Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Justyna Białogłowicz i Ewelina Dybowska

Ze Sprawcą na Scenie Kameralnej

Źródło:
www.wywrota.pl
Data publikacji:
2011-04-18

Rozmowa z Bartoszem Porczykiem

"Wszystko, co mówimy, jest prawdą tylko na dzień dzisiejszy. Wypieram się wszystkiego, co zostało powiedziane dzisiaj, a opublikowane będzie jutro".

 

Justyna: Sprawca kierunku ewolucji gustów, sprawca rozrywki, zadowolenia, sprawca czynu artystycznego, sprawca masowej symbiozy, a może sprawca własnego uwikłania w mechanizm wpływu popkultury? Kim jest dla Ciebie sprawca?

Bartosz Porczyk: Ten sprawca zmienia się, ma różne twarze. Jest nie tylko sprawcą-artystą, który we mnie tkwi. On sprawia, że ten materiał powstaje, że się wreszcie rodzi. Ale to jest też ten sprawca, który chodzi po ulicy, który siedzi przede mną, którego spotykam w kościele. Sprawca nie musi mieć w ręku jakiegoś groźnego narzędzia, broni. Sprawca to jest ten leń, któremu nie chce się obudzić w życiu i wydaje mu się, że nic nowego już go nie spotka. Sprawca dopada nas w snach i wizualizuje nasze bolączki, strachy. Sprawcą jest szklany ekran, to, co widzimy w gazetach – wynaturzonego, przeformowanego, odczłowieczonego, odessanego. Sprawca to botoks. Sprawcami są rodzice dający życie, ale również ci, którzy życie odbierają. Mój sprawca uśmiecha się do nas głupkowato, czasem mruga okiem. Śmieje się, ale czasami jest też śmiertelnie poważny i szczery. Nie chcę go jednak krytykować. Bardziej mu się przyglądam, dziwię się. Lubię mojego sprawcę w całej jego postaci i w całej jego osobie.

Justyna: Można powiedzieć, że płyta Sprawca jest w całości Twoim dzieckiem. Tworzyłeś i czuwałeś nad każdą jej częścią: muzyczną, interpretacyjną i tekstową. Czego oczekujesz po wydaniu swojej autorskiej płyty?

Bartosz Porczyk: Nie mam żadnych oczekiwań i dopiero wtedy, kiedy to sobie uświadomiłem, mogłem się za to wziąć. Wolny od myślowego uwięzienia, że to musi być dobre, że to musi spełniać wymogi producenckie. Nie chcę myśleć o tym, że piszę piosenki dla tych, co lubią pop, rock czy też piosenkę aktorską. Myślę, że najlepiej pracuje się wtedy, kiedy możesz porzucić to myślenie. Płyta jest różnorodna i znajdziesz tu zarówno piosenkę aktorską, jak i mocne brzmienie. Na którymś etapie uświadomiłem sobie, że próba sprostania oczekiwaniom ludzi jest niemalże nieosiągalna, bo zawsze znajdzie się ktoś, komu może się to nie spodobać.

Ewelina: Potrafisz śpiewać?

Bartosz Porczyk: Nie jestem wokalistą. Zawsze będę to podkreślał. Jestem aktorem, który chciał i mógł sobie pozwolić na to, żeby nagrać taką płytę. Teraz na przykład w programach takich, jak X Factor, słyszę naprawdę rewelacyjne, wielkie głosy. Pod względem wokalnym niejedna osoba mogłaby mnie na pewno przeskoczyć. Bardziej skupiam się na sferze tekstowej i kreowaniu świata, do którego zapraszam. Traktuję to jak zadanie aktorskie, jak nową rolę, niekoniecznie mam zamiar podbijać rynek muzyczny.

Ewelina: Tworzenie płyty sprawiło Ci dużo radości?

Bartosz Porczyk: Przede wszystkim nie tworzyłem tej płyty sam. W sferze tekstowej pomogła mi Patrycja Babicka, a w sferze muzycznej Łukasz Damrych i Wojtek Orszewski. Są to ludzie, których dobrze już znam i świetnie się rozumiemy, więc nie trzeba zaczynać od poznania, zrozumienia czyjegoś świata. Od razu wiedzieliśmy, na jakim poziomie pracujemy i o czym chcemy mówić. Okazało się, że praca w studiu nie jest łatwym zadaniem. Jako aktor na scenie korzystam z siebie, a nagle musiałem cały świat, całą historię opowiedzieć tylko swoim głosem. Odebrano mi część narzędzi. Podczas nocnych sesji nagrywanie utworu trzeba było powtarzać czasami po sto dwadzieścia razy. Dotychczas było mi to obce. Oczywiście dzisiaj wszystko bym zmienił. W przeciwieństwie do spektaklu, gdzie zawsze możesz zagrać inaczej, tutaj to zostaje zarejestrowane na dzień dzisiejszy. Mogę to zmieniać tylko ewentualnie na koncercie. Miałem też to szczęście, że sam byłem producentem tego projektu i sam mogłem decydować o tym, co ma się tam znaleźć.

Ewelina: Opowiedz o swoich inspiracjach, o postaciach świata sztuki, które są dla Ciebie najważniejsze.

Bartosz Porczyk: To się zmienia, dlatego, że pracuję z ludźmi. Przy nowym spektaklu, projekcie ktoś coś przynosi – poznaję artystów, filmy, muzykę. Obrazy Salvadora Dalego są wizualizacją moich snów. Do niego często wracam. Z niego czerpię inspiracje. A muzycznie? Jest bardzo różnie. Lubię wracać do Björk i bardzo mi się podoba ostatni projekt Jamesa Blake’a. Polecam.

Justyna: Płyta przedstawia strony sprawcy-artysty. Jedenaście piosenek - jedenaście części składających się na różne dylematy artysty. Czy są na tej płycie elementy autobiograficzne?

Bartosz Porczyk: Oczywiście, biorąc te teksty, śpiewając te piosenki, podpisuję się pod nimi. To jednak nie znaczy, że każda z tych piosenek jest o moim życiu, mojej przygodzie i moim świecie. Pracując nad materiałem, starasz się dostarczać słuchaczowi różnobarwności: różnych estetyk, tempa i charakteru tekstu. Aby uniknąć jednostajności, trzeba było poszukać innych cech, nadać jej amplitudy: artystycznej, estetycznej i muzycznej. Oczywiście, zawsze czerpałem z mojej głowy i z moich obserwacji. Mówię o zjawiskach, które mnie dotyczą, dotykają, o tym, czego się od nas wymaga w dzisiejszym świecie, np. o wyglądzie. Ja się mogę na to godzić bądź nie godzić i mogę się z tego śmiać albo żalić z tego powodu.

Ewelina: Jedno ze zdjęć załączonych do płyty przedstawia Ciebie w kagańcu. Czy to znaczy, że wstrzymywałeś się z jakimiś tematami? Pomyślałeś, że być może Twój odbiorca nie zaakceptuje tego, co masz do powiedzenia? Czy gryzłeś się w język?

Bartosz Porczyk: Liczę się z tym, że są tam rzeczy, które mogą kogoś nie przekonać albo komuś się nie spodobać. Jest też takie zdjęcie, na którym mam suwak na twarzy i usta są zamknięte. To tak, jakby ktoś mógł mi to zrobić celowo. Jest tam parę tematów, które mogłyby się nie spodobać ludziom, ale mimo to mówię o nich. Ten suwak czasem się rozsuwa, czasem się zasuwa... i rozsuwa, i znowu zasuwa...

Justyna: Czy to wynika z troski o nienaruszenie obyczajów społecznych, czy o publiczność, która mogłaby się odwrócić, gdyby ta płyta była zbyt szokująca, zbyt "niegrzeczna"?

Bartosz Porczyk: Bardzo cenię moją publiczność za to, że jest na moim spektaklu, przychodzi na moje koncerty, wspiera mnie i upewnia w tym, że to, co robię, jest coś warte. Ale nie mogę przy pracy patrzeć tylko przez pryzmat publiczności, ludzi. Jest tyle spojrzeń – około trzysta osób na jednym spektaklu. Gdyby każda powiedziała mi: "zmień to, a to mogłoby być tak...", to mógłbym dostać kręćka.

Ewelina: Która publiczność jest dla Ciebie ważniejsza? Ta, która przychodzi na spektakl, czy ta, która ogląda Cię w filmie, serialu? Czy jesteś pewien, że ta druga publiczność to ludzie, którzy zrozumieliby Cię na scenie?

Bartosz Porczyk: Wierzę, że tak jest, że mnie rozumieją. Zakładam, że ludzie przychodzą do teatru, bo chcą rozmawiać z własnej chęci, potrzeby, głodu komunikacji. Chcą się rozwijać, postrzegać na nowo tematy i świat, więc w ogóle nie uważam, że widz mógłby być głupi. Stawiałoby mnie to od razu na przegranej pozycji. Traktuję go jako rozmówcę równego sobie i bardzo go cenię. Zapraszam do swojego świata, ale rozumiem, że może on się komuś nie spodobać, wtedy się wycofuję. Przecież ja nie każę każdemu kupować mojej płyty czy przychodzić na spektakle. Ja tego nie oczekuję. Ja zapraszam.

Justyna: Możemy założyć, że po twoją płytę sięgną różni odbiorcy: odbiorca świadomy, interesujący się sztuką, który zajrzy pod powierzchnię, ale również odbiorca, który przyswaja popkulturę bez głębszych refleksji. Czy nie boisz się, że szeroka promocja płyty i współczesny język mogą sprawić, że ta płyta nie pozostawi większego oddźwięku?

Bartosz Porczyk: Nie boję się, dlatego, że sukces czy porażka tej płyty nie mogą przesądzać o tym, co stanie się z moim życiem. Ja już robię kolejny projekt, zajmuję się Farinellim, potem mam następne plany. Nawet jeżeli okaże się to fiaskiem, nie spowoduje, że odechce mi się żyć. Ja się tym zajmuję, tym się karmię, to mnie inspiruje. Będę to robił bez względu na to, czy Państwo kupicie tę płytę czy nie. Nie w kategoriach strachu to rozważam. Kiedyś może siebie zapytam, co było nie tak. Może da mi to jakąś wskazówkę na przyszłość. Może trzeba będzie z innej strony dotrzeć do słuchacza.

Ewelina: Z jednej strony PPA, z drugiej Barwy szczęścia. Nie czujesz tutaj dysonansu?

Bartosz Porczyk: To jest kolejna sprawa, z której jestem rozliczany. Jestem aktorem i jestem stworzony do tego, żeby pracować i w serialu, i w filmie, i w teatrze. Mam szczęście, że mogę pracować w teatrze i być bardzo dobrze obsadzany – w naprawdę wspaniałych, rozwijających rolach, u dobrych reżyserów. Nie chcę porzucać możliwości pracy z kamerą, bo również tak chcę się rozwijać. W filmie nie miałem jeszcze okazji zagrać roli, która by mnie zadowoliła. To nie jest tak, że w teatrze robię wielką sztukę, więc można przymknąć oko na serial. Po to gram w serialu, żeby potem móc sobie pozwolić na to, aby stworzyć własną płytę, która jest dużym wydatkiem. Sam jestem producentem. Jeśli chcesz robić jakiś inny projekt, coś offowego, to pracujesz na niego.

Justyna: Czy czujesz się, jako artysta, wpisany w popkulturę? Niezależnie od tego, czy grasz w teatrze, czy w serialu, czy jesteś trybikiem w machinie komercyjnej?

Bartosz Porczyk: Po części my: artyści, aktorzy siłą natury jesteśmy wpisani w popkulturę. Wyparcie się tego i robienie sztuki offowej "w piaskownicy" nie utrzymałoby przy życiu mnie i mojej rodziny. Po drugie, nie zaspokoiłoby mojego głodu, pragnienia artystycznej realizacji. Po trzecie, niewiele osób wiedziałoby o tym, z niewieloma ludźmi mógłbym się tym podzielić. Oczywiście na pewne rzeczy będę się godzić, a na niektóre nie. To jest już kwestia decyzji i wtedy Państwo nas z tego rozliczacie. Pracuję w instytucji. Na mnie kupujesz bilet. Ostatnio jakiś pan na spektaklu Smycz, w momencie, gdy stoję pod ścianą z założonymi z tyłu rękami, powiedział: "Co się zmęczył? Kupiłem na niego bilet. Co się zmęczył, niech śpiewa!". Jestem trybikiem, ale trybikiem, który ma własny głos, który może temu człowiekowi coś powiedzieć, ubierając to w tekst, wchodząc z nim w dialog i zmieniając jego spojrzenie. Czasem taki człowiek przypomina mi, że wystarczy na mnie kupić bilet.

Justyna: Czy Sprawca jest po części Twoim manifestem? Czy jest uświadomieniem odbiorcy, że nie można artyście przypinać plakietki: ten, który nie przejmuje się niczym i gardzi komercją, lub ten, który liczy się z prawami rynku? Czy chcesz przez tę płytę pokazać, że nie można go łatwo klasyfikować i oceniać?

Bartosz Porczyk: W piosence Persona padają słowa: "Kim jestem, pytam, gdy patrzysz twarzą niczyją i wszystkich?". Rozpycham się tam o swoje miejsce. Nie wiem, czy robię to po to, żeby ludzie ten manifest odczytali, czy to jest manifest do mnie. Możliwe, że to jest czysto egoistyczny manifest – udowodnienie sobie czegoś, uświadomienie, że jestem. Przypominam, że ta płyta jest nie tylko dla publiczności, jest też dla mnie. Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Nawet jeżeli ona ma w sobie dużo błędów, to są to błędy, z którymi ja muszę się pogodzić, zrozumieć.

Justyna: Jest bardzo cienka granica między szacunkiem dla odbiorcy a dopasowaniem się do niego.

Bartosz Porczyk: Dokładnie. Ostatnio rozmawiałem z dziewczyną, która wystawia recenzje ze spektakli. Spytałem ją, jak ona potrafi tak lekką ręką napisać złą recenzję tylko dlatego, że ma taki dzień. "Dupa jej zmarzła na mrozie i cały spektakl jest do dupy". To nie jest wymierzone przeciwko recenzentom, ale nawet jeżeli pojawia się zła recenzja ze spektaklu czy filmu, to uważam, że powinna być tak napisana, że ty przekornie masz ochotę pójść i zobaczyć ten spektakl.

Ewelina: Myślę, że to również w dużej mierze zależy od podejścia odbiorcy. Jeśli będzie bardzo złośliwy i bardzo przekorny, to będzie chciał mieć swoje zdanie. Pójdzie na spektakl, bo nie będzie przyswajał zdania z recenzji, bo musi mieć własny pogląd.

Bartosz Porczyk: Wiesz, jednak większa część społeczeństwa, w związku z tym, że żyjemy szybko, często przyswaja krótkie komunikaty: dobre, bardzo dobre, świetne, nieświetne itd. Często nie chce się poświęcić na to więcej czasu. Ocena, tak naprawdę, wszystkich i wszystkiego, co nas otacza, pomaga nam w postrzeganiu. Czasem jakiś procent niezrozumienia bardziej nas otwiera na rozwój. Dziwić się. Uważam, że należy się światu dziwić. To jest najważniejsze.

Ewelina: I podawać w wątpliwość.

Bartosz Porczyk: Tak, podawać w wątpliwość, ale to jest temat do kolejnej dyskusji.