Facebook

YT

Twitter

Instagram

Teatr Polski we Wrocławiu, dyrektor Cezary Morawski

Justyna Miśkowiec

"Podróż zimowa" [ZAPOWIEDŹ]

Przedstawienie:
PODRÓŻ ZIMOWA
Źródło:
www.dzielnicewroclawia.pl
Data publikacji:
2014-11-28

– Nie wiem, jaka jest przyszłość, wiem, jaki jest mechanizm. Mam poczucie, że tego mechanizmu zatrzymać się nie da. Odpowiedzmy na to szerzej: jeśli w sensie kulturowym wzorcem, który w coraz większym stopniu ogarnia świat, jest wzorzec amerykański, to popatrzmy, jaka jest tam kultura codzienna, na jakim jest poziomie i na ile jest obecna w życiu społecznym. Wydaje mi się, że to niestety kierunek ewolucyjny, któremu podlegamy – mówi Paweł Miśkiewicz, reżyser Podróży zimowej.

Podróż zimowa Elfriede Jelinek została zainspirowana jednym z najpopularniejszych niemieckich cyklów pieśni, czyli Podróżą zimową Franza Schuberta (1827). Kompozytor wraz z poetą Wilhelmem Müllerem opowiadają w dwudziestu czterech pieśniach o nieszczęśliwym młodzieńcu, który po doznaniu zawodu miłosnego wyrusza w samotną wędrówkę.

Słowa wierszy Müllera mówią wiele o doświadczonych po drodze rozczarowaniu, tułaczce i poczuciu obcości, a muzyka Schuberta podkreśla atmosferę smutku i rozpaczy. To pełne melancholii dzieło jest ulubionym utworem wielu melomanów, także Jelinek.

Autorka o swojej sztuce w rozmowie z Łukaszem Chotkowskim: "Podróż zimowa jest więc o tyle jednym z moich najbardziej osobistych tekstów (jeśli nie najbardziej osobistym), że jeszcze raz podeszłam blisko do historii moich rodziców. Z ojcem to zadziałało, do matki-współsprawczyni nie mam jeszcze tak naprawdę odwagi się zbliżyć. Zawsze próbuję w osobistym życiu znaleźć ogólne, uwarunkowanie polityczne, i opisać to".

Reżyser Paweł Miśkiewicz:
"Ten dramat, poemat, jest zainspirowany nurtem pieśni Schuberta, aczkolwiek ta inspiracja dotyczy tylko pewnego pejzażu duchowego. Pejzażu wędrówki bez końca, wydziedziczenia miejsca, w którym się wyrastało i w poszukiwaniu jakiegoś nowego schronienia, którego tak naprawdę nigdy się nie odnajduje. Wędruje się po świecie, szukając swojego miejsca, nieustannie będąc narażonym na deszcz jadu. W związku z tym można powiedzieć, że jedynie czerpie z Schuberta pewną romantyczną tęsknotę za spełnieniem, a równocześnie współczesną filozofię, która ma świadomość, że spełnienie jako takie nie jest możliwe. W związku z tym można powiedzieć, że sama pała się tutaj na ołtarzu własnych refleksji. To jest to, ja przynajmniej czytam ten tekst jako rodzaj takiej kryptoautobiografii, w której Jelinek przerażona tym, jak strasznie mocno zainwestowała w kryptę rzeczywistości, próbę jej przemiany i jak w gruncie rzeczy niewiele się zmieniło za jej życia. Świat idzie tak naprawdę swoim napędem, w swoim kierunku i tutaj są różne moje optyki jako byłego dyrektora, dyrektora obecnego, bo ja rozumiem postawę Krzysztofa, jest dyrektorem wojującym, jest dyrektorem, który chce ocalić ten przytułek sztuki i kultury. Ta perspektywa jest cholernie ważna. Nie chciałbym tak całkowicie, żeby ten spektakl został zawłaszczony przez tę walkę. Nie wiem, czy to jest tylko kwestia organizacji życia kulturalnego, tylko kwestia polityki, czy to nie jest niestety kwestia ewolucyjna. To, czego teraz mocniej doświadczamy, co staje się udziałem, co staje się coraz bardziej powszechne, jest w gruncie rzeczy zaprogramowaną przez system przyszłością, w której tak naprawdę możemy ocalać poszczególne przytułki, ale tak naprawdę jako gatunek głupiejemy, kretyniejemy i obniża się nieustannie poziom refleksji na ten temat.

Jelinek tutaj bardzo pięknie mówi o sobie samej: "Kręcę wciąż tą samą korbką i nie jestem w stanie nauczyć się żadnej nowej melodii. Wiem, że mojej melodii macie już dość, że ona się wam zużyła, że jest jałowa. Nie znam żadnej innej melodii i żadnej innej się nie nauczę", i w gruncie rzeczy można powiedzieć, że zostaje na posterunku dawno już opuszczonym przez rzeczywistość w jakiś sposób, w związku z tym ten pesymizm jej jest... ale może to jest nieprawda, co mówię, może właśnie jest dobrym punktem odbicia, żeby tak mocno i radykalnie uświadomić sobie dupę, w której tkwimy, żeby zacząć walczyć o jakieś poderwanie się jeszcze do lotu".