Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Kamila Łapicka

Usta szeroko zamknięte

Przedstawienie:
FARINELLI
Źródło:
"Pani" 2011 nr 6
Data publikacji:
2011-06-07

Farinelli, legendarny włoski śpiewak operowy, naprawdę nazywał się Carlo Maria Broschi. Kochali się w nim mężczyźni i kobiety. On jako kastrat nie miał wpływu na swoją tożsamość płciową. Jak wyglądało jego życie i jak śpiewałby dziś, próbujemy ustalić z Bartoszem Porczykiem, który wcielił się w rolę słynnego Włocha. Premiera spektaklu Łukasza Twarkowskiego 18 czerwca w Teatrze Polskim we Wrocławiu.

 

PANI: W znanym filmie Farinelli - ostatni kastrat Gérarda Corbiau śpiew bohatera był kompilacją głosu kontratenora i sopranistki. Imitujesz tę barwę czy skupiasz się na biografii i emocjach?

Bartosz Porczyk: Nie kopiuję głosu Farinellego, bo musiałbym mieć rozdwojenie krtani. Razem z reżyserem Łukaszem Twarkowskim i dramaturg Anką Herbut koncentrujemy się na tym, czym Farinelli jest. Nie - kim był, tylko czym jest, co kryje się pod samym zjawiskiem "Farinelli". Można go potraktować na przykład jako sfabrykowane dzieło sztuki.

Żeby uzyskać idealny kształt, pozbawiono go tego, co symbolizuje pierwiastek życia, czyli męskości. Stąd jego wizerunek - koturnowy, zniewieściały młodzieniec w żabocie... Koturn go definiuje. Jeśli odebrać mu te żaboty przestaje być sobą. Niewiele o nim wiemy, bo przecież nie ma nagrań, dokumentacji, a jednak w powszechnej świadomości pełno jest wyobrażeń na jego temat. Potrzebujemy wyjątkowych ludzi, bo sami jesteśmy nudni?

O wyjątkowość chcę właśnie zapytać. Pragnienie bycia kimś, zadowolenia z siebie jest jak choroba, z której nie chcę się leczyć. Pokornie się do niej przyznaję, ale i wstydzę. I ten lęk: budzę się w nocy i okazuje się, że jestem nikim. Jak to wyśpiewać w arii? Widzowie usłyszą nie tylko arie. Interesuje mnie, co poza narzuconymi partyturami zaśpiewałby Farinelli. Albo raczej wyjęczał czy wykrzyczał, gdyby do dyspozycji miał inne środki wyrazu? Też niedawno wydałeś swoją solową płytę Sprawca.

- Jestem aktorem, który nagrał płytę, nie wokalistą. Nie mam w planach podboju rynku muzycznego. Traktuję ten projekt jak nową rolę. Do zadania podchodzę rzetelnie, ale z poczuciem humoru. Tak jak do sesji zdjęciowej Sprawcy - na ustach masz kaganiec, suwak i inne "akcesoria". Usta mojego bohatera są okaleczone, zakneblowane, zaszyte. Nagrywając płytę, spodziewałem się, że nie wszyscy będą zadowoleni z tego, co usłyszą. Dlatego podświadomie kaleczyłem jego twarz. A może on sam to sobie robi. Nie chcę go oceniać. Odebrałem "sprawcy" głos, ale w zamian użyczyłem mu swojego. Jesteśmy kwita!

Czy fizyczne okaleczenie - kiedyś kastracja, dziś np. ingerencja performerów we własne ciało - to jeszcze sztuka czy już chorobliwy ekshibicjonizm?

- A czy ekshibicjonizm jest dziś chorobliwy, czy wręcz pożądany i uwarunkowany przez naszą ciekawość? Świadomy artysta sam decyduje, w jaki sposób wykorzysta swoje ciało, jakie nada mu znaczenia. W XVIII-wiecznych Włoszech chłopcy stawali się kastratami bez własnej zgody lub nawet wiedzy. Uważam, że wcale nie myśleli o ekshibicjonizmie.

***

BARTOSZ PORCZYK - rocznik 1980. Aktor Teatru Polskiego we Wrocławiu. Występuje w spektaklach Jana Klaty Kazimierz i Karolina, Sprawa Dantona. W 2006 roku wygrał przegląd piosenki aktorskiej, śpiewając m.in. Fabrykę małp. Odznaczony brązowym medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis".