Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Katarzyna Kamińska

Szajba jest we mnie

Źródło:
Gazeta Wyborcza Wrocław online/07.05
Data publikacji:
2009-05-08

Nowy spektakl Jana Klaty. - W "Szajbie" wszystko jest do tego stopnia nieprawdziwe, że aż prawdziwe - mówi reżyser o dramacie Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk. Premiera w piątek na Scenie na Świebodzkim.

Katarzyna Kamińska: Wziął się Pan za groteskową political fiction. IV RP rządzi dożywotni premier Mister Ble, mąż nieszczęśliwej "kobiety z dylematem". Jest też dobry Niemiec oraz terroryści żądający utworzenia Wielkich Kujaw. Tytułowa szajba to...

Jan Klata: Rodzaj pozostawania na rauszu z powodu bycia Polakiem, mężczyzną, kobietą, z powodu bycia w związku. To rausz spowodowany myśleniem o historii, o tym, jak wszystko się zmienia, komu należy przebaczyć, komu jesteśmy coś winni. Żyjemy w globalnie szajbiejącym świecie. Ten stan zawładnął nami także w czasie pracy nad spektaklem, cieszyliśmy się tekstem Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk. Chciałbym, żeby takie otumanienie udzieliło się widzom, bo to wbrew pozorom rzecz o tym, jak dobrze jest żyć i brać się za bary z tym, co się wydarza. Jak mawia jeden z bohaterów: "Życie, życie - odwieczne piękno".

"Szajba" jest stanem naturalnym czy sztucznym?

- Można w niej szukać tropów Witkacego lub dopatrywać się związków z amerykańską kreskówką "South Park", w której wszystko jest wyolbrzymione, powykręcane. Ale taka jest sztuka i teatr - w przerysowanych objawach dostrzegamy coś, co na co dzień trudno nam zobaczyć.

"Szajba" to pod wieloma względami tekst realistyczny. Autorka w tym dramacie konstruuje bombę z opóźnionym zapłonem - przy pierwszej, drugiej lekturze śmieszy, później ujawnia inne znaczenia. Na pierwszy rzut oka to bardzo przegięta rzecz, ale po bliższym przyjrzeniu zauważamy, że prawdziwie opowiada o relacjach damsko-męskich, społeczeństwie. Ta forma jest skuteczniejsza niż realistyczna literatura.

Po m.in. "Szewcach u bram" według Witkacego i adaptacji "Trylogii" Sienkiewicza "Szajba" to kolejna część Pana opowieści o Polsce i Polakach, tyle że tym razem oparta na tekście współczesnej autorki.

- Dlaczego mamy badać dzisiejszą rzeczywistość za pomocą mitów funkcjonujących od setek czy dziesiątków lat, jak w wypadku "Hamleta" czy "Sprawy Dantona"? Potrzebny nam płodozmian wrażeń: czas skoczyć w dzięcielinę, grykę i świerzop po to, żeby zobaczyć, w jakim momencie się znajdujemy.

"Szajba" nie jest w stylistyce interwencjonizmu społecznego. Nie będziemy tu opowiadać o strajkach Solidarności '80. To rodzaj szalonego projektu - plakat spektaklu to mapa Polski, na której umieściliśmy różne krainy. Na zachodzie sąsiadujemy z Izraelitami. Wszystko jest do tego stopnia nieprawdziwe, że aż prawdziwe. To ekstrakt rzeczywistości, w jakiej istniejemy.

Z Małgorzatą Sikorską-Miszczuk mamy do siebie zaufanie, więc niejako przez osmozę "Szajba" jest moja. Hasamy trochę po Sikorskiej-Miszczuk, ale nie ma powodu, żeby przemeblowywać ten tekst. Identyfikacja więc jest pełna: szajba to ja.

"Ostry, bezkompromisowy, buntowniczy" - tak mówi się o każdym z Pana projektów. Nie ciąży Panu etykietka artysty, który zawsze "jedzie po bandzie"?

- Kiedy w telewizji jest program o buncie, to mój telefon nie milknie. Polska okazała się tak konformistycznym krajem, że muszą dzwonić do człowieka, który robi teatr, żeby powiedział coś o buncie. Nie mam zamiaru wszystkim się spodobać, żeby zmienić ten image. Ja wbrew pozorom nie myślę o nim tak często, jak inni o nim myślą. Znajduję ciekawe teksty i pracuję nad nimi z ciekawymi ludźmi. Tyle. To nie ma nic wspólnego z obmyślaniem strategii szoku. Już przy okazji realizacji "Nakręcanej pomarańczy" mówiono, że buntownik założył garnitur i się ustatkował. Generalnie irytują mnie etykietki, ale są potrzebne do tego, żeby ktoś chciał ją zedrzeć i spojrzeć głębiej.

Polskość też jest etykietką?

- Polskość to DNA.

Stanem umysłu?

- Też.