Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Piotr Wyszomirski

Polska dramaturgia wraca do Wrocławia przez... Gdynię

Źródło:
"Gazeta Świętojańska" online
Data publikacji:
2011-11-23

Rozmowa z Krzysztofem Mieszkowskim

Dwie wiadomości. Dobra i narodowa: polska dramaturgia znajdzie godne warunki do prezentacji. Zła i lokalna: znaczenie gdyńskiego R@Portu może bardzo zmaleć, a Gdynia straci na wizerunku wśród ludzi sztuki i nie tylko.

Piotr Wyszomirski: Czy to prawda, że "Wrocław się zdenerwował" i nie lubi już Gdyni?

Krzysztof Mieszkowski: Wrocław się nie denerwuje i nadal lubi Gdynię, piękne polskie miasto. A tak już serio, bo domyślam się, o co pan pyta, to Gdynia, a konkretnie prezydent Wojciech Szczurek, przyspieszyła podjęcie przez nas decyzji o powrocie do Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych, który organizowaliśmy przez kilkadziesiąt lat w Teatrze Polskim we Wrocławiu.

Jak to możliwe?

- Kiedy w 2006 roku Jacek Bunsch, dyrektor Teatru Miejskiego w Gdyni, i Joanna Puzyna-Chojka, kierowniczka literacka, reaktywowali Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych, ucieszyliśmy się, że idea odżyła nad morzem, i uznaliśmy, że inni też mogą kontynuować nasz pomysł. Przyjeżdżaliśmy do Gdyni chętnie, czuliśmy satysfakcję, obserwując, jak skutecznie rozwijają Festiwal Bunsch i Chojka.

Co się więc stało?

- Nie tylko nasz teatr, ale na Dolnym Śląsku rozumiemy misję wspierania współczesnej polskiej dramaturgii. Tym bardziej zaskoczyła nas informacja o niedopuszczeniu Tęczowej Trybuny 2012, Poczekalni.0 i Utworu o Matce i Ojczyźnie do R@Portu, mimo że zostały na niego zaproszone. Nie powinniśmy pozwalać na to, żeby praca artystów i polskich autorów była traktowana niepoważnie. Okazało się bowiem, że na odrzucenie przedstawień Teatru Polskiego wpłynęła decyzja prezydenta Szczurka, który nie zezwolił na to, żeby w przypadku braku przestrzeni dla naszych prezentacji w Gdyni wystawić je w Sopocie lub w Gdańsku. Przyznam, że całe to zdarzenie w pierwszej chwili było dla mnie szokiem. Do tej pory wydawało mi się, że urzędnicy w Trójmieście, w przeciwieństwie do innych regionów, współpracują ze sobą, a prezydentowi Gdyni zależy na polskiej sztuce i wizerunku Gdyni jako miasta kultury.

Nie zgadzam się, żeby sztuka była traktowana instrumentalnie przez polityków, utrzymywanych z naszych podatków. To przykre, okazuje się bowiem, że Gdynia nie jest przygotowana do tego, by stworzyć odpowiednie warunki dla polskiego teatru. Postanowiliśmy więc powrócić do idei festiwalu we Wrocławiu.

Czyli co roku Wrocław będzie zapraszać na Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych?

- Co dwa lata. Pracujemy w tej chwili nad programem, regulaminem i budżetem oraz nową formułą festiwalu. Życzymy Gdyni i Teatrowi Miejskiemu jak najlepiej, ale uważamy, że konkurencja w takiej sytuacji jest konieczna. Mamy za sobą wieloletnie doświadczenie, wiemy, co zrobić, by stworzyć godne warunki dla sztuki. Zapraszamy do Wrocławia, szczegóły już wkrótce, prosimy więc uzbroić się w cierpliwość.