Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Mateusz Matusik

Terrordrom w Krakowie

Źródło:
Karnet nr 4
Data publikacji:
2007-04-25

Rozmowa a Wiktorem Rubinem.

Kraków, Szczecin, Bydgoszcz, Wrocław, Gdańsk? Które miasto wybierasz?

- Kraków bo tutaj studiowałem socjologię, filozofię i reżyserię. To miasto jest moją "bazą", kiedy wracam z pracy w Polsce. Szczecin - tu zrobiłem mój pierwszy spektakl "Mojo Mickybo", poznałem fajnych aktorów i wygrałem Kontrapunkt. Bydgoszcz, bo Grand Prix za "Tramwaj zwany pożądaniem" i kajaki w Polskim Towarzystwie Wioślarskim. Wrocław jest cool, podobnie jak aktorzy i dyrektor Teatru Polskiego Krzysztof Mieszkowski, a Gdańsk - uff, premiera "Lilli Wenedy".

Twój wrocławski spektakl został zaproszony na Reminiscencje, które w tym roku "rozprawią" się z tematem miejskiej przestrzeni. Jak "Terrordrom Breslau" wpisuje się w ten temat?

- Posłużę się fragmentem tekstu Bartosza Frąckowiaka do programu spektaklu: "Fala przemocy, jaka opanowuje w "Terrordromie" miasto, musi zostać powstrzymana. Swobodne i niekontrolowane przepływy przemocy nie mogą zostać zatamowane, tylko w jakiś sposób zorganizowane. Trzeba je ze sobą powiązać w pewien układ. Stąd pomysł terrordromu, "centrum kontrolowanej eskalacji", otoczonego murem terytorium, w którym skupi się cała przemoc, transmitowana na żywo przez telewizję. Ramy tworzy mur otaczający samo centrum miasta. Zamyka w swoim obrębie wszystkie najważniejsze budynki użyteczności publicznej, kluczowe instytucje państwowe, urzędy. Konkretne budynki staną się scenografią oficjalnych działań wojennych".

W "Terrordrom Breslau" uderzyła mnie odwaga z jaką wypowiesz się o terrorze. Czy aby sprowokować widzów do myślenia o przemocy (i nie tylko) potrzeba aż tak ostrych środków?

- Ostrych? Mam wrażenie, że użyłem najsłabszych. W spektaklu tym chodziło mi raczej o pokazanie banalizacji przemocy dokonywanej przez media. Najwyraźniej widać to na przykładzie WTC w Nowym Jorku. Z tragedii ludzkiej zrobiono widowisko. Podobnie jest w terrrdromie, miejscu, gdzie wolno zabijać bez oporu i gdzie, wszystko transmituje komercyjna telewizja. Chciałem odsłonić ten mechanizm. Poziom znieczulenia na przemoc w subtelnej formie przekazu medialnego jest zastraszająca. Przekonałem się o tym oglądając kolejne przedstawienia "Terrordromu". Widzowie pozwalają by mierzyć do nich z broni. Zaskoczony był tym Tim Staffel, obecny na premierze i kolejnych trzech spektaklach. Powiedział, że w Niemczech połowa widowni by wyszła. W Polsce widownia jest jednak grzeczna. Chciałem tę grzeczność poszturchać. Po mierzeniu z pistoletu nastąpiło mierzenie z obiektywu kamery. Nikt nie zareagował wszyscy grzecznie siedzieli i oglądali, tłumiąc lęk by nie trafiło na nich oko obiektywu.

Warto zobaczyć "Terrordrom Breslau" w Krakowie?

- Oczywiście. Tylko trzeba uważać.