10 przykazań dla Kaliny to znakomite przedstawienie, które możecie zobaczyć w piątek 29 marca i sobotę 30 marca o godz. 19. na Scenie na Świebodzkim. Zaprasza Monika Bolly, która opowiada o swojej przygodzie z Kaliną Jędrusik.

– To jest opowieść o życiu każdej kobiety, która przekracza magiczne czterdzieści lat i zaczyna zastanawiać się nad sensem tego, co ją do tej pory w życiu spotkało i czy droga, którą wybrała, była właściwa.

Kalina „chodzi za mną” od 1993 roku. Zaczęło się niewinnie od rozmowy z Maciejem Maniewskim, który był przyjacielem Kaliny w ostatnich latach jej życia i chociaż znał mnie tylko z filmów stwierdził, że mój apetyt na życie i ludzi jest bardzo podobny do tego, jaki miała Kalina, to było bardzo miłe. Jakiś czas po tym wywiadzie zrobił mi przecudny prezent – przysłał mi trzy kasety z piosenkami Kaliny. Było ich chyba ze 100. Od tego momentu nie było tygodnia, żebym nie siadała i nie śpiewała ich razem z nią.

Tak zaczęła się moja przyjaźń z nieżyjącą już wtedy Kaliną Jędrusik.

W 2011 roku zrobiliśmy ze Staszkiem Melskim „Sachema” według Sienkiewicza. To był monodram. Była to nasza pierwsza wspólna praca, która dała nam niemałą satysfakcję.

I wtedy Stasiu zapytał co jeszcze chciałabym zrobić, odpowiedziałam – Kalinę.

Jakiś czas po tej rozmowie Staszek znalazł tekst Michała Zabłockiego, który był sztuką teatralną w trzech aktach z Kaliną w roli głównej. Sztuka ta nie doczekała się wcześniej premiery. Na jej podstawie zrobiliśmy nasz monodram „10 przykazań dla Kaliny”.

Kalina Jędrusik

Od początku założyłam, że nie robimy kalki tej wspaniałej aktorki – kobiety. Byłaby to ogromna krzywda dla niej i Michała Zabłockiego, tym bardziej, że wiele mnie od niej różni.

W pewnym sensie zmaganie się ze sobą i z Kaliną stworzyło obraz kobiety poza czasem i przestrzenią, kobiety z którą można się identyfikować.

Kalina była nieszablonowa, szła na żywioł, a mimo to nie była bezrefleksyjna, tyle, że nie obnosiła się z tą refleksją. W spektaklu gram Kalinę-blondynkę, taką, jak wyglądała na początku kariery, zanim Dygat wymyślił jej emploi wampa, które miało ją wypromować, a de facto zniszczyło, bo zaszufladkowało. Jej życie stało się jedną wielką kreacją. Stała się seksbombą teatru, kinematografii i telewizji w Polsce.

Mimo olbrzymiego ładunku dramatycznego to przedstawienie nie jest smutne! Jest dynamiczne a momentami nostalgiczne. Jest wiele rzeczy zabawnych, ale też i dojmujących takich jak żal, że nigdy nie doświadczyła macierzyństwa.

Pomyślałam, że tak naprawdę nikt jej nie znał i być może ja mogę się do niej trochę zbliżyć i tym samym wziąć w obronę.

Sądzę, że miała ogromną potrzebę akceptacji, potrafiła zrugać kogoś za nic, ale potrafiła też okazać wielkie serce. Kiedyś podeszła do niej koleżanka i powiedziała „ Kalina! Skąd masz takie piękne okulary przeciwsłoneczne”. Kalina bez wahania zdjęła je i dała jej w prezencie, a były przywiezione zza żelaznej kurtyny, kupione za ciężkie dewizy – czy komuś z nas się coś takiego zdarzyło?

Kalina jest dla mnie człowiekiem par excellence, złożona z ogromnej ilości negatywów i pozytywów i to właśnie tworzy z niej prawdziwego człowieka.

Więcej o przedstawieniu oraz bilety tutaj.

:
Powrót

Najnowsze wpisy

Tagi

Archiwa