serialu, który cieszy się dużą popularnością i dużo osób go lubi, to mogę się tylko z tego cieszyć.

Wśród zagorzałych fanów serialowej Emilki jest też moja ciocia, która zawsze mówi o Tobie: "ta ze skrzeczącym głosem".

Z powodu mojego głosu miałam bardzo duże kompleksy. Kiedyś nawet usłyszałam, że z takim głosem nie mam czego szukać w aktorstwie. Ale teraz korzystam z niego, m.in. dubbingując kreskówki. Głos, którego kiedyś się wstydziłam, jest moim atutem.

Na swoim koncie masz wiele ciekawych, docenionych przez publiczność i krytykę ról. Nie żałujesz, że nie mieszkasz w Warszawie? Tam byłabyś już na świeczniku.

Byłabym hipokrytką, gdybym nigdy nie zadała sobie takiego pytania. Ale tak mi się życie ułożyło, że zostałam we Wrocławiu. Tu skończyłam szkołę teatralną, dostałam pracę w Teatrze Polskim, który został teraz uznany za najlepszy w Polsce. Gram ciekawe role i spotykam się z reżyserami, u których zawsze chciałam pracować.

Ale Twoja kariera filmowa chyba trochę cierpi na tym, że mieszkasz właśnie we Wrocławiu.

To prawda, rzadko jestem zapraszana na castingi, prawdopodobnie właśnie dlatego, że nie obracam się w warszawskim środowisku. Nigdy nie mówiłam, że nie przeprowadzę się do Warszawy, ale nie wiem, czy dałabym radę zostawić Wrocław. To bardzo fajne miasto. Blisko stąd na przykład do Berlina czy Pragi, można zrobić sobie jednodniową wycieczkę samochodem i pojechać tam do muzeum czy na spektakl. Z Wrocławia jest po prostu bliżej do Europy.

Dziękuję za rozmowę.