Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Natalia Kopeć

Najmocniejszą ze smyczy jest miłość

Data publikacji:
2006-12-01

Człowiek o wielu twarzach. W jednej chwili z nieporadnego chłopca w wielkim afro przeistacza się w symbol seksu. Roześmiany, poważny, groteskowy i ironiczny. O swoim recitalu "Smycz" i przwijających się w nim postaciach opowiada Bartosz Porczyk.

Rozmawiamy niedługo po premierze Twojego autorskiego recitalu "Smycz". Skąd wziął się pomysł na ten projekt?

Sam pomysł narodził się już przy pracy nad interpretacją piosenki "Fabryka Małp" podczas zeszłorocznego Przeglądu Piosenki Aktorskiej. Chyba od tego się zaczęło. Mój bohater, człowiek, który żywi się pieniędzmi zainspirował mnie do tego, aby wykreować cały jego świat. Interesowało mnie skąd pochodzi, jakie ma problemy, jak się zachowuje, kiedy jest sam i kiedy są koło niego ludzie. Jednak główną inspiracją była piosenka "Smycz" zespołu Maanam.

A jak doszło do spotkania z Natalią Korczakowską, reżyserką spektaklu?

Od początku zależało mi na reżyserze, chciałem, żeby "trzecie oko" czuwało nad tym projektem, jest to bezpieczniejsze. Czasami można się pomylić, niekoniecznie to, co wydaje ci się dobre jako wykonawcy spodoba się innym. Myślałem o zaproszeniu do mojego projektu paru znanych już osób, jednak po rozmowie z dyrektorem Krzysztofem Mieszkowskim zdecydowałem się na spotkanie z Natalią. Początkowo była sceptycznie nastawiona do formy recitalu, jak to reżyserka dramatyczna, ale po tym jak przedstawiłem jej cały projekt, niemalże zagrałem go o trzeciej nad ranem w foyer Teatru Polskiego, powiedziała: "Tak, robimy to".

Powiedziałeś, że to piosenka Lady Pank "Fabryka Małp" zainspirowała Cię do zrealizowania "Smyczy". Jednak Człowiek-Małpa to tylko jedna z całej gamy postaci, które przewijają się w Twoim recitalu. Skąd wziął się pomysł np. na Księdza Henryka?

Od początku starałem się znaleźć wspólny mianownik dla wszystkich postaci. Ten punkt zbieżny, smycz w życiu człowieka, stanowiły teksty piosenek, od których rozpocząłem pracę. Starałem się odnaleźć różne aspekty tej smyczy: od miłości poprzez pieniądze, uzależnienie od zakupów w supermarketach, narkotyki, po wiarę i religię. Stąd też pewnie wzięła się postać Księdza - wyolbrzymiona, narysowana grubą kreską, nieco skrzywiona. Ale o takich skrzywieniach chyba traktuje ta sztuka.

A prostytutka Margaret?

Jeśli chodzi o Margaret, to stała się ona punktem wyjścia dla miłości głównego bohatera, który cały czas wraca do prostytutki, którą kiedyś poznał i która nie pozwala mu o sobie zapomnieć. On się miota, szuka siebie, raz próbuje być jedną osobą, raz inną. Razem z Natalią znaleźliśmy teksty Barthes'a, Kane czy Arystotelesa, które pomogły nam powiązać wszystkie te wcielenia w jedną całość.

Jak trafiliście na te teksty?

Natalia, która jest bardzo oczytaną osobą, część z nich przywiozła ze sobą do Wrocławia, jeszcze ze mną nie pracując. Miała je po prostu w swojej teczce. Część monologów napisałem sam, m.in. monolog Margaret. Sądzę, że teksty, wykorzystane w spektaklu mogą być traktowane jako moje studium nad człowiekiem. Nie identyfikuję się ze wszystkimi bohaterami "Smyczy", ale z każdego z nich czerpię coś dla siebie. Na pewno nie chciałem ani ośmieszyć odgrywanych przeze mnie postaci ani ich oceniać. Może je nawet trochę usprawiedliwiam, np. Margaret.

Usprawiedliwiasz Margaret?

Trochę tak. Sądzę, ze jest to postać kluczowa w tym spektaklu. Ona jako jedyna potrafiłaby zerwać smycz, mówi "ja mogłabym ją zerwać, ale tego nie chcę robić". W tym jest coś tragicznego i pięknego jednocześnie. Jest taką Kasandrą, która mówi prawdę.

No właśnie, ludzie często tej smyczy nie chcą zrywać.

Tak, bo dobro i zło jest pojęciem względnym. Dla niektórych, jak np. dla bohatera "Fabryki Małp" są to pieniądze, które służą spełnieniu marzeń. Jednak granica jest bardzo cieńka. Czasami pieniądze, chęć posiadania stanowią większą wartość niż marzenia, które chcemy za nie kupić, a to staje się już niebezpieczne.

A która ze smyczy ciśnie najbardziej, którą jest najtrudniej zerwać?

Chyba najmocniejszą ze smyczy jest miłość, ale miłość do samego siebie. Myślę, że to zagadnienie jest punktem wyjścia do zachowań wszystkich postaci. Jeśli człowiek nie umie pokochać siebie samego, nigdy nie pokocha wystarczająco mocno drugiej osoby. I sądzę, że mój bohater popada ze skrajności w skrajność - raz nienawidzi swojego ciała, katując je, a raz jest niesamowitym narcyzem.

Oprócz monologu Margaret w recitalu pojawia się Twój tekst "Promocja".

Do napisania tej piosenki zainspirowali mnie wszyscy klienci supermarketów, którzy zwłaszcza w okresie świąt robią się naprawdę "dzicy" i bezwzględni, ale przez to ciekawi.

Ciekawi jako okazy socjologiczne?

Tak jako okazy socjologiczne "przywiązane" do koszyków. Ale niektórzy chodzą do sklepów, bo nie mają gdzie indziej pójść albo, z kim pójść, a w supermarketach jest bardzo dużo ludzi i nie czują się samotni. Ja to rozumiem.

Na koniec chciałabym wrócić jeszcze do pojęcia smyczy. Która ze smyczy trzyma najsilniej Bartka Porczyka?

Dzisiaj? Chyba praca...