Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Agata Saraczyńska

Wielka, stalowa i brud w nią wpływa

Wydarzenie:
Trickster 2011
Źródło:
"Gazeta Wyborcza - Wrocław" 2011 nr 210 - dodatek "Europejski Kongres Kultury"
Data publikacji:
2011-09-09

Zachodnie skrzydło Pawilonu Czterech Kopuł zajęła najnowsza praca Mirosława Bałki. W całości wypełniła zdewastowane wnętrze pomieszczenia pod kopułą. Do mocarnej konstrukcji przez rurę, brutalnie wprowadzoną przez okno, spływa odrażająca, ciemna ciecz.

Przytłaczający swoim rozmiarem zespawany ze skorodowanej blachy wielościan jest autorskim komentarzem do historii i współczesności jednego z najbardziej znanych polskich autorów - rzeźbiarza, twórcy działań przestrzennych, wideoartysty, który w swojej twórczości mierzy się z pamięcią i przeszłością.

Bałka od czasu prezentacji gigantycznej instalacji How It Is w Turbine Hall londyńskiej Tate Modern w 2009 roku ma status światowego klasyka współczesności. Powtarzanym często przez niego mottem jest zdanie: "Myślę, że za szybko zapominamy i zrzucamy winę na innych. Dlatego ja chcę przypominać".

Nie inaczej jest z przygotowaną we Wrocławiu z pracą Wege zur Behandlung von Schmerzen, której tytuł tłumaczyć można jako Drogi do leczenia bólu lub Drogi do uzdrawiania z cierpienia. Mimo że jest to zainstalowany w przestrzeni statyczny obiekt, to jego pokaz włączony został do cyklu kongresowych zdarzeń performatywnych Trickster 2011. W tym nurcie zgromadzono utwory artystów aktywistów kontestujących ład kulturalny i społeczny często z ironią, czasem ze śmiertelną powagą. Znalazły się w nim m.in. spektakle teatralne Krystiana Lupy, Pawła Demirskiego i Moniki Strzępki, Massimo Furlana czy Société Réaliste, ale też performance Przyczynek do anatomii złego smaku Oskara Dawickiego ze znanej grupy performerskiej Azorro.

Agata Siwiak, kuratorka Trickstera - How It Is Bałki było dla mnie doświadczeniem teatralnym, niezwykłym przeżyciem uczestnictwa i jeszcze jednym dowodem na to, że granice między dyscyplinami sztuk są coraz bardziej rozmyte. Mam wrażenie, że stosowane powszechnie podziały międzydyscyplinarne są sztuczne, funkcjonują raczej w wymiarze środowiskowym, a nie artystycznym. Można wiele dowiedzieć się od twórców wizualnych, by poszerzyć myślenie o teatrze i sztuce w ogóle.

Instalację Mirosława Bałki oglądać można na wystawie w Pawilonie Czterech Kopuł do końca kongresu. Nie wiadomo jeszcze, co się z nią stanie po tej prezentacji.

 

Rozmowa z Mirosławem Bałką

 

Agata Saraczyńska: Mam wrażenie, że pana instalacja jest nieco niekompletna - brakuje smrodu, który dopełniałby wrażenia kloaki.

Mirosław Bałka: Może to i racja, ale mam nadzieję, że przesłanie i tak zostanie odczytane. Naprowadzam widzów nie tylko formą, ale i tytułem.

Jak to często z pana tytułami bywa, jest on w języku niemieckim. Co oznacza Wege zur Behandlung von Schmerzen?

- Nie tłumaczę tej nazwy na język polski. Jest to jedna z wielu sugestii, jak skala obiektu, jego forma i kształt otoczenia. Nawet to, że brudna ciecz leje się z rury wyprowadzonej do wnętrza w taki sposób, by znowu wrócić przez to samo ledwo uchylone okno, ma dla mnie wymowne znaczenie.

Nie zamierzam pytać, jakie znaczenie, bo to każdy powinien odczytywać sam. Ale co było dla pana inspiracją?

- Moja intencja wynikała ze wsłuchania się w przestrzeń pomieszczenia, całego obiektu, jego otoczenia.

Poczuł pan tu ból?

- Przeraził mnie stan Pawilonu Czterech Kopuł, jego ruina, zaniedbanie tego zabytku w kontekście funkcjonowania tuż obok nowej, kosztownej i jarmarcznej fontanny. To przejmujące zestawienie. W tym miejscu zapisana jest też trauma historii: cierpienie Niemców opuszczających swoje ziemie i ból zasiedlających je Polaków, którzy też musieli porzucić swoje dotychczasowe życie. Moja praca jest próbą identyfikacji bólu, na przekór chowaniu go pod dywan. Cierpieniem jest historia. Ludzka, a także dzieje tego maltretowanego budynku, z którą kłóci się powierzchowność igrzysk - czyli orgiastycznej fontanny.

Multimedialnej, mieniącej się, zapewniającej rozrywkę mieszkańcom i turystom, a także gościom kongresu - choćby podczas koncertu Briana Eno.

- Słyszałem, że jego kompozycja też ma odczarować fontannę. Ale to inna kwestia. Jako artysta czuję odpowiedzialność, dlatego musiałem skomentować to populistyczne przedsięwzięcie. Wrocławska fontanna w skali kraju nie jest, niestety, odosobniona. Taki miejski projekt wodny jest także w Warszawie i tryska ku uciesze tłumów. To brudny problem nas wszystkich.

Można kojarzyć pana pracę z symboliczną zatrutą studnią?

- A, tą z obrazu Jacka Malczewskiego? W swojej pracy nie analizowałem tego symbolu, ale odwołuję się do wartości uniwersalnych, a te przecież są wspólne. To jedno z możliwych skojarzeń.