Trzech aktorów Teatru Polskiego we Wrocławiu zostało zauważonych przez autorów szesnastej edycji Subiektywnego spisu aktorów teatralnych tygodnika „Polityka”, podsumowującej zakończony sezon 2007/2008: Wiesław Cichy, Marcin Czarnik i Michał Opaliński.

Oto, co Jacek Sieradzki i Łukasz Drewniak, napisali o naszych aktorach:

Wiesław Cichy (zwycięstwo)

Jego patent na głębokie role to gadanie obok postaci. Niby robi na scenie wszystko, co mu każą, ale jest jednocześnie wycofany. Zaciska wargi i intensywnie gapi się na partnerów albo widzów. Może nic od nas i od nich nie chce, tylko wzorem Roberta Mitchuma liczy coś sobie w głowie? Efekt jest piorunujący. W Cząstkach elementarnych we wrocławskim Polskim zagrał seksualnego maniaka Bruna tak aseksualnie, jak tylko można. (ŁD)

No, ale nie powinien grać gwiazdora-aktorusa w najmniej udanym ze scenicznych Wojcieszków: Zaśnij teraz w ogniu. Miałkość roli była nie do uratowania. Tak czy tak, dysponuje dojrzałą pewnością środków, umiejętnością panowania nad widowiskiem, siłą i finezją w zwarciach. Cechami idealnie predestynującymi do roli Dantona, przywódcy rewolucji z ludzką (niekoniecznie cnotliwą) twarzą, z siłą pędzącego ekspresu zderzającego się z…

Marcin Czarnik (zwycięstwo)

…z Robespierre’em, ile trzeba fanatycznym, ile trzeba cynicznym, a przede wszystkim wyzywającym, prowokującym i uwodzicielskim, a gdzieś na dnie jeszcze skrywającym własną impotencję. Można wnosić pretensję do Jana Klaty za zaśmiecenie Sprawy Dantona nadmiarem tandetnych ornamentów, ale za obsadzenie, ustawienie i poziom komplikacji tego pojedynku szacunek się należy. (js)

W Cząstkach elementarnych błysnął trudną sztuką scenicznej przezroczystości. Mimo że nie wierzył w sens swojej teatralnej obecności (grał, bagatelka, Całą Ludzkość!), a książka mu się kompletnie nie podobała – z pełnym profesjonalizmem wygłaszał pseudonaukowe teksty pisarza H. tak, żeby nie było widać, kto i w jakiej intencji to gada. (ŁD)

Michał Opaliński (nadzieja)

Ma wrodzoną vis comica, co go automatycznie pcha w wygłup, czy to w sztubacko-kabaretowych spektaklach Ad Spectatores, czy w burlesce takiej jak Śmierć podatnika w Polskim. Jego kreacje kobiece za chwilę zapewnią mu tytuł pierwszej drag-gueen Wrocławia, acz wypada podkreślić, że w tych przebiórkach nie ma tandety. (js)

O przepraszam, najlepszą drag-queen jest Tomasz Tyndyk! Opaliński przymiotniki męskie-żeńskie zakłada jak krawat lub muszkę. Zależy, co mu pasuje do marynarki i na jaką okazję. Podobał mi się w Sprawie Dantona jako milczący, mały drań o zawziętej mordzie, usztywniony ortopedycznym kołnierzem. Grał esencję tego, co mówiono o sprzedajnym, zmieniającym polityczne frakcje ministrze Fouche: „gówno w pończochach”. (ŁD)

Powrót

Najnowsze wpisy

Tagi

Archiwa