Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Magda Piekarska

Odczarowany wrocławski dom hrabiego Dzieduszyckiego

Wydarzenie:
Wiesław Cichy w...
Źródło:
"Gazeta Wyborcza - Wrocław" - dodatek "Europejski Kongres Kultury"
Data publikacji:
2011-09-11

- Chcieliśmy, żeby do willi Dzieduszyckich wrócili ludzie. Próbowaliśmy im pokazać, że sztuka nie jest czymś bardzo odległym, ale że dotyczy naszych osobistych problemów. Mam wrażenie, że się udało - mówi Agata Szczęśniak z "Krytyki Politycznej", kuratorka projektu "House of Change".

 

Rozmowa z Agatą Szczęśniak

Magda Piekarska: Skąd pomysł na ożywienie wrocławskiej willi?

Agata Szczęśniak: Wszystko zaczęło się od spektaklu Mała narracja Wojtka Ziemilskiego. Autor jest wnukiem Wojciecha Dzieduszyckiego. Kiedy dowiedział się, że dziadek był agentem, bardzo to przeżył i postanowił zrobić przedstawienie na ten temat. Prapremiera miała miejsce w Nowym Wspaniałym Świecie w Warszawie, w klubie Krytyki Politycznej, potem spektakl trafił do repertuaru teatru Studio w Warszawie, gdzie jest stale pokazywany. Pomyśleliśmy, że przy okazji kongresu warto ten spektakl pokazać we Wrocławiu. Rodzina Dzieduszyckich zgodziła się nas ugościć, co było dość odważnym gestem. Chodziło przecież o otwarcie drzwi, wpuszczenie tutaj ludzi, także przypadkowych, wystawienie rodzinnej historii na widok publiczny. Na inauguracji pokazaliśmy Małą narrację i film Pawła Ziemilskiego, brata Wojtka - zapis ostatnich lat życia hrabiego. To był niezwykły wieczór.

Ale projekt "House of Change" jest o wiele bogatszy. Co łączy punkty jego programu?

- Chcieliśmy, żeby to, co się tu dzieje, było związane z Wrocławiem. Dlatego zaprosiliśmy bardzo młodego, bo zaledwie 18-letniego, reżysera Michała Kmiecika, który zrobił przedstawienie dotyczące miejskich problemów - Nadodrza i jego lokatorów. Spektaklem Natalii Korczakowskiej Wieczór autorski Mikołaja Stawrogina, który był pokazywany wcześniej w Łodzi, chcieliśmy nawiązać do tego, co się odbywało w takich domach przed wojną - wieczorów autorskich, kabaretowych. Jest też przedstawienie Rafała Urbackiego, rzecz dotycząca bardzo osobistej historii przetworzonej w sztukę. Gościmy w willi także pisarzy - byli belgijska filozofka Chantal Mouffe i Włoch Gianni Vattimo. Wrocławskim akcentem była dyskusja o digitalizacji sztuki współczesnej, którą zajmuje się Centrum Sztuki WRO.

W sobotę w willi odbył się koncert Michała Maseckiego.

- Myśleliśmy, że trzeba będzie dla niego sprowadzić instrument, ale on wolał zagrać na steinwayu, na którym przed laty grywał hrabia Dzieduszycki. Prosił tylko, żeby mu przez telefon komórkowy zagrać kolejne dźwięki. Chciał być pewien, że przy takim nastrojeniu uda mu się zagrać. I udało się.

Wszystko to wygląda na rodzaj artystycznego egzorcyzmu wokół willi, która przez lata była domem otwartym, po czym, kiedy w 2006 roku ogłoszono, że hrabia Dzieduszycki współpracował z SB, zamknęła się przed gośćmi. Udało się odczarować to miejsce?

- Mam wrażenie, że tak. Rzeczywiście, chcieliśmy, żeby do tego domu wrócili ludzie. Próbowaliśmy im pokazać, że sztuka nie jest czymś odległym, co ogląda się tylko na wielkich festiwalach, ale że dotyczy naszych problemów. Dom jest wymarzoną przestrzenią dla takich działań. Ludzie chętnie tu przychodzą. I to nie tylko goście kongresu, ale również sąsiedzi rodziny Dzieduszyckich. Przychodzą z dziećmi, żeby posiedzieć w ogrodzie, zajrzeć do domu, w którym jeszcze nie byli, ale też wziąć udział w warsztatach, spotkaniach, zobaczyć spektakl. W efekcie spędzają tu wiele godzin. W dodatku do nas nie trzeba się rejestrować, płacić za wstęp, nie trzeba mieć akredytacji czy wejściówek.

W poniedziałek znikną stąd księgarnia i kawiarenka, wieczorem nie będzie już spektaklu ani koncertu. Czy koniec kongresu oznacza koniec artystycznego życia willi?

- Kłopot w tym, że ten dom jest tak kosztowny w utrzymaniu, że właściciele sobie z tym nie radzą. Został wystawiony na sprzedaż. W naszym działaniu jest ukryty dodatkowy cel. Liczyliśmy na to, że przy okazji tych działań ktoś dostrzeże potencjał, jaki tkwi w willi Dzieduszyckich, zainwestuje i otworzy ją dla artystów i intelektualistów. Marzeniem i naszym, i właścicieli jest to, aby willa spełniała funkcję domu otwartego, żeby tu mogły powstać rezydencje dla artystów, odbywać się koncerty, wernisaże. Nie jest to możliwe bez zaangażowania publicznych instytucji. Mam nadzieję, że pokazaliśmy, iż to miejsce jest tego warte, że to nie tylko piękny dom, ale i wymarzona przestrzeń dla sztuki.

Jeśli ktoś przegapił ofertę "House of Change", na co jeszcze ma szansę w niedzielę, w ostatni dzień kongresu?

- W niedzielę czeka nas otwarte spotkanie śniadaniowe w samo południe, na które każdy może przyjść i wziąć udział w dyskusji. Wieczorem, o godz. 18, rozpocznie się spektakl Rafała Urbackiego Mt 9,7 [On wstał i poszedł do domu]. Tytuł z Ewangelii św. Mateusza odnosi się do osobistych doświadczeń Rafała, które złożyły się na jego spektakl. Jest niepełnosprawnym artystą, przez długi czas poruszał się na wózku. Opowiada o doświadczeniu niepełnosprawnego i geja zarazem w Kościele. Był bardzo zaangażowany w Ruch Światło-Życie, jednak okazało się, że ze swoją odmiennością nie mógł odnaleźć się w tej strukturze. We wnętrzach jest wciąż wystawa przygotowana przez wrocławską fundację Art Transparent. Warto również skorzystać z okazji i zobaczyć sam dom, który jest legendą Wrocławia.