Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

rozmawiała Joanna Figarska (Uniradio), redakcja: Ewa Orczykowska

Dyskoteka codziennego życia

Przedstawienie:
SAMSARA DISCO
Data publikacji:
2009-02-03

Dyskoteka codziennego życia - o "Samsara Disco" z Agnieszką Olsten

W najbliższy piątek na deskach wrocławskiego Teatru Polskiego pojawi się nowa sztuka. "Samsara Disco" w reżyserii Agnieszki Olsten ma zmusić do refleksji. Jakiej? O tym, z autorką przedstawienia, rozmawiała Joanna Figarska.

Joanna Figarska: Jaka problematyka będzie poruszona w nowym spektaklu?

Agnieszka Olsten: Bazowaliśmy tutaj na dwóch tekstach: "Życiu Owadów" Pielewina i "Iwanowie" Czechowa. Jak wiemy, Czechow stworzył w teatrze coś niesamowitego, wytworzył taką polifoniczność, że w zasadzie każda z postaci dąży do czego innego, nie ma jednego głównego wątku. Pielewin z kolei, łączy coś co jest szaleństwem naszej cywilizacji z refleksją zen, próbuje opowiedzieć, że wszyscy cały czas dążymy ku światłu, a lądujemy w ciemności. I być może oprócz tych, którzy osiągają oświecenie, nie ma ludzi szczęśliwych.

J.F.: Skąd pomysł na tytuł tej sztuki?

A.O.: Szukaliśmy w naszej kulturze zachodniej takiego pojęcia, które łączyłoby uwarunkowaną egzystencję i opowiadało o tym, że albo czegoś chcemy, albo coś odpychamy i w zasadzie cały czas żyjemy w takiej dyskotece emocji, boimy się, że czegoś nie dostaniemy, że przyjdzie coś, czego nie chcemy. Stąd ten nieustanny taniec, szaleństwo, walka. Pojęcie samsary nie wywodzi się z naszej cywilizacji, ale właśnie te wszystkie emocje w sobie zawiera: ruch pożądania, odpychania, gniewu - i charakteryzuje to wszystko, co nas otacza. We Wrocławiu mamy do czynienia z bardzo inteligentnymi, wrażliwymi widzami, którzy na pewno będą w stanie dotrzeć do znaczenia tego tytułu.

J.F.: Jaką rolę w spektaklu odegra muzyka?

A.O.: Muzykę komponują bracia Bartłomiej i Marcin Oleś. Niektórzy nazywają ich jazzmenami, chociaż ja mam wrażenie, że ta muzyka wykracza poza zwykłe, codzienne rozumienie jazzu. Na pewno będzie to muzyka akustyczna, na perkusję i kontrabas. Pracuję z nimi już kolejny raz i wiem, że to na pewno będzie dobra jakość dla ludzi wrażliwych i szukających niestandardowych rozwiązań w muzyce. Na pewno nie będzie łatwa i popowa w odbiorze - myślę, że można ją nazwać ekskluzywną.

J.F.: A warstwa tekstowa? Będzie więcej dialogów, czy monologów?

A.O.: Bardzo lubię formę monologów, ale Czechow jeszcze ich tak mocno nie uprawiał, ponieważ wypowiadanie się za pomocą monologu przyszło do nas później. U Czechowa nie jest to już jednak dialog wiążący -bardziej jak odbijanie piłeczki ping pongowej, widać to jeszcze choćby u Ibsena. Czechow zaproponował nam taki sposób dialogowania, który właściwie niczego nie wnosi. Ludzie dialogują, ale przez siebie - rozmawiają ze sobą, ale tak naprawdę słyszą tylko siebie samych. Nie słyszą, co mówi partner - skupiają się na swoich oczekiwaniach, swoich obawach. Można to nazwać dialogiem pozornym, ale nie jest to jeszcze ten dialog w nowoczesnym tego słowa znaczeniu. Właściwie patrząc na sztuki Czechowa można zadać sobie takie pytanie, czy my rozmawiamy naprawdę z tym, z kim rozmawiamy, czy bardziej ze sobą.

J.F.: Czyli będzie to nastawienie na refleksję...

A.O.: Mam wrażenie, że u Czechowa postaci słuchają głównie swojego pożądania i tym się kierują. Nawet, jeśli się zakochują, tak jak Sasza, którą wspaniale interpretuje Dagmara Mrowiec. Sasza, która kocha Iwanowa i właściwie przez całą sztukę dąży do tego, żeby go zdobyć, jedzie do niego nawet w noc, kiedy jego żona umiera i nie ma żadnych oporów, rozbija właściwie tamten dom i tamten związek. Trudno jednak powiedzieć, że ona go w ogóle widzi; sądzi, że go kocha, ale jeśli przyjrzeć się temu bliżej zauważymy, że widzi tylko swoje pragnienie, zupełnie ignorując wszystko, co dzieje się naokoło. U Czechowa ma się wrażenie, że ludzie idą, jakby ktoś przed nimi rzucał kość, której oni są bardzo spragnieni i dążą tylko do tego, aby ją zdobyć. Być może wcale nie chodzi tu tylko o człowieka, bo finał tej historii jest dosyć tragiczny: ona, oczywiście wstydzi się do tego przyznać, nie kocha tego mężczyzny. To co czuła, było tylko pożądaniem. I mam wrażenie, że wszystkie z tych postaci niekoniecznie są szczere wobec ludzi, z którymi rozgrywają swoje dramaty.

J.F.: Czego dziś brakuje w polskim teatrze, na co położony jest najmniejszy nacisk?

A.O.: Myślę, że jest absolutna obfitość talentów, wspaniałych reżyserów. Ja sama, gdy chodzę na spektakle moich kolegów - czy to Jana Klaty, czy Moniki Pęcikiewicz, Moniki Strzępki, czy Mai Kleczewskiej - nie mam poczucia, żeby czegoś im brakowało. Moim zdaniem polski teatr jest w fazie wspaniałego rozwoju. I nie są to tylko młodzi reżyserzy, myślę, że także ci ze średniego i starszego pokolenia - cały czas opowiadają swoje tematy, cały czas spotykają się z publicznością. Te spektakle są szalenie różnorodne, każdy ma swoją drogę. Mam wrażenie, obserwując również teatry w innych krajach, że tutaj cały czas mamy żywą, bezkompromisową wyobraźnię i staramy się szukać nowych środków wyrazu.