Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Magdalena Talik

Krzysztof Mieszkowski: Widzę swój teatr normalny

Data publikacji:
2007-07-14

- Powoli odzyskujemy zaufanie widzów - mówi Krzysztof Mieszkowski, dyrektor Teatru Polskiego we Wrocławiu. W rozmowie z Kulturaonline.pl tłumaczy, dlaczego krytycy wydają wyroki na spektakle oraz opowiada o współpracy z Przemysławem Wojcieszkiem i o tym, co syci dyrektorskie ego.

Za rządów poprzedniego dyrektora Bogdana Toszy krytycy pisali, że Teatr Polski we Wrocławiu przypomina tonący okręt. Teraz sytuacja się powoli stabilizuje i scena na dno już raczej nie pójdzie.

W "Newsweeku" ukazał się niedawno tekst o kobietach-reżyserkach pracujących w Teatrze Polskim. Pojawiło się tam zdanie, które syci moje dyrektorskie ego. Autor napisał, że w ciągu sześciu miesięcy zrobiłem to, co zwykle dyrektorzy robią w ciągu trzech lat. Ale mam świadomość rzeczy, które mnie czekają.

W takim razie dlaczego wrocławski teatr wciąż nie ma dobrej prasy?

Krytycy we Wrocławiu nie są nam przychylni, ale wystarczy rzucić okiem na teksty, które pojawiają się w "Polityce", "Didaskaliach" czy "Teatrze". Są inne od tych, które piszą dziennikarze gazet codziennych. Żyjemy w swoistej schizofrenii, która przypomina mi czasy dyrekcji Jacka Wekslera. Wtedy "Gazeta Wyborcza" "zabijała" kolejne wybitne przedstawienia Lupy czy Jarockiego, które jeździły na międzynarodowe festiwale teatralne. A we Wrocławiu odnosiło się wrażenie, że mamy do czynienia z jakimś teatralnym dnem. Teraz sytuacja jest podobna. Właśnie wróciliśmy z Festiwalu Premier ze Strasburga, gdzie "Lincz" w reżyserii Agnieszki Olsten został entuzjastycznie przyjęty przez krytykę i publiczność. Nawiasem mówiąc, we Francji dostaliśmy zaproszenie do Moskwy i Rygi. Mamy też propozycję zagrania w listopadzie w Teatrze Narodowym. "Smycz" w reżyserii Natalii Korczakowskiej jedzie na jesienny festiwal do Dublina, Wałbrzycha i Pragi. "Terrodrom Breslau" Wiktora Rubina obejrzy we wrześniu publiczność w Bydgoszczy na Międzynarodowym Festiwalu Prapremier, "Dziady. Ekshumacja" Moniki Strzępki wezmą udział w Jeleniogórskich Spotkaniach Teatralnych. Myślę, że jak na mój pierwszy sezon to niezły wynik. Nie zaprasza się przecież na festiwale słabych przedstawień.

Wspomniał pan o dobrych recenzjach w "Didaskaliach" i "Teatrze", ale to pisma dla wąskiego grona odbiorców. Większość widzów przed wyjściem sięgnie po prasę codzienną.

Nie mogę decydować za publiczność, czy przyjdzie do teatru czy nie. Przychodzi. A komu wierzyć ? "Terrodrom Breslau" został przez lokalnego recenzenta "Gazety Wyborczej" wdeptany w ziemię, a ogólnopolski uznał, że to genialne przedstawienie. Podobnie było z innymi spektaklami. Bardzo ciekawa jest nowa siła krytyczna, którą próbuje wykreować Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego. Są tam ludzie po teatrologii, historii sztuki, filozofii, świetnie wykształceni, którzy interesująco myślą o naszych przedstawieniach. Więc trójka lokalnych recenzentów nie może wydawać wyroków na Teatr Polski.

Kiedy został pan dyrektorem Teatru Polskiego powiedział pan, że chciałby odbudować przymierze z publicznością. Czy ono zostało wcześniej zerwane?

Tak mi się wydaje. Artyści teatru nie pracują w próżni. Ekspansja kultury masowej odczuwana jest na każdym kroku. Musimy konfrontować teatr ze stereotypami, przyzwyczajeniami i lękami generacji wychowanej na elektronicznych obrazkach. Walczymy więc o nową publiczność, która do tej pory Teatr Polski omijała szerokim łukiem, ale dbamy też o naszych stałych widzów. Mishima, Czechow, Demirski, Horwath, Staffel to autorzy, którzy przyciągają dojrzałych i młodych. Na "Smycz" Natalii Korczakowskiej chodziły na przykład starsze panie, mimo, że mówiono, że to przedstawienie gejowskie. "One", "Don Juan", "Lincz", "Dziady. Ekshumacja" to spektakle, które publiczność ogląda po kilka razy. Powoli więc odzyskujemy zaufanie nie tylko wrocławian, bo do naszego teatru przyjeżdżają wycieczki z Krakowa, Gdańska, Warszawy.

Wygląda na to, że ezon 2007/2008 w Teatrze Polskim będzie należał do reżyserów, którzy trafiają do młodej publiczności - Jana Klaty, Remigiusza Brzyka. I po raz pierwszy we Wrocławiu będzie pracował Przemysław Wojcieszek.

Uznałem, że to genialny facet, kiedy zobaczyłem "Głośniej od bomb". Pamiętam, że po premierze podszedłem i pogratulowałem mu tego filmu. Potem pojechałem do Legnicy na "Made in Poland". To przedstawienie rzuciło mnie na kolana i uznałem, że Wojcieszek jest wyjątkowym reżyserem, autorem, słowem - artystą. Jestem zdziwiony, że dotychczas nie został zaproszony ani do Polskiego, ani Współczesnego, choć wiem, że ubiegał się o pracę w obu teatrach. Takiego artystę trzeba zatrzymać we Wrocławiu.

O czym będzie jego spektakl "Zaśnij teraz w ogniu"?

To współczesne love story.

Do Teatru Polskiego powróci też po kilkuletniej nieobecności Krystian Lupa.

Nie wyobrażałem sobie siebie w tym teatrze bez Lupy. Mam też w zespole świetną Krzesisławę Dubiel, która grała w "Immanuelu Kancie" i "Damie z jednorożcem" Lupy. Myślę o tym, by Lupa wrócił do niej, a ona do Lupy. Zaproponowałem, żeby wyreżyserował "U celu" Bernharda, ale niewykluczone, że będzie to jakiś tekst Elfriede Jelinek. Ponieważ jednak wiem, że jego pole rażenia się różnicuje, może namówię go na "Ślub" Gombrowicza. Byłoby to na czasie i jeszcze w opozycji do edukacyjnej listy lekturowej.

Co można jeszcze zrobić, by Teatr Polski we Wrocławiu stał się tak modnym miejscem jak np. TR Warszawa?

Pracę nowego dyrektora można rzetelnie ocenić co najmniej po trzech sezonach. Szef TR Warszawa Grzegorz Jarzyna uznał, że dopiero po sześciu latach zrobił teatr, o jakim marzył. Walczymy więc o nowy wizerunek naszego teatru. Dużo pracy przed nami.

Jaką pan ma wizję odbudowy i kreowania Teatru Polskiego jako jego dyrektor?

Widzę swój teatr normalny, w którym aktorzy, technika i administracja będą mogli godnie żyć z pieniędzy w nim zarobionych.

Krzysztof Mieszkowski od 1991 roku jest redaktorem naczelnym "Notatnika Teatralnego" - jednego z najbardziej opiniotwórczych polskich pism o teatrze współczesnym. Był kierownikiem literackim Teatru Polskiego we Wrocławiu, przygotowywał programy kulturalne w telewizyjnej "Dwójce" i TVP Kultura. Od września ubiegłego roku jest dyrektorem naczelnym i artystycznym wrocławskiego Teatru Polskiego.