Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Małgorzata Ćwikła

Koktajl dramatyczny

Przedstawienie:
DZIADY. EKSHUMACJA

Na ulotnej karteluszce w teatralnej sali, ktoś napisał, co nas czeka. Porozrzucał powielone kopie i uciekł. Każda wizyta w teatrze to okazja do "łowienia" różnych informacji, o kwiaciarni, rosyjskim balecie, szkole tańca, szkółce jeździeckiej, koncercie w synagodze, targach książki, gdzieniegdzie leżą też repertuary. Podobnie jak w czasopismach, nigdy nie czytam wstępów redaktorów naczelnych, których uśmiechnięte twarze wyglądają z kąta, tak też pomijam ciepłe słowa od kierownictwa teatru, otwierające repertuar. Teraz jednak, kolejne życzenia zdrowych świąt skusiły mnie do rzucenia okiem. Tym samym znam zapowiedzi najnowszych działań teatru.

Szczególnie zwróciły moją uwagę dwie planowane premiery na Scenie na Świebodzkim. Pierwsze przedsięwzięcie jest "próbą napisania na nowo" Dziadów Mickiewicza i "przefiltrowania" ich przez czasy współczesne i historię. Monika Strzępka i Paweł Demirski będą odpowiedzialni za owo wydarzenie. Druga propozycja to odczytanie trzech jednoaktówek Yukio Mishimy poprzez estetykę filmów Davida Lyncha, w wykonaniu Agnieszki Olsten. Nadchodzi, więc moda mieszania różnych źródeł i gatunków, w celu alternatywnej interpretacji, albo też dla lepszego zrozumienia oryginału. Nie jest to zjawisko nowe, w Teatrze Polskim tym sposobem "Damę z jednorożcem" zbudował Krystian Lupa, a Scena na Świebodzkim gościła "Dybuka" Warlikowskiego.

Fakt realizowania przedstawienia, nazwijmy je podwójnym, ma także inny kontekst i powinno pomagać w docieraniu do sensów w tym, co obce, przez analogię do tego, co znane. Doskonałym przykładem jest inscenizacja łącząca "Iwonę, księżniczkę Burgunda" Gombrowicza z "Leoncem i Leną" Büchnera w Maxim Gorki Theater z 1996 roku. W 1993 roku miało miejsce inne synkretyczne przedstawienie. W Volksbühne Peter Staatsmann wyreżyserował "Matkę" Witkacego razem z opracowanymi przez Heinera Müllera "Tragediami Wladimira Majakowskiego" autorstwa, nomen omen, Majakowskiego. Eksperyment ten miał na celu uwzględnienie dwóch spojrzeń na awangardę, wywodzących się jednak z podobnego obszaru kulturowego. Dzięki tym inscenizacjom publiczność niemiecka nie musiała zmagać się z naszą zakodowaną w dziełach tradycją i silnymi związkami intertekstualnymi.

Co z czym gra? Wyzwaniem jest oczywiście zestawienie pozornie odmiennych składników i udowodnienie słuszności takiej kompozycji. Im dalsze skojarzenie, tym lepiej: efekt może być ciekawy i zaskakujący, ale nieuniknione jest towarzyszące ryzyko i możliwość porażki. Łączenie teatru z filmem już znamy. Przykładem pozostającym blisko wpływów Lyncha jest sztuka Ulrike Syha "Autofahren in Deutschland" - teatralny utwór drogi, inspirowany "Zaginioną autostradą".

Od dawna trwają spory o celowość inscenizowania klasyki i usilnego wpisywania jej w czasy współczesne, co skłania do zastanowienia, czym Dziady mogą nas jeszcze zaskoczyć. Po katastrofalnym "Kordianie" istnieje duże ryzyko w konfrontacji z dziełem romantyzmu, uznawanego zresztą za niesceniczny. Dodatkowym niebezpieczeństwem jest próba dopasowania treści do historii, być może też do polityki? Wspomnijmy, że znany "Baranek" Kultu był inspirowany dramatem Mickiewicza. Liczę tylko na to, że przefiltrowane przez współczesność "Dziady" nie przerodzą się w sceniczny monolog lekkomyślnej pokutnicy Zosi i w świetle najnowszych afer, nie powie ona:

"Niechaj odbiegną młodzieńce,
Niech mnie nie łapią za ręce,
Niechaj odciągną od ziemi,
Nie poigram chwilki z niemi!"

Teatr podwójnej inspiracji ma swoje korzenie w dekonstrukcji i dominującej w ostatnich dekadach XX wieku tendencji teatru postdramatycznego. Postulatem tego ostatniego było uwolnienie teatru od ograniczeń tekstu i wyjście poza, wyłącznie odczytywanie dzieł kultury pisanej. Stanowiło to w dużej mierze reakcję na rozwój mediów i paradoksalnie teatr od literatury zaczął uciekać właśnie w stronę mediów, korzystając z ich efektownych narzędzi. Gatunkowy eklektyzm doprowadził do coraz większego zamazywania się granic sztuk, w związku z tym nie da się odpowiedzieć na pytanie, z czego teatr może czerpać, skoro to właśnie teatr uznawany był jako pierwszy za esencję sztuk. Panująca dowolność i nieskrępowanie być może sprawią, że niedługo doświadczymy opery w estetyce filmu niemego?