Z ogromnym żalem żegnamy Aleksandra Rudkowskiego – długoletniego koordynatora pracy artystycznej w Teatrze Polskim we Wrocławiu, wspaniałego fachowca, Szlachetnego Człowieka, Mentora i Przyjaciela.

Na zawsze pozostanie w naszych sercach.

Rodzinie i Bliskim składamy głębokie wyrazy współczucia.

Dyrekcja i Zespół Teatru Polskiego we Wrocławiu

Uroczystości żałobne odbyły się w poniedziałek 7 stycznia 2019 o godzinie 14:00 w kaplicy na Cmentarzu Kiełczowskim we Wrocławiu.

Anna Wojciechowska
Olek z Wrocławia. Intermezzo


Jedną z ulubionych oper pana Olka jest Cavalleria rusticana, historia Turiddu, który wraca ze służby wojskowej w rodzinne strony, na sycylijską wieś, i dowiaduje się, że jego miłość, piękna Lola, wyszła za mąż. Pietro Mascagni włączył w konstrukcję opery Intermezzo, które podkreśliło rolę orkiestry, ale było na tyle charakterystyczne i nastrojowe, że funkcjonuje także jako oddzielny utwór. Paralela nasunęła się sama.

Jeszcze niedawno z pokoju 214 na drugim piętrze teatru słychać było popołudniami stukot wielkiej maszyny do pisania. Pan Olek składał tygodniowy plan zajęć – duże papierowe płachty. Ostatnio zmniejszył format i teraz rozkład spektakli oraz prób wpisuje komputerowo. Wygodniej. Chociaż żal starego terkotania. Na szczęście nic innego się nie zmieniło. W pokoju stoi szafa z opasłymi brulionami, w których odnotowane są premiery z obsadami na przestrzeni lat, fiszkami, recenzjami, papierowymi teczkami z arcyciekawymi archiwaliami, jak na przykład materiały z prób do Kartoteki rozrzuconej prowadzonych przez Tadeusza Różewicza. Na biurku leżą notesy z telefonami i adresami do niemal wszystkich osób związanych z teatrem. W tle gra muzyka poważna. Przy biurku siedzi pan Olek w oparach papierosowego dymu. Nie zmieniły się też jego nawyki, a raczej rytuały. Każdego dnia o tej samej porze przygotowuje drugie śniadanie dla siebie i żony, pani Ali, a wtedy można regulować zegarki. Podobnie z obrzędem machania na pożegnanie aktorom, kiedy wyjeżdżają ze spektaklem. Jego obecność jest gwarantem porządku, stabilności i punktem odniesienia. Każdy, kto zaczyna pracę w teatrze, w pierwszych wskazówkach dostaje numer telefonu z końcówką 704 i adres mailowy pod wdzięczną nazwą „Olek z Wrocławia”. Nie zdziwiło więc nikogo, że kiedy na Facebooku ktoś napisał: „Kocham Olka z Wrocławia”, pojawiły się komentarze: „Ja też”, „I ja”, „A ja najdłużej z was wszystkich” i „Co na to pani Ala?”. A pan Olek pewnie nawet nic o tym nie wiedział.

Pan Olek, czyli Aleksander Rudkowski, koordynator pracy artystycznej czy, jak stoi w dokumentach, główny specjalista do spraw organizacji pracy artystycznej. Wspominając, śmieje się, że teatr był mu przeznaczony. W dzieciństwie kilka miesięcy w roku spędzał u rodziny w Krakowie: dziadkowie mieszkali przy ulicy Szpitalnej, naprzeciwko Teatru im. J. Słowackiego, a ciotka przy Starowiślnej, blisko Sceny Kameralnej Starego Teatru. Krótko po maturze trafił do Teatru Polskiego we Wrocławiu, gdzie od 1966 roku pracował jako kasjer główny, później, po kilkuletniej przerwie, jako pomocnik konsultanta programu i wreszcie zaczął pełnić swoją dzisiejszą funkcję. Po drodze był także inspektorem widowni, producentem niektórych spektakli, a nawet redagował programy. Wydaje się, że życia bez teatru sobie nie wyobraża. Pewne jest, że trudno dziś wyobrazić sobie teatr bez niego.

Ponad czterdzieści lat pracy w Polskim to materiał na książkę, szkic o panu Olku mógłby więc być barwną epopeją, zbiorem anegdot i wspomnień. Tylko jak by się to miało do jego skromności, taktu, dyskrecji? I czy on sam by sobie tego życzył? Przywoływanie jego tysiąca opowieści, których słucha się z zapartym tchem, byłoby niezręcznością, bo przecież każda z nich była intymnym spotkaniem, rozmową, obdarzeniem zaufaniem, rodzajem podarunku. Czy jest ktoś w teatrze, kogo te opowieści z panem Olkiem nie łączą? Każdy z nas ma zresztą swoje historie z nim związane i nosi je w głowie, dlatego nie są one papierowe, raczej osobiste, ciągle żywe i na bieżąco uzupełniane. Jak w takim razie napisać o chodzącej legendzie, której codziennie mówi się „dzień dobry”, prosi o pomoc, konsultuje pomysły i przybiega właściwie z każdym problemem? Może po prostu nakreślić jego portret w eleganckich szarościach: kopalnia wiedzy, meloman, mentor, przyjaciel.

***


Mówi się, że intermezzo jest miniaturą o lekkiej treści, napisaną jakby na marginesie poważnej kompozycji. Ale mamy przecież Johannesa Brahmsa, Krzysztofa Pendereckiego czy wspomnianego na początku Mascagniego, którzy zdają się przeczyć tej definicji. Ich intermezza zapadają w pamięć, napisane z potrzeby serca i dla czystej przyjemności. Czy będzie nadużyciem powiedzieć, że pana Olka ktoś z wielką wirtuozerią napisał specjalnie dla Teatru Polskiego we Wrocławiu? Chyba nie. Wszak to Olek z Wrocławia.


Tekst pochodzi z drugiego tomu publikacji jubileuszowej Teatru Polskiego we Wrocławiu na 65-lecie istnienia instytucji (2011).

Powrót

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najnowsze wpisy

Tagi

Archiwa