Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Jolanta Kowalska

Nie chcę cenzurować postaci

Przedstawienie:
DZIADÓW CZĘŚĆ III
Przedstawienie:
HAMLET
Przedstawienie:
HANS, DORA I WILK
Przedstawienie:
KRONOS
Przedstawienie:
KUSZENIE CICHEJ WERONIKI
Przedstawienie:
SEN NOCY LETNIEJ
Przedstawienie:
TITUS ANDRONICUS
Źródło:
"Teatr" 2015 nr 9
Data publikacji:
2015-09-18

Rozmowa z Ewą Skibińską

 

Jolanta Kowalska: W chwili, gdy zaczynamy tę rozmowę, trwa już spektakl Dziadów w reżyserii Michała Zadary. Mniej więcej za dwie godziny na scenie ukaże się Twoja postać – Pani Rollison. Masz jakieś prywatne rytuały związane z wejściem w rolę? Istnieje jakaś strefa buforowa pomiędzy życiem codziennym a tym, co wydarzy się na scenie?

Ewa Skibińska: Każda rola wymaga innego rodzaju skupienia. W Dziadach sytuacja jest nietypowa, bo gdy koledzy rozpoczynają spektakl, ja jeszcze jestem w domu, nie mam więc możliwości przed wyjściem na scenę poczuć się częścią zespołu. To okoliczności przypominające trochę plan filmowy, gdzie wychodzi się tylko do swojego ujęcia, nie zawsze mając świadomość tego, co się wydarzyło przedtem. Są jednak role, które bezwzględnie wymagają poczucia wspólnoty, wzajemnych przepływów energii w zespole, emocjonalnego zestrojenia. Od tego, w jakim jesteśmy nastawieniu, często zależy, jak w ogóle pójdzie spektakl: czy wyskoczymy na scenę jak zwycięska drużyna, której nie można dokopać, czy będziemy skazani na przegraną. Tak w każdym razie bywa w przedstawieniach Lupy. Można powiedzieć, że ich los nierzadko rozstrzyga się jeszcze w garderobie.

Jolanta Kowalska: O tym, jak wypadnie Twoja postać danego wieczoru, też decyduje garderoba?

Ewa Skibińska: Myślę, że to się nie rozstrzyga ani na kwadrans, ani na pół godziny przed spektaklem. Często o tym, jak zagram wieczorem, decyduje przebieg całego dnia. Mam zwyczaj spisywania nastrojów i emocji, które sprawiły, że w danym przedstawieniu udało mi się zagrać świetnie. Mogę potem wrócić do tych notatek i sprawdzić, co robiłam tego dnia, jaki ciąg zdarzeń wprowadził mnie w taki, a nie inny stan, skąd wzięła się ta kondycja, dzięki której postać mogła tak dobrze wypaść. To są różne zapiski, czasem bardzo dziwne. Wynika z nich, że do takich fortunnych dla roli zdarzeń należał na przykład konflikt, fakt, że się z kimś pokłóciłam i nie mogłam przeforsować swojego zdania, co mi bardzo podniosło poziom adrenaliny. Potem żałowałam, że byłam w tym sporze zbyt ostra, miałam więc kolejną emocję. Zauważyłam prawidłowość, że takie wahania emocjonalne – odgrywanie wielu ról w ciągu dnia, czyli intensywna gimnastyka uczuciowa – są czynnikami, które mają wielki wpływ na to, jak gram później na scenie. Na skutek takich przeżyć moja postać staje się bardziej ludzka, prawdziwsza. Często stawiam sobie określone zadania przed spektaklem, szukam takiego rodzaju skupienia, które od razu, bez żadnej rozgrzewki pozwoliłoby mi wejść do podziemnego korytarza postaci, czyli w rejony nieznane. Wtedy przebieg roli jest nieoczywisty, moja bohaterka nie ma przed sobą ustalonego z góry celu, nie realizuje określonego planu. To poziom ekscesu, szaleństwa, które jest możliwe wtedy, gdy się ma dobrze nastrojony słuch na partnera. On przecież za każdym razem daje mi co innego, więc idealne odreagowanie również nie będzie powielaniem wyuczonego schematu roli.

Jolanta Kowalska: Podobno Krystian Lupa zaleca aktorom rozdrapanie przed spektaklem jakiejś wewnętrznej rany, by uruchomić proces wprowadzający w świat wewnętrzny postaci. Czy rzeczywiście trzeba zadać sobie ból, żeby wejść w określoną kondycję duchową?

Ewa Skibińska: Tak, jest mi to bardzo potrzebne w roli Pani Rollison, w której pielęgnuję cierpienie matki. Dobrze się czuję w tym spektaklu, gdy wcześniej przez kilka godzin unikam uśmiechu, to znaczy dla nikogo nie staram się być miła i sympatyczna. Świadomie wchodzę w rejony smutku. Gdy stoję za kulisami i patrzę na ogromną scenę Balu u Senatora, której towarzyszą niesamowite, apokaliptyczne dźwięki, to potrafię się nawet popłakać. Ta muzyka rozbudza moją wyobraźnię, a prowadzę ją właśnie w kierunku rozdrapywania ran, czegoś, co mnie w tym momencie najbardziej dotyka i boli prywatnie.

Jolanta Kowalska: Gdy wychodzisz na scenę jako Pani Rollison, od razu widać, że to osoba niewidoma. Czy to efekt uzyskany dzięki technice, czy próbowałaś badać, czym jest doświadczenie ślepoty?

Ewa Skibińska: Wypracowałam sobie jakiś rodzaj natężenia wzroku, trenowałam to niewidzenie, próbując doświadczyć, jak to jest "widzieć uszami". Pomyślałam, że uszy zachowują się tak jak oczy, czyli podążają za głosem, a wzrok w miarę możliwości powinien pozostać nieruchomy. Bardzo też lubię sama pracować nad charakteryzacją. Przeważnie projektuję ją sama. Wyjątkiem była rola Prospery w Burzy, do której makijaż wymyślił Bartek Porczyk. Natomiast myśląc o wyglądzie Rollisonowej, wyobraziłam sobie, że jako osoba, która spędza noce pod więzieniem, ma przekrwione oczy. Ten właśnie efekt starałam się uzyskać.

Jolanta Kowalska: To postać, która nie widzi, ale ma dar jasnowidzenia. Jako matka szóstym zmysłem przeczuwa, co się dzieje z synem.

Ewa Skibińska: Tak, w którymś momencie odpowiada Senatorowi: "Kto mnie mówił? Ja mam matki ucho". Michał Zadara upierał się, by to akcentować: "J a mam matki ucho". Ja natomiast nie miałam wątpliwości, że to powinno brzmieć: "Ja mam m a t k i ucho".

Jolanta Kowalska: Kiedy postać się rodzi? Czy istnieje coś, co można by nazwać jej okresem prenatalnym?

Ewa Skibińska: To, kiedy postać się rodzi i kiedy umiera, jest zawsze tajemnicą. Można przyjąć, że zostaje poczęta wtedy, gdy aktor zda sobie sprawę, że ją lubi i pragnie zagrać. To może się wydarzyć już na wczesnym etapie prób. Wtedy zaczyna się proces twórczy, któremu towarzyszy ogromna przyjemność grzebania w materiale i wymyślania postaci. Mam zwyczaj zapisywania rozmaitych refleksji na jej temat. Lektura tekstu w tej fazie nie jest konieczna, tym bardziej, że czasem na początku pracy żadnego scenariusza po prostu nie ma. Przecież Poczekalnia.0, Kronos czy Hans, Dora i Wilk to były spektakle, do których teksty powstawały dopiero w trakcie prób. Poczęcie postaci zaczyna się więc od zauroczenia nią. Aktor czuje, że rola staje się jego medium i pragnie być ze swoim bohaterem, rozwijać go w sobie, wreszcie – dać mu życie. O ile ten etap można nazwać okresem płodowym postaci, o tyle jej narodziny następują podczas premiery. Pierwsza konfrontacja z widzem to duży stres, i dla aktora, i dla postaci, ale od tego momentu nie musimy się już niczego bać.

Jolanta Kowalska: Rola gaśnie wraz z zejściem spektaklu z afisza, czy coś po niej zostaje w aktorze?

Ewa Skibińska: Oczywiście, że zostaje. Czasem nawet przechodzi na kolejne role, co bywa zauważane przez widzów. Zdarza się też, że cytujemy się nawzajem. Zauważyłam na przykład, że koledzy, którzy grają ze mną w Hansie, Dorze i Wilku, cytują mnie z Biesów. Aktor oczywiście zawsze chce się wcielić w kogoś innego niż dotąd i zagrać tak, by nie powielać swoich dotychczasowych ról. Istnieją jednak między nimi powinowactwa, wynikające z tego, że postacie nasycają się przeżyciami aktora z danego okresu. Dzięki temu, spoglądając później na swoje role z przeszłości, mogę w nich odnaleźć swój własny obraz, jak na zdjęciu czy w filmie.

Jolanta Kowalska: Podobno pisujesz listy do swoich postaci?

Ewa Skibińska: Tak, pisuję do nich listy. Powiem więcej – te postacie piszą listy do innych bohaterów spektaklu. To są zresztą nie tylko listy, czasem też poematy lub opowiadania. Najwartościowsze są te, w których postać przemawia swoim własnym głosem i odrywa się ode mnie jako aktorki.

Jolanta Kowalska: Te listy są potrzebne tylko podczas prób, czy pomagają też reprodukować postać w gotowych spektaklach?

Ewa Skibińska: W reprodukowaniu postaci przydatne jest odczytywanie wszystkich notatek, jakie powstały podczas pracy nad rolą. Mam zawsze bardzo popisane egzemplarze – jest tam mnóstwo intymnych komentarzy i wrażeń, kreślonych na gorąco, bardzo otwartym tekstem. To jest materiał bezcenny nie tylko podczas prób, ale i później, gdy się odnawia życie postaci w gotowym spektaklu. Robię takie notatki od dawna, jeszcze w szkole nauczył mnie tego mój nauczyciel, Żenia Korin, który pisywał do nas krótkie listy. Gdy pracowałam już w teatrze, przeczytałam sobie, co do mnie napisał na drugim roku – i te drogowskazy, które wówczas od niego otrzymałam, okazały się bardzo rozwijające. Podobnie jest w pracy nad rolą. Gdy odgrzebię sobie jakieś stare omówienie, zdarza się, że odkrywam tam cenne uwagi, o których zdążyłam już zapomnieć.

Dla mnie to, że mogę odświeżyć sobie różne etapy procesu twórczego, ma wielką wartość. Większą niż odczytywanie kwestii z mojej roli. Nie przepadam za przepowiadaniem tekstu przed spektaklem i nie lubię prób wznowieniowych. Znacznie ważniejsze jest dla mnie przypomnienie, co właściwie mam grać. Gdy przychodzę na próbę w dniu wznowienia, czuję się tak, jakbym tę przestrzeń skaziła, zamiast pozostawić ją czystą na wieczór. Lubię jednak wznowienia z Krystianem Lupą, Moniką Pęcikiewicz i Krzysztofem Garbaczewskim. Wszyscy oni mają różne style robienia takich prób, ale zawsze bardzo skuteczne.

Jolanta Kowalska: A jakim zabiegom zawdzięcza swoją długowieczność bohaterka Kuszenia cichej Weroniki? Ta postać ma już 18 lat. Wiele się w niej zmieniło przez ten czas?

Ewa Skibińska: Gdyby myśleć, że tę rolę trzeba nieustannie reinterpretować ze względu na upływ czasu i zmieniający się wiek bohaterki, to można by się nabawić choroby psychicznej. Jeśliby upierać się przy konieczności szukania w tekście motywacji aktualizujących jej kondycję, to właściwie należałoby już zrezygnować z grania w tym spektaklu. Ja jednak od pewnego czasu nie gram w nim postaci. Doszłam do tego przy okazji któregoś ze wznowień, gdy zaprzeczyłam wszystkim okolicznościom, jakie stwarzają Weronikę: jej myśleniu, sukienkom, sytuacji życiowej. Pomyślałam wówczas, że powinnam wyjść na scenę w dżinsach i T-shircie, i po prostu być sobą. Rozważając to jeszcze głębiej, stwierdziłam, że przecież nie muszę się wcielać w jakąś osobę z krwi i kości, mogę po prostu zagrać jej obraz. Może czas w Kuszeniu cichej Weroniki nie istnieje w ogóle? Takie rozstrzygnięcie uwolniło mnie od roztrząsań, czy powinnam mieć taki, a nie inny kostium, lub czy zmieniło się moje ciało. To, co napisał Musil, jest ciągiem rozwibrowujących wyobraźnię stanów emocjonalnych, a te – mimo upływu lat – nie uległy zmianie. Nie muszę już budować roli, uwodzić sobą widza i udowadniać, że Weronika może mieć również 52 lata. To po prostu nie ma znaczenia. Pozostaje uwolnione od konkretu opowiadanie o samotności, rozdwojeniu, o sytuacji kobiety uwikłanej w spór dwóch mężczyzn. I o tym, że istnieje jakaś ciągłość na linii losów naszych babek, ciotek i matek. Reprodukujemy wciąż ten sam wzór, zapisany w genach. W Kuszeniu cichej Weroniki jest to lęk wobec mężczyzn, któremu towarzyszy pragnienie totalnego zespolenia się z kimś – fizycznego bądź psychicznego.

Jolanta Kowalska: Aktorstwo, o którym mówisz, wymaga głębokiej eksploracji własnej psychiki. Czy to nie jest sport urazowy?

Ewa Skibińska: Ma to wiele wspólnego z terapią. Aktor bywa terapeutą dla swojej postaci, która jest czymś nieokiełznanym, nie zna swojego celu, a jeśli jej na to pozwolić – wyrywa się poza granice przyzwoitości. Dobry terapeuta tak prowadzi pacjenta, że nie zakłada, jaki ma być rezultat pracy. Podobnie rzecz ma się z coachingiem – tam nie ma raz obranego celu. W mojej pracy nad rolą też nie zmierzam do określonych rozwiązań scenicznych, lecz pozwalam dojrzeć postaci do wyrażenia własnych pragnień. Może na przykład w którymś momencie bohaterka zechce być ptakiem albo lwem. Należy jej na to pozwolić, to wtedy rodzą się najciekawsze rozwiązania. Im bardziej niebezpiecznie poczyna sobie postać, im więcej dajemy jej swobody, tym jest lepiej. Gdy do tego procesu dołącza widz, wtedy zaczyna się coś niesamowicie ekscytującego, bo im bardziej go prowokujemy, im bardziej jest obrażony, zniesmaczony czy zbulwersowany – tym większy sukces. Mamy wówczas potwierdzenie, że pokazaliśmy mu coś, czego dotąd nie widział. Oczywiście, możemy wywołać sprzeciw publiczności. Taki opór w Śnie nocy letniej wzbudziła scena, w której Tytania posuwała kanapę. Niektórzy nie chcieli patrzeć na ten akt samogwałtu i po prostu wychodzili. Wiele kobiet jednak identyfikowało się z takim sposobem pokazania samotności, ich opinie były więc bardzo życzliwe. Wracając do kwestii urazowości aktorstwa, myślę, że bardziej niebezpiecznie powinien się czuć widz. Jeśli zaś chodzi o aktorów, to dopóki nie upuszczamy sobie krwi, nic nam nie grozi.

Jolanta Kowalska: A co robić, gdy postać wymaga czegoś, czego aktor nie jest w stanie zaakceptować?

Ewa Skibińska: W aktorze siedzi mały mieszczuch, który ma skłonność do cenzurowania postaci. Boimy się naruszenia norm przyzwoitości i wyobrażeń widzów na temat tego, co jest dopuszczalne w sztuce. Ten instynkt cenzorski może być jednak groźny dla postaci. Na przykład młode aktorki miewają lęk przed zagraniem śmiałych obyczajowo scen. Ja wtedy mówię: nie pytaj siebie, czy tego chcesz, zapytaj raczej, czego chce twoja postać.

Jolanta Kowalska: Spełniasz kaprysy swoich postaci?

Ewa Skibińska: Zawsze staram się stwarzać taki klimat, przynajmniej podczas prób, kiedy istnieje możliwość zrobienia czegoś ekstremalnego. Scena Gertrudy w Hamlecie, w której zmieniam się w indora, powstała właśnie z takiego ekscesu podczas pracy. Aktorka by na coś podobnego nie wpadła – to wymyśliła postać. Lubię się posługiwać tym przykładem, bo on jest dowodem na to, że postać może przejąć inicjatywę i nadać kierunek procesowi twórczemu. Mądry reżyser wie, że takie impulsy miewają nieocenioną wartość, i zachęca aktora, by zaufał swojej fantazji. Tamora w Titusie Andronicusie również powstała z moich wariackich pomysłów, które bez zastrzeżeń kupił Janek Klata. W ten sposób zrodziła się scena seksu z Aaronem czy rozmowa z Titusem w skrzyni. Wizja tej postaci, jaką miał Janek, ograniczała się do pomysłu, by Tamora wjechała na kawałku lodu. Rozwinięcie tej fantazji, podobnie jak cała reszta, należało już do mnie.

Jolanta Kowalska: Oprócz postaci zdarza Ci się prowadzić również ludzi. Od jakiegoś czasu zajmujesz się coachingiem. Jak do tego doszło?

Ewa Skibińska: Zawsze zastanawiałam się, czy mogę przekazać swoją wiedzę aktorską ludziom spoza teatru. Nie byłam pewna, czy byłabym dobrym pedagogiem, ale któregoś razu pomyślałam, że mogłabym być dobrym coachem. Poszłam więc do szkoły coachingu po to, by mieć odpowiednie narzędzia do pracy z ludźmi, choć nie wykluczałam, że mogą się one okazać pomocne również w aktorstwie. I dokładnie tak się stało: dowiedziałam się wielu rzeczy o sposobach osiągania celów. Ugruntowałam też swoją wiedzę na temat psychologii. Wszystko to ładnie mi się poukładało i posypały się propozycje warsztatów. Pracowałam z młodzieżą i osobami dojrzałymi, w czym wykorzystywałam wiedzę zarówno z zakresu coachingu, jak i aktorstwa. Powiedziałabym nawet, że metodami coachingu uczę aktorstwa. Pokazuję, w jaki sposób ta sztuka może się przydać w życiu. Coaching bywa pomocny również w aktorstwie jako jedna z metod poznawania siebie. Moi kursanci są bardzo zdziwieni odkryciem, że aktorstwo nie jest odgrywaniem, lecz byciem w określonych sytuacjach. Właśnie to bycie na scenie jest dla mnie najwyższym znakiem jakości aktora.

Jolanta Kowalska: Przeciwstawiając bycie graniu, wchodzimy na grząski grunt pytań o to, co to znaczy być prawdziwym na scenie.

Ewa Skibińska: Nie wiem, myślę, że to wrażenie prawdy wyrazu każdy z aktorów wypracowuje inaczej.

Jolanta Kowalska: Aktor ma w sobie wewnętrzną busolę, która mu mówi, co jest prawdą, a co kłamstwem?

Ewa Skibińska: Mamy w sobie takiego kontrolera, który mówi nam, jak jest. Ale zdarza się, że naszych przekonań wewnętrznych nie podzielają inni. Mówimy sobie: nie, to nie powinno tak wyglądać, podczas gdy od reżysera lub publiczności napływa informacja zwrotna: tak, właśnie to jest dobre!

Jolanta Kowalska: Co robić, gdy zdarzy się taki dysonans?

Ewa Skibińska: Usiąść i natychmiast zapisać: co wówczas robiłam, jak się zachowywałam i co czułam, a po kilku dniach przyjrzeć się temu na chłodno. Efektywność wysiłku aktorskiego powinna być przedmiotem nieustannych badań dla wszystkich członków zespołu. Z Krystianem Lupą szukamy teraz odpowiedzi na pytanie, dlaczego pierwszy spektakl z bloku zazwyczaj jest niedobry. Nawet jeśli próba wznowieniowa pójdzie przyzwoicie, to następujące po niej przedstawienie z tajemniczych powodów zawsze idzie na straty. Wydaje mi się, że to jest rodzaj destrukcji, która musi nastąpić, by na gruzach mogło później coś wyrosnąć. Coś trzeba zniszczyć, czemuś nie sprostać, żeby następnie się podnieść. Bardzo ciężko teraz pracujemy, żeby tego pierwszego spektaklu jednak nie marnować i od razu znaleźć się na właściwych torach.

Jolanta Kowalska: Aktor musi być szczery wobec widza?

Ewa Skibińska: Myślę, że musi być szczery w procesie twórczym. Dopiero potem może sobie pozwolić na dystans i ironię. Tak naprawdę, gdy aktor mówi, że jest nieszczery, to kłamie. Najczęściej bywa szczery do bólu. Osobnym pytaniem jest, jak właściwie rozumieć tę szczerość.

Jolanta Kowalska: Na użytek tej rozmowy zdefiniowałabym to tak: aktor na scenie jest szczery, gdy własnym przeżyciem poświadcza to, co odczuwa postać.

Ewa Skibińska: To chyba jest niemożliwe. Owszem, scena bywa miejscem rozdrapywania prywatnych ran, wywalania psychiki aktora na wierzch, wykorzystywania swojej własnej biografii na użytek roli, ale jednak zawsze daje nawias. To z kolei stwarza poczucie bezpieczeństwa aktorowi. Na scenie możemy dokonywać tych wszystkich przekroczeń i aktów szczerości bezkarnie. To, co jest naprawdę kosztowne, to proces dochodzenia do tych ekstremalnych ról. Tam już nie ma bezkarności. Czasami procesy budowania postaci są tak intensywne, że można już nie wychodzić na scenę. Tak było w Kronosie. Tam wkalkulowana w tryb pracy bezcelowość wysiłku, dyskomfort, wynikający z tego, że nie wiadomo było, dokąd zmierzamy, spowodowały, że cały zespół rzucił się w silne przeżywanie swoich "kronosów", czyli własnej przeszłości. Podczas pracy prowokowaliśmy się do wypowiedzi na intymne tematy, takie jak seks, miłość, rozczarowanie, porzucenie. Długo nie wiedzieliśmy, jakie role będziemy grać. Był jakiś rodzaj anarchii w tym nieprzywiązywaniu się do postaci: dziś próbuję być Gombrowiczem, a nazajutrz okazuje się, że jest siedmiu Gombrowiczów. Ten mieszczuch w aktorze jest bardzo przywiązany do tego, żeby dostać rolę. Lubimy ją hołubić, kołysać, pilnować jej interesów na scenie. A tu tego wszystkiego zabrakło.

Jolanta Kowalska: Czy proces dochodzenia do postaci, czyli to wszystko, co wydarza się na próbach, może być wartością samoistną? Mówiłaś, że te doświadczenia bywają tak intensywne, że można byłoby już potem nie wychodzić na scenę.

Ewa Skibińska: Wtedy ten teatr zostałby w nas.

Jolanta Kowalska: No tak, zaistniałoby całkowicie bezinteresowne dzieło sztuki, którego nikt nie zobaczy.

Ewa Skibińska: Próbuję sobie to wyobrazić. Czyli w Kronosie mielibyśmy tylko żelazną kurtynę z napisem "Spektakl odwołany" i publiczność rozeszłaby się do domów. Cóż, myślę, że taki performans mógłby się odbyć w jakiejś galerii. W teatrze spotkanie z widzem jest jednak niezbędne dla spełnienia dzieła. Choć z drugiej strony, teatr to dzianie się, a nie produkt, jeśli więc mówimy o przekraczaniu granic, to można uznać, że niezadzianie się też będzie jakimś rodzajem akcji. (śmiech)

Jolanta Kowalska: No właśnie, a czy są w aktorstwie granice, których dotąd nie przekroczono?

Ewa Skibińska: Myślę, że to sprawa indywidualna. Mnie w tej chwili bardzo zajmuje problem pracy nad kondycją fizyczną. Gdy się na przykład przyjrzeć roli Bartka Porczyka w Dziadach, to widać, że większa część jego kreacji opiera się na wysiłku fizycznym. Nie sądzę, bym w tej chwili była w stanie zagrać coś porównywalnego. Praca nad ciałem daje niesamowite efekty, dlatego ostatnio zaczęłam ćwiczyć. Właśnie dziś jestem po ostrym treningu metabolicznym. Przed przystąpieniem do ćwiczeń bada się zawartość różnych związków w organizmie, a potem na tej podstawie określa się wiek metaboliczny. Po miesiącu intensywnej pracy okazało się, że mój organizm ma 37 lat. Wyobrażam sobie, że jak dojdę do trzydziestki, to będę mogła zagrać piłkarza, a więc, powiedzmy, przez dwie godziny biegać za piłką po scenie, równocześnie mówiąc tekst. Myślę, że aktorowi jest potrzebne wszystko: i siła fizyczna, i psychiczna...

Jolanta Kowalska: ...i destrukcja?

Ewa Skibińska: Destrukcja też, choć trzeba na nią uważać.

Jolanta Kowalska: Czy kobieta na scenie to inny byt niż mężczyzna? Podmiot kobiecy w teatrze działa inaczej niż męski?

Ewa Skibińska: Wydaje mi się, że tak, bo wciąż jeszcze mamy o co walczyć. Dlatego grając postać kobiecą, zawsze mam ochotę powiedzieć coś więcej. Nawet w najbardziej klasycznym tekście staram się doszukać jakichś nieoczywistych prawd o swojej bohaterce, zobaczyć ją w nowym świetle – właśnie jako kobietę. Mam potrzebę zamanifestowania solidarności z moimi postaciami czy też ich obrony – nawet wówczas, gdy wśród nich zdarzy się idiotka. Aktorki miewają poczucie, że występują na scenie w imieniu innych kobiet, reprezentując ich sprawę.

Jolanta Kowalska: Ale czy aktorka jest czymś innym niż aktor jako instrument sceniczny? Ma inne pasma wrażliwości, inny sposób doświadczania świata, budowania relacji z postacią?

Ewa Skibińska: Trochę tak, bo aktorki mają inne kody. Jeśli na przykład bohaterką Burzy staje się Prospera-kobieta, to zmienia całkowicie układ świata scenicznego. Ona jest kimś zupełnie innym niż męski władca wyspy. Widać to choćby w jej relacjach z Kalibanem. W trakcie improwizacji poczułam, że może trochę jestem jego matką-wiedźmą, która chce roztoczyć nad nim opiekę, a może kochanką. Pomysł karmienia go piersią wystrzelił zupełnie niespodziewanie, podobnie jak scena z indorem w Hamlecie. Co ciekawe, na początku wcale nie zakładaliśmy, że to ma być kobieta. Podczas prób do końca mówiliśmy o niej "Prospero". W pewnym momencie jednak narodziła się interesująca relacja z córką, potem nowe możliwości zdefiniowania sytuacji Kalibana. Okazało się więc, że gdzieś te nasze instynkty wychodzą na wierzch i w roli w sposób naturalny odzywa się głos płci. Oczywiście, nie ma jednego szablonu kobiecości, za każdym razem wygląda to inaczej.

Jolanta Kowalska: W ostatnich Twoich rolach pojawiło się trochę wątków macierzyńskich. To nowe wcielenie kobiecości?

Ewa Skibińska: Tak, to chyba naturalne w życiu kobiety. W którymś momencie zauważamy, że życie, które dajemy swoim dzieciom, tworzy już pewien łańcuch. Akurat niedawno moja córka urodziła córkę. Ta obserwacja, że się "klonujemy" czy też – odradzamy w kolejnych pokoleniach, to niezwykłe doświadczenie.

***

Ewa Skibińska (1963)
aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna, związana od początku kariery z Teatrem Polskim we Wrocławiu. Zagrała tu w spektaklach Jerzego Jarockiego, Krystiana Lupy, Pawła Miśkiewicza, Jana Klaty, Moniki Pęcikiewicz, Michała Zadary, Krzysztofa Garbaczewskiego. Najważniejsze role filmowe: Ola Watowa we Wszystko, co najważniejsze, obrazie Roberta Glińskiego (1992), i Teresa w Matce Teresie od kotów Pawła Sali (2010).

Inne media

Katarzyna Niedurny Dźwięk migawki Rozmowy
SEN NOCY LETNIEJ
Mariusz Cisowski Sen nocy letniej - Teatr Polski Recenzje
Tomasz Miłkowski Pole teatralnej walki
Wydarzenie: Sen nocy letniej walczył o Laur Konrada
RecenzjeWydarzenia
Marta Odziomek Las brutali
Wydarzenie: Sen nocy letniej walczył o Laur Konrada
RecenzjeWydarzenia
Edyta Walicka Kobieca reżyseria
Wydarzenie: Sen nocy letniej walczył o Laur Konrada
RecenzjeWydarzenia
Katarzyna Lemańska Tekst jest pretekstem, ciało staje się tekstem Recenzje
Piotr Wyszomirski Szekspir jako pretekst, czyli zazdrość
Wydarzenie: Sen nocy letniej był nominowany do Złotego Yoricka
RecenzjeWydarzenia
"Sen nocy letniej" Teatru Polskiego we Wrocławiu na XIV Festiwalu Szekspirowskim
Wydarzenie: Sen nocy letniej był nominowany do Złotego Yoricka
Wideo
Beata Guczalska Oberon, czyli reżyser Recenzje
Łukasz Drewniak Złość na nicość Recenzje
Anita Szurek Miłosny sen Recenzje
Leszek Koczanowicz Zwierciadło i gościńce Recenzje
Magdalena Chlasta-Dzięciołowska Bad Shakespeare czyli niebezpieczny William Recenzje
Alicja Szumańska Znakomity "Sen..." Recenzje
Bronisław Tumiłowicz Szekspir, wersja soft Recenzje
Dobrosława Marszałkowska Niekolorowy sen Recenzje
Joanna Derkaczew Spokojnie, to tylko fantazja Recenzje
Karolina Obszyńska To się nam wszystkim nawet nie śniło Recenzje
Joanna Wichowska Za karę zagrasz kobietę Recenzje
mmWroclaw Sen nocy letniej - Teatr Polski we Wrocławiu Wideo
DZIADÓW CZĘŚĆ III
Witold Mrozek A czy ty pamiętasz "Dziady" Recenzje
Dagmara Chojnacka Recenzja Dziadów części III w Radiu Wrocław, cz. 1 AudioRecenzje
Dagmara Chojnacka Recenzja Dziadów części III w Radiu Wrocław, cz. 2 AudioRecenzje
Dagmara Chojnacka Recenzja Dziadów części III w Radiu Wrocław, cz. 3 AudioRecenzje
Grzegorz Chojnowski DZIADÓW CZĘŚĆ TRZECIA (Teatr Polski we Wrocławiu) Recenzje
Michał Hernes Magia muzyki sfer w "Dziadach" Recenzje
Jolanta Kowalska Teatr jako powrót do starych historii RozmowyZapowiedzi
KRONOS
Małgorzata Matuszewska O tym, jak sobie radzimy (lub nie) z istnieniem
Wydarzenie: Konferencja prasowa w sprawie serii wydawniczej poczekalnia.0
Wydarzenia
Aleksandra Haduła Metafizyka banału Recenzje
SPECTRIBE KRONOS - oficjalny trailer Wideo
Filip Płucisz Zapis Magla teatralnego wokół Kronosu
Wydarzenie: Magiel teatralny wokół Kronosu
Wideo
Julia Marcell Esemes (piosenka ze spektaklu KRONOS) Audio
Aneta Kyzioł Co to, k..., jest?! Recenzje
Karolina Obszyńska Garbaczewski nas wyśmiał Recenzje
Michał Centkowski Brzuch Kronosa Recenzje
Katarzyna Mikołajewska W tym szaleństwie jest metoda... ale na co? Recenzje
Paweł Kaczorowski Kronos po pretekstem "Kronosa" Recenzje
Witold Mrozek Co was obchodzi cały ten "Kronos"? Recenzje
Jacek Cieślak Hańba teatru wspomnień Recenzje
Marta Wróbel Gombrowicz po dekonstrukcji Recenzje
Grzegorz Chojnowski KRONOS (Teatr Polski we Wrocławiu) Recenzje
Anna Piskorowska "Kronos" w Teatrze Polskim Zapowiedzi
Jacek Cieślak Teatr szczery do bólu Rozmowy
Grzegorz Chojnowski Zapowiedź prapremiery Kronosu – rozmowa z reżyserem Krzysztofem Garbaczewskim AudioZapowiedzi
TITUS ANDRONICUS
Katarzyna Fryc Festiwal Szekspirowski minął półmetek. Raz idyllicznie, raz demonicznie
Wydarzenie: Titus Andronicus w Gdańsku
RecenzjeWydarzenia
Jarosław Zalesiński Zbrodnie w łaźni i kabarecie
Wydarzenie: Titus Andronicus w Gdańsku
RecenzjeWydarzenia
Gabriela Król Festiwal Szekspirowski w Gdańsku - 2 i 3 dzień
Wydarzenie: Titus Andronicus w Gdańsku
RecenzjeWydarzenia
Agata Tomasiewicz I to nas boli
Wydarzenie: Dwa przedstawienia Teatru Polskiego na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych 2013
RecenzjeWydarzenia
Marcin Kube Plac Defilad mokry od krwi
Wydarzenie: Dwa przedstawienia Teatru Polskiego na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych 2013
Wydarzenia
Izabela Szymańska Polsko-niemiecki Szekspir
Wydarzenie: Dwa przedstawienia Teatru Polskiego na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych 2013
Wydarzenia
Maciej Nowak Pan od obiadów Felietony
Klaudia Pieszczoch Titus Andronicus, czyli Szekspir w wersji heavy metal Recenzje
Anna Czajkowska Titus Klaty makabreską pisany Recenzje
Katarzyna Lemańska Germańscy Rzymianie kontra polscy Goci Recenzje
Katarzyna Peplinska I'm like a pie made for hungry guys (Titus Andronicus) Recenzje
Jacek Cieślak Niemcy chwalą polskiego reżysera
Wydarzenie: Titus Andronicus - premiera w Dreźnie
RecenzjeWydarzenia
Tomas Petzold Absurdalna forma spokoju
Wydarzenie: Titus Andronicus - premiera w Dreźnie
Recenzje
Rainer Kasselt Dziki taniec na czarnych trumnach
Wydarzenie: Titus Andronicus - premiera w Dreźnie
Recenzje
Guido Glaner Tarantino spotyka Monty Pythona
Wydarzenie: Titus Andronicus - premiera w Dreźnie
Recenzje
MAT [Magdalena Talik] Tytus Andronikus Jana Klaty: Krwią pisany Recenzje
Magda Piekarska Titus Andronicus: Gwałt, Mord i Zemsta zaklęte w języku Recenzje
Euranet Europejskie wiadomości kulturalne o drezdeńskiej premierze Titusa Andronicusa
Wydarzenie: Titus Andronicus - premiera w Dreźnie
AudioWydarzeniaZapowiedzi
Aneta Kyzioł Niemieccy Rzymianie i polscy Goci Recenzje
Mariusz Urbanek "Tytus" Klaty, czyli Polacy i Niemcy Recenzje
Katarzyna Mikołajewska Rzeź w cyrku Recenzje
Łukasz Drewniak Rzymskie konwulsje Recenzje
Bronisław Tumiłowicz Pojednanie przez kpinę Recenzje
SPECTRIBE TITUS ANDRONICUS - trailer Wideo
Witold Mrozek Szekspir a naloty na Drezno Recenzje
Grzegorz Chojnowski Ave Klata! Recenzje
Katarzyna Lisowska Szekspir, szok, sztuka Recenzje
Krzysztof Kucharski W eleganckich skrzynkach Recenzje
Dagmara Chojnacka Recenzja Titusa Andronicusa w Radiu Wrocław AudioRecenzje
Marzena Sadocha Zjedz mnie. Wojna trwa Felietony
Marzena Sadocha BACKSTAGE: My, dinozaury. Na chwilę przed katastrofą Eseje
Magda Piekarska Okrutny świat Andronicusa Zapowiedzi
Przemek Pozowski Titus Andronicus Klaty: Horror raczej japoński Zapowiedzi
Euranet Kulturalna Europa o premierze Titusa Andronicusa
Wydarzenie: Premiera Titusa Andronicusa w mediach
AudioRozmowyZapowiedzi
Małgorzata Matuszewska W sobotę w Polskim premiera nowego spektaklu Jana Klaty Zapowiedzi
PAP Wrocław. "Titus Andronicus" premierowo w Polskim Zapowiedzi
Barbara Lekarczyk-Cisek "Titus Andronicus" Quentinem Tarantino oswojony Zapowiedzi
Jacek Cieślak Jan Klata i upadek Rzymu Zapowiedzi
towo Szekspir Klaty na odchodne Zapowiedzi
Jan Bończa-Szabłowski Stare sztuki mogą szokować
Wydarzenie: Dwa przedstawienia Teatru Polskiego na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych 2013
Wydarzenia
Jolanta Kowalska Pożegnania i nadzieje. Podsumowanie teatralne roku 2012 Eseje
PAP Wrocław. Siedem premier w Teatrze Polskim Zapowiedzi
Grzegorz Chojnowski Apogea i Kurioza 2012 Felietony
Grzegorz Chojnowski Apogea i Kurioza 2012 Felietony
Marzena Sadocha Cuba Libre dla wszystkich! Felietony
Patrycja Wanat Szekspir, Danuta W. i Courtney Love - przegląd najciekawszych premier teatralnych Zapowiedzi
Jakub Papuczys Co w ostatnim roku warto było zobaczyć w teatrze Eseje
Krzysztof Kucharski Z miłością, przemocą i władzą Zapowiedzi
Przemek Pozowski Teatr Polski: Sezon w oczekiwaniu na scenę Zapowiedzi
Magda Szpecht Ecce Homo / Sexuall Eseje
Magda Szpecht Ecce Homo / Sexuall Eseje
HANS, DORA I WILK
Katarzyna Peplinska Ocaleni? Recenzje
Karolina Obszyńska Teatr Freuda, psychoanaliza Borczucha Recenzje
Joanna Wichowska "Hans, Dora i Wilk" w reż. M. Borczucha Recenzje
Dagmara Chojnacka Hans, Dora i Wilk - recenzja w Radiu Wrocław AudioRecenzje
SPECTRIBE HANS, DORA I WILK - trailer Wideo
Marcin Kościelniak Sieroty Freuda Recenzje
Aśka Grochulska BACKSTAGE: Szukając Człowieka-Wilka (3) Eseje
Grzegorz Chojnowski HANS, DORA I WILK (Teatr Polski we Wrocławiu) Recenzje
Katarzyna Kamińska Recenzja spektaklu "Hans, Dora i Wilk" w Teatrze Polskim Recenzje
Krzysztof Kucharski Kiepsko, panie Freud! Recenzje
Jacek Cieślak Teatr podświadomości Zapowiedzi
Agnieszka Mazur Teatralna psychoanaliza Zapowiedzi
Marta Małkińska Kły Freuda Recenzje
Przemek Pozowski Bardzo modna premiera Zapowiedzi
Aśka Grochulska BACKSTAGE: Szukając Dory (2) Eseje
PAP Wrocław. Borczuch czyta Freuda Zapowiedzi
Aśka Grochulska BACKSTAGE: Szukając Małego Hansa (1) Eseje
KUSZENIE CICHEJ WERONIKI
Iga Kruk Nie taka cicha Recenzje
Jakub Papuczys i Hubert Michalak (Nowa Siła Krytyczna) Festiwal Genius Loci
Wydarzenie: Weronika była kuszona w Krakowie
RecenzjeWydarzenia
Katarzyna Pawlicka Dwie kobiety w fotelu Recenzje
Alicja Szumańska Siła mitów Recenzje
maga [Magda Piekarska] Teatr w podróży Wydarzenia
HAMLET
Marta Wróbel Niepełnosprawni z Dolnego Śląska pobierają lekcje kultury Wydarzenia
Paweł Sztarbowski Aktorzy przyjechali Recenzje
Paulina Dreslerska Hamlet jest kobietą Recenzje
Tobiasz Papuczys W pozorach namiętności, w klatce teatru... Recenzje
Jolanta Kowalska Piekło kobiet z Hamletem w tle Recenzje
Justyna Świerczyńska Hamlet: gdzie jest król?
Wydarzenie: Hamlet gościnnie w Gdyni
RecenzjeWydarzenia
Hanna Wieczorek Hela a książę duński Recenzje
Jacek Cieślak Życiowy koszmar Ofelii Recenzje
dr Monika Żółkoś (selekcjonerka spektakli polskich) Podsumowanie inscenizacji szekspirowskich w sezonie 2007/2008 Recenzje
Paweł Sztarbowski Hamlet bez Hamleta Recenzje
Joanna Derkaczew "Hamlet" na kozetce u Freuda Recenzje
Grzegorz Chojnowski Robić czy nie robić "Hamleta"? Oto jest pytanie Recenzje
Mariola Szczyrba Gra pozorów i sado-maso Recenzje
Krzysztof Kucharski Wrocław. Multimedialny i osobisty "Hamlet" Pęcikiewicz Zapowiedzi
Krzysztof Kucharski Szekspir bardzo futurystyczny Zapowiedzi
PAP Wrocław. Ultranowoczesny "Hamlet" w Polskim Zapowiedzi
OKiS Lekcje Kultury - spektakl HAMLET w reżyserii Moniki Pęcikiewicz w Teatrze Polskim z udziałem młodzieży ze Świebodzic Wydarzenia