Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Kinga Czernichowska

O "Leningradzie" i Wrocławiu rozmawiamy z Mariuszem Kiljanem

Data publikacji:
2010-05-14

13 maja razem z Tomaszem Marsem wystąpił w Centrum Sztuki Impart w spektaklu "Leningrad". Spektakl cieszy się uznaniem wrocławskiej publiczności. Nam udało się porozmawiać z Mariuszem Kiljanem, odtwórcą głównej postaci, Sznurowa.

Co sprawiło, że w ogóle zdecydowałeś się zagrać w "Leningradzie"? Przypadek czy może odpowiadał Ci muzyczny klimat spektaklu?

Przyjechał do mnie Łukasz Czuj, reżyser. To miało miejsce jeszcze wtedy, kiedy byłem dyrektorem Teatru Piosenki i zaproponował mi tę sztukę. Chciał, żebym zagrał główną rolę, czyli Sznurowa, wokalistę zespołu "Leningrad".

Kiedyś, gdy byłem jeszcze nastolatkiem, śpiewałem punk rocka, a właściwie czarną falę. Pomyślałem, że to może być taki powrót do korzeni. Łukasza znam też z wcześniejszych sztuk w Teatrze Polskim. Wydawało mi się, że to będzie nowe doznanie dla mnie.

Gościnnie jest u nas Tomasz Mars. Jak Ci się z nim pracuje?

Świetnie, zgraliśmy się. To, co dzieje się na scenie, również przenosi się poza nią. Ja jeździłem do Krakowa na próby, więc jako wrocławianin musiałem przebić się przez Wawel i Piwnicę pod Baranami. Nie tylko Tomek Mars, ale też reszta zespołu pochodzi z Krakowa. Tam się spotkaliśmy. Wyniosłem coś nowego, oni poznali nasze wrocławskie podejście do sztuki. Efektem jest ta przyjaźń, którą nawet - jak sądzę - widać na scenie.

Kiedy rozmawiałam z Tomaszem Marsem, to powiedział, że Wrocław jest dla niego miastem, które zajmuje pierwsze miejsce, oczywiście zaraz po Krakowie. Jak to wygląda w Twoim przypadku? Dla Ciebie drugim po Wrocławiu miastem jest Kraków?

Moja siostra mieszka w Krakowie. Jestem z Dębicy, ale kiedy tam jadę, to mijam po drodze Kraków. Dlatego do Krakowa jakoś mi bliżej. Warszawę traktuję tylko jako miejsce pracy, a nie wypoczynku. Zatem mogę się pod tym podpisać: Kraków jest drugim miastem, zaraz po Wrocławiu.

Jakie są Twoje najbliższe plany zawodowe? Zobaczymy Cię może w jakimś serialu czy raczej teatr?

Kręcę w tej chwili Teatr Telewizji. Tematem będzie ks. Jerzy Popiełuszko, ponieważ 6 czerwca zostanie on beatyfikowany. Dzień później zobaczymy Teatr Telewizji z moim udziałem, właśnie na temat życia i śmierci ks. Popiełuszki.

Gram oczywiście w Teatrze Polskim. Jedziemy do Strassburga z "Kuszeniem cichej Weroniki" Krystiana Lupy, a oprócz sceny zacząłem się bawić w reżyserowanie.

W wakacje będziesz uczył młodzież warsztatu scenicznego.

W lipcu będą warsztaty z młodzieżą w Teatrze Polskim, a w sierpniu zaczynam robić "Lato Muminków" w Teatrze Lalek. Premierę mamy we wrześniu. Teatr Lalek zawsze mnie fascynował pod względem patrzenia na scenę. To są rewiry, których jeszcze nie poznałem.

Chciałabym wrócić jeszcze do momentu, kiedy grałeś Tomka Sawyera, bo to wtedy zostałeś dostrzeżony. Co od tamtego czasu się zmieniło, jeśli chodzi o Twoje spojrzenie na teatr?

(śmiech) Wiesz, mam krótsze włosy. Krótszych już nie mogę mieć. Tomek Sawyer był dla mnie takim wejściem w teatr. To była jedna z pierwszych moich sztuk. Bajka, którą grałem sześć lat. Po "Przygodach Tomka Sawyera" zdarzyło się bardzo wiele. Pracowałem w Teatrze Capitol, zostałem dyrektorem teatru, po drodze grałem w filmach i serialach. Rozwijam się i to mnie bardzo cieszy.

Poza tym zostałem nagrodzony za własny recital. Zacząłem reżyserować. Uczę w szkole teatralnej. Jeśli idzie o pracę aktora, to od tamtego czasu poszedłem dużo dalej.

Pytam dlatego, ponieważ wielu aktorów, którzy zostali dostrzeżeni po tak spektakularnym sukcesie w teatrze, bardzo często decydują się na karierę w telewizji czy filmie. Odnoszę wrażenie, że w Twoim przypadku tak nie jest.

Gdybym mógł, to nigdy nie zagrałbym w serialu. Tam spotyka się wielu amatorów. To rodzaj pracy rzemieślniczej, a nie artystycznej. Teatr jest żywą komórką, istotą, którą przetwarza się codziennie, każdego wieczoru, kiedy spotykam coraz to nowych ludzi. Zawsze chciałem być w teatrze. A niestety, teatr w tym kraju jest traktowany nieco po macoszemu, dlatego my, aktorzy, musimy robić też inne rzeczy, np. grać w serialach.

Miałeś dość długą przerwę w teatrze. Najnowsze spektakle zostały już obsadzone. Co będziemy mogli zobaczyć z Twoim udziałem, jeżeli chodzi o premiery?M

Dwa lata byłem dyrektorem teatru. To jest bardziej funkcja administracyjna. Chciałem się z tym zmierzyć. Jak się okazało, tak przynajmniej mówili mi znajomi, Teatr Piosenki zaistniał w skali kraju. To mnie cieszy. Ale charakter tej pracy powodował, że nie miałem czasu na wszystko naraz. Czekam na kolejne propozycje od Teatru Polskiego, w którym cały czas jestem. Nie wiem, co zaoferuje dyrektor Mieszkowski. Będę na pewno grał nie tylko w Teatrze Polskim.

Razem z reżyserem Tomaszem Mannem jadę do Warszawy. Tam w Teatrze na Woli będę grał główną rolę w jego spektaklu, więc można mnie też zobaczyć w stolicy. Oczywiście, nie rezygnuję z Wrocławia, czekam na propozycje i Wrocław też mnie na pewno zobaczy.

Cały czas wrocławska publiczność może mnie oglądać w "Hamlecie" i "Kuszeniu cichej Weroniki" oraz "Lalce". Miałem długą przerwę ze względu na pobyt w szpitalu. Cztery miesiące rekonwalescencji, ciężka choroba. Ale sam to czuję na "Leningradzie", mam się dobrze.

To widać. Czuć też emocje i energię płynące ze sceny.

Bez tego się nie da. Tego spektaklu nie można grać bez emocji. Ten spektakl-koncert, jak określa go reżyser, można budować tylko na zasadzie kontaktu z widzem. Wtedy on "puchnie", jak to mówimy w naszym slangu. To już nie jest tylko tekst, literatura, ale prawdziwy kontakt z publicznością.

W takim razie pozostaje tylko życzyć kolejnych udanych spektakli. Dziękuję za rozmowę!

Dziękuję!