Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Katarzyna Kamińska

Aktor patrzy w lustro

Przedstawienie:
ZAŚNIJ TERAZ W OGNIU
Źródło:
Gazeta Wyborcza - Wrocław nr 233
Data publikacji:
2007-10-05

Reżyser teatralny, dramaturg i filmowiec zbiorowym bohaterem swojej opowieści uczynił środowisko aktorskie. Widzimy artystów z teatrów prowincjonalnych - tych, którzy dopiero wyruszą na podbój świata, i tych, którym nie udało się zrobić kariery. Patrzymy na ich problemy rodzinne, namiętności i zdrady. Wrocławska aktorka Anna Ilczuk gra rolę Oli, córki aktorskiego małżeństwa.

Katarzyna Kamińska: "Zaśnij teraz w ogniu" to, jak przeczytałam w materiałach promocyjnych teatru, "szekspirowska historia miłosna rozgrywająca się w środowisku aktorskim". Sztuka jest też mocno osadzona we współczesnych polskich realiach. W dzisiejszych czasach może istnieć miłość na miarę uczucia między Romeo i Julią?

Anna Ilczuk: Tym, co uwiodło mnie w tym tekście, jest jego prostota. Tragedia, do której dochodzi jest bardzo zwykła, przeciętna, dzieje się współcześnie. Bardzo szekspirowska jest postawa bohatera, który uważa, że za każdą zbrodnią idzie kara i chce tę karę wymierzyć.

Ola, Pani bohaterka, to młoda aktorka szukająca szczęścia na stołecznych castingach. Pani nie ciągnęło do Warszawy?

- Zostałam we Wrocławiu, bo warszawskie propozycje wydawały mi się dużo mniej ciekawe. Tu od razu po szkole teatralnej dostałam etat w Teatrze Polskim, już na studiach związałam się z Grupą Ad Spectatores, tutaj też są moi bliscy. A ja po prostu chciałam grać, niekoniecznie być rozpoznawaną czy udzielać wywiadów. Moja bohaterka poszukuje własnej drogi w życiu, nie chce iść utartą ścieżką swoich rodziców, którzy także pracują w tym zawodzie. Z drugiej strony robi wszystko, żeby ich zadowolić. Za to jej chłopak Michał ma dylemat: iść do pracy w serialu czy grać w teatrze.

Pani robi jedno i drugie. Można te dwie rzeczy połączyć?

- Mówienie z pogardą o pracy w serialu jest hipokryzją. Gram w "Pierwszej miłości", mając szacunek dla ludzi, którzy go oglądają i cieszę się, że widzowie lubią moją bohaterkę. Równocześnie realizuję się w teatrze. Andrzej Grabowski, wybitny aktor, który gra w "Świecie według Kiepskich", opowiadał, jak któregoś dnia jego kolega po fachu zapytał go: "Po co grasz w tym gównianym serialu? Ja bym nigdy na to nie poszedł". A Grabowski na to: "A tobie kiedyś to zaproponowano?". To jest kwintesencja: znam niewielu aktorów, którzy odrzucają role w serialach. Aktor ma grać, opowiadać jakąś historię i myślę, że to możliwe także w serialu.

Wojcieszek, pracując nad swoim tekstem, konsultował się z aktorami, korzystał z waszych doświadczeń i opowieści.

- Bohaterowie spektaklu to osoby nie do końca moralne. W przedstawieniu nie ma sceny, gdy któreś z nich gra - nie ma "teatru w teatrze". Dla nich teatr jest sacrum: czujemy to, gdy o nim mówią, a mówią o nim bardzo wiele.

Ludzie na scenie nie są zadowoleni ze swoich dokonań zawodowych, zżera ich rutyna, marzą o rolach u Warlikowskiego lub Jarzyny. Pani pracuje dużo w teatrze repertuarowym i niezależnym. Czy one się wzajemnie uzupełniają?

- Nie popadam w rutynę. Nie jestem rozczarowana swoim zawodem. Praca w Ad Spectatores różni się od pracy w każdym innym teatrze przez to, że mamy większą swobodę w doborze repertuaru. Jest miejsce na rozmowę, na przekonanie kogoś do swojego pomysłu. Cały czas oczywiście chcę grać, ale na wiosnę planuję też wyreżyserować sztukę Aleksandra Wartanowa.