Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Dorota Romanowska

Fukushima - Generator - Guernica

Źródło:
pik.wroclaw.pl
Data publikacji:
2011-09-09

Rozmowa z Lechem Twardowskim

Najpierw widzę obraz gigantycznych rozmiarów. Zaczynam szukać informacji, która jak się okazuje trafia do mnie sama. W efekcie okazuje się, że przeprowadziłam wywiad z twórcą "giganta" Lechem Twardowskim, człowiekiem obok którego niezwykłej skromności jest wielki artyzm.

 

Dorota Romanowska: Przemysław Kobel pisze o Twoim obrazie m.in. "Żywioł, czyli to, co pozwala istnieć światu". Rzeczywistość, w której zacierają się granice miedzy sprawcą a ofiarą. Analogicznie do Baumana pisze o płynności życia, która jest religią świata, aż wreszcie dochodzi do wątku człowieka określając go jako piąty żywioł.  A cóż takiego ma do powiedzenie Lech Twardowski w kontekście własnego dzieła Fukushima – Generator – Guernica?

Chodzi właśnie o ten piąty żywioł, o człowieka. Przemek zgrabnie to ujął. Obraz poświęcony jest tragedii, jaka miała miejsce w Japonii, a w tym kontekście Guernica jest przeze mnie podważana.

Guernica w odniesieniu do obrazu Picassa?

No tak. Ja nie podważam Picassa, ja oddaję mu swój proces. Mógłbym wydrukować ten obraz w technologii świata dzisiaj, ale ja go namalowałem. Chcę podważyć mit narosły wokół obrazu Picassa, fałszywy mit, ale malując, oddać procesem hołd artyście. Równocześnie likwiduję siłę działania tego obrazu, który dla mnie nie ma znaczenia. Dla mnie jest to obiekt muzealny i tyle. Do tej pory jest wokół tego szum, jak wokół ikony dobra i zła. Ale jak człowiek odwróci się dalej za siebie, to gdzieś tu jest Afryka Północna, wchodzimy do cudzego domu i mówimy, jak mają żyć. Widzisz, coś się śmiesznego zadziało. Jest Europa, Ameryka, cywilizacja, ale nie ma spokoju. Nie ma żadnej równowagi, harmonii, niczegośmy się tak naprawdę nie nauczyli i stąd jest to podważenie Guerniki. Jednocześnie zwracam uwagę na to, co robią z nami żywioły. To jest ten kontrapunkt, że my coś komuś nakazujemy, zabieramy, chcemy kogoś podporządkować, a żywioły robią swoje. Nie chcą nas słuchać, nie chcą być uległe, nie poddają się demokratyzacji.

Rozumiem, że my ingerujemy w rzeczywistość narzucając coś jej, a żywioły są tworem niezależnym, samym w sobie?

Dokładnie tak. My w swoją stronę, a żywioły w swoją, więc konsekwencje są takie, że coś tragicznego zadziało się teraz w Japonii, wcześniej tsunami pozamiatało piękne plaże Azji, a później... To nie tylko Japonia. Kiedy robiłem swojego generatora multimedialnego, nie tłumaczyłem tego, ponieważ wydawało mi się, że odbiór jest jednoznaczny, a jednak nie jest, gdy nie ma kierunku. A ten generator robiłem ze śladem Czarnobyla, który był gdzieś w środku. Od tego multimedialnego generatora cała  myśl wychodziła. Teraz to wygląda tak: u góry masz Fukushimę, pod spodem zabieg na Guernice, a żywioły przykrywają naszą bezmyślność, pychę, ignorancję i agresję. Przemek bardzo ładnie to ujął: człowiek jako piąty żywioł. Z tego wynika, że my się nie zmieniamy, zmienia się biżuteria. Z kolei żywioły atakują inaczej.

Czy mógłbyś rozwinąć bardziej, koncepcję generatorów z twojego obrazu?

Zajmuję się tematyką reaktorów, w których istotną rolę odgrywa generator. Po pierwsze, generator jako serce. Stąd artysta w środku, żywioł człowieka z jednej strony, a naturalne żywioły z drugiej. Tych sześć czerwonych punktów, to liczba reaktorów – generatorów. Po drugie, to mój konsekwentny ciąg. Rzadko manifestuję, ale tym razem tak.

O jakim manifeście mowa w obrazie Fukushima – Generator – Guernica?

To mój wewnętrzny manifest. Wkurza mnie świat. Tym razem oczekuję jakiejś refleksji, dzielę się refleksją. Wychodzę z założenia, że moje dzieło jest realizacją w 50%, a reszta jest w odbiorcy, więc tutaj znacznie bardziej chodziło mi o pewną refleksję odbiorcy jako partnera w tworzeniu. Fukushima jako ostatnia okrutna tragedia w mediach wypaliła się dość szybko, bo ważniejsza jest papka medialna z własnego zapyziałego podwórka. Mówimy o jakiejś paranoi. Tam się dzieje tragedia, informacja poszła, a za chwilę nie ma nic i do widzenia. A tam nadal coś jest. To, co się wokół dzieje, jest jakimś cywilizacyjnym, niebezpiecznym zagrożeniem. My już tak pędzimy, że nie sposób tego zatrzymać. I tutaj chodzi właśnie o tą refleksję. Tu ujawniona jest jakaś historia, jest pewien ważny problem. Jeżeli spotkam się z kimś w tym moim przekazie, to dobrze, jeżeli nie to też OK. Sztuka sama sobą ma powodować.

A jaką rolę odgrywa w Twoim obrazie format, jego wielkość i co powoduje, że masz na swoim koncie niejednego giganta?

W 1981 roku pojechałem na stypendium do Paryża. Po półrocznym pobycie nie mogłem się w tej przestrzeni odnaleźć, a mieszkałem u przyjaciela, francuskiego rzeźbiarza, w takim niewielkim pokoiku. Poczułem, że zaczyna się ze mną dziać coś dziwnego. Zrobiłem rysunek na taśmie szerokości 15 centymetrów i długości 103 metrów. Robiłem go trzy dni i trzy noce bez snu. To rysunek – nie obraz – będący zapisem czasu, tak zwany potrójny zapis. Od tego momentu zaczął mnie interesować czas. W Generatorze III też są gesty i czas. 200 km prasowanych taśm w jedną i w drugą stronę. Zapisywałem na wąskiej taśmie gest malarski, później zwijałem to i przyklejałem na oknie. Musiałem 400 kilometrów przerobić, nie przewinąć – przerobić. Tam jest tak zwany czas wprasowany, będący pomiędzy gestem a czasem. Co do wielkiego formatu, to dobrze się czuję w dużych przestrzeniach. Interesuje mnie proces i bycie w samym obiekcie, obrazie. Muszę być w środku tego, co tworzę, więc to musi być większe ode mnie.

Jak Ci się pracowało na scenie Teatru Polskiego?

Muszę Ci powiedzieć – święto. Sporo ludzi mi pomagało – po prostu święto. Te dwa tygodnie. Naprawdę wyjątkowy czas, wyjątkowa sytuacja. Taka, że długo będę ją pamiętał. Mimo że wszedłem w taką właściwie dosyć okrutną sytuację, to przeżyłem w procesie coś zupełnie innego. Doświadczyłem czegoś miłego, dobrego – mimo ciężkiej pracy. Coś wyjątkowego w relacjach z ludźmi. Na scenie byłem całkowicie sam, daleko od rzeczywistości. Oświetlona była tylko scena z wielkim płótnem, a w koło ciemność, tak jakbym zgubił się gdzieś w czasie, w innej przestrzeni. Sam klimat zadział się jakby obok, jakby przypadkiem. Coś niesamowitego.

Powiedz, czy zwolennicy Twojej twórczości mogą niebawem spodziewać się nowych dzieł?

Pracuję teraz nad nowym projektem. Na jesień przyszłego roku planuję wystawę. Na razie nie zdradzę szczegółów.

Co chciałbyś przekazać czytelnikom, internautom, odbiorcom twojej sztuki?

Najważniejsza w sztuce jest otwartość, szczerość artysty i taka też chęć dotykania jej przez odbiorcę. Życzę powodzenia.