Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Marceli Sulecki

"Sprawa Dantona" to rewers dyskusji o rewolucji

Źródło:
"Gazeta Wyborcza - Toruń" 2009 nr 120
Data publikacji:
2009-06-22

Torunianie dopiero drugi raz będą mogli zobaczyć spektakl Jana Klaty. Na Kontakt przyjeżdża "Sprawa Dantona" z Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Ostatni raz przedstawienie Klaty wystawiono w Teatrze im. Wilama Horzycy na Kontakcie w 2005 r. Była to "...córka Fizdejki" według Witkacego. Artysta otrzymał nagrodę dla najlepszego młodego twórcy festiwalu. Później reżyserował kolejne spektakle, które siały ferment. Klatę wynoszono na piedestał lub porównywano jego dzieła do tanich banałów. "Sprawa Dantona" wg Stanisławy Przybyszewskiej to jedna z najgłośniejszych polskich premier 2008 r. To pojedynek dwóch francuskich rewolucjonistów: Dantona z Robespierrem, odsłaniający polityczne mechanizmy - głowy spadają w imię wielkich idei. Klata nie rezygnuje z ogólnej perspektywy i uniwersalnego podejścia. Dla niego ważna jest nie tylko rewolucja polityczna, ale także obyczajowa i estetyczna. Widać to choćby w przewrotnym połączeniu scenografii i kostiumów. Aktorzy grają w strojach z epoki, ale poruszają się wśród kartonowych instalacji. Z głośników lecą przeboje zespołu T.Rex, The Beatles, Tracy Chapman, Culture Club i "Etiuda rewolucyjna" Chopina.

Rozmowa z Janem Klatą

Marceli Sulecki: Temat rewolucji podejmował pan już w "Szewcach u bram". Tam było więcej publicystyki i odniesień do współczesnego życia politycznego niż w "Sprawie Dantona". Scurvy był ministrem Zbigniewem Ziobro, Sajetan - podobno - Jackiem Kuroniem, a po scenie biegali antyterroryści z napisem AWeBu na plecach.

Jan Klata: Pierwowzór postaci, a to, kto kim ma być na scenie, to dwie różne rzeczy. Sajetan Tempe nie był personifikacją Jacka Kuronia. W przypadku Scurvy'ego odniesienie do ministra Ziobry było demonstracyjne, po prostu minister na to zasługuje. "Szewcy u bram" i "Sprawa Dantona" od początku były zaplanowane jako rodzaj awersu i rewersu w dyskusji nad problematyką rewolucji. Chodzi tu zarówno o język teatralny, sposób podejścia do tekstu, ale także opracowanie muzyczne. Przedstawienia tylko raz zetknęły się ze sobą. Stało się to na ubiegłorocznych Opolskich Konfrontacjach Teatralnych "Klasyka Polska".

Dlaczego "Sprawa Dantona" jest już pozbawiona komentarzy do współczesności?

- Tak zaplanowaliśmy. Inscenizacja dramatu Witkacego miała być bardziej bezpośrednia, niż realizacja utworu Przybyszewskiej. "Szewcy" nie są jednak aż tak bardzo publicystyczni jak się niektórym wydaje (można to ocenić szczególnie dzisiaj, kiedy opadł już pył pierwszych skojarzeń recenzenckich), podobnie jak "Sprawa Dantona" nie jest tylko spektaklem historycznym.

Spektakl jest farsą na temat rewolucji, ostrzeżeniem przed nią. Czy Jan Klata wierzy jeszcze w rewolucję, czy dokonała się w nim jakaś przemiana?

- Nie uważam, że czas rewolucji się skończył. A przemiana we mnie dzieje się non stop. Na przykład rosną mi paznokcie.

W takim razie jeżeli czas rewolucji się nie skończył, to jakie warunki muszą zostać spełnione, żeby do niej doszło?

- Ludziom musi być trochę lepiej.

Jaki był impuls do zrealizowania spektaklu? Bardziej interesujący był aspekt rewolucji w ogóle, czy może inspiracją są nasze dzieje. Historia Polski to nieprzerwane pasmo powstań, przemian, walki. Przynajmniej tak nam się ją przedstawia na szkolnych lekcjach.

- Nie wiem, czy to jest tylko specyfiką polskich dziejów. Jak spojrzymy na historię naszych sąsiadów, to także znajdziemy w ich historii momenty walki i przewrotów. Każdy jednak inaczej tę walkę definiuje. "Sprawę Dantona" zrealizowałem przede wszystkim dlatego, że jest to fascynujący dramat. Przybyszewska stworzyła fantastyczne postaci. Ciekawi mnie opisany przez nią moment gwałtownych zmian. Pewnie gdybym był Rumunem, to spektakl również mógłby powstać.

Rewolucja kojarzy nam się głównie z polityką, choć przecież zmiany dokonują się nie tylko na tej płaszczyźnie.

- Nie tylko na jednej płaszczyźnie. O tym jest ten spektakl.

U Przybyszewskiej społecznym zrywem sterują polityczne jednostki. Mija 20 lat od powstania III RP. Czy rewolucja przebiega zawsze według tego samego schematu? Jeśliby tak było, to nasze obalenie komunizmu też w pewnym sensie byłoby przez kogoś wyreżyserowane.

- Zawsze coś jest przez kogoś wyreżyserowane, tylko nie wiadomo, czy dobrze, i nie wiadomo, przez kogo. Mówię to jako reżyser.

Na koniec chciałbym zapytać o popkulturę. Pamiętam Apolla z "Orestei" granego przez Błażeja Peszka. Pojawia się na scenie jako gwiazda muzyki pop. Z głośników leci szlagier Robbie'ego Williamsa. Popkultura to zło konieczne czy źródło inspiracji?

- Odpowiedź C: jedno i drugie. Nie ma sensu uciekać od czegoś, tylko dlatego że jest popularne i ma charakter masowy, podobnie jak nie ma podstaw do tego, żeby takiego Apolla wielbić. Ja zresztą w ogóle nie jestem wyznawcą kultu Apolla.