Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Regina Gowarzewska-Griessgraber

Za mało miejsca dla komedii

Źródło:
Dziennik Zachodni nr 109
Data publikacji:
2007-05-10

Regina Gowarzewska-Griessgraber: Czy oglądał pan amerykański serial "Grace w opałach", który stał się pierwowzorem "Heli w opałach"?

Mariuszem Kiljan: Nie i właściwie prawie nie oglądałem serialów typu sitcom. Widziałem kilka odcinków "Przyjaciół" i "Roseanne". A, i jeszcze jakiś sitcom z Willem Smithem, który nakręcił, zanim zaczęła się jego hollywoodzka kariera. Przyznaję, że bardzo mi się podobał.

A jak pan czuje się w serialu typu sitcom?

- Na początku bardzo się bałem, że wpadnę w kanał jednowymiarowej postaci. Potem się okazało, że scenariusz jest świetny. Przecież "Grace w opałach" zdobyła Grammy, a my bazujemy na tamtych scenariuszach, tyle, że tworzona jest ich polska wersja.

Czy lubi pan bawić ludzi?

- Uwielbiam. W moim życiu zawodowym - teatralnym - mało mam miejsca dla komedii. W Teatrze Polskim we Wrocławiu raczej gram w sztukach dramatycznych, wymagających od aktora wielkiego napięcia emocjonalnego. Od pewnego czasu jednak, również dzięki "Heli", bawię się w komedii przednio. Coraz więcej słyszę głosów, również od publiczności teatralnej, że podobam się również w tym repertuarze. Komedia to moja nowa odsłona.

Grając w teatrze w poważnych sztukach swój "wentyl bezpieczeństwa" znalazł pan w śpiewaniu.

- Śpiewanie jest innym rodzajem obecności na scenie. Za piosenką można się schować, jeżeli oczywiście człowiek potrafi śpiewać. Jurek Satanowski zaproponował mi, by po poważnym repertuarze sięgnąć po śmieszne piosenki. Tak powstał program "20 najśmieszniejszych piosenek świata". Właśnie jestem po premierze w warszawskim Teatrze na Woli. Program został świetnie przyjęty. Chciałbym na przełomie maja i czerwca wyruszyć z nim w Polskę.

Teatr we Wrocławiu, a plan serialu w Warszawie. Krótko mówiąc "życie na walizkach"...

- Polska ostatnio bardzo się zmniejszyła. Wielu aktorów, których znamy z filmów, seriali, nie mieszka na stałe w Warszawie. Mirek Baka jest z Gdańska, Maciej Stuhr z Krakowa, a Ania Guzik z Bielska-Białej. Nieważne skąd pochodzimy, tylko gdzie pracujemy. Co do podróży, to już się przyzwyczaiłem. Są zwyczajnie częścią mojej pracy zawodowej.

Wkrótce zakończą się zdjęcia do trzeciej serii "Heli w opałach". Jakie ma pan dalsze plany zawodowe?

- Jestem teraz w "napadzie" muzycznym, bo chcę jak najszybciej pokazać w kraju mój recital, a praca na planie wstrzymuje mnie. Wiem już na pewno, że podczas wakacji będę występował w sopockim Teatrze Atelier. W sezonie zapraszam do wrocławskiego Teatru Polskiego, gdzie można mnie oglądać w spektaklach "Nasz człowiek", "Terrodrom Breslau", "Wszystkim Zygmuntom między oczy". Za ten ostatni dostałem nagrodę aktorską. Bardzo serdecznie zapraszam, tym bardziej, że dzięki autostradzie, Górny i Dolny Śląsk bardzo zbliżyły się do siebie.