Click to listen highlighted text!

Siódma rocznica śmierci Tadeusza Różewicza

Tadeusz Różewicz

24 kwietnia 2014 roku odszedł Tadeusz Różewicz. Pamiętamy.

„Patrzę na pustą jeszcze scenę Teatru. We wspomnieniach pojawiają się obrazy ze spektakli Henryka Tomaszewskiego. Reżyserował tu w latach 70. Niezapomniana Legenda Wyspiańskiego, Sen nocy letniej Szekspira, Peer Gynt Ibsena… Za chwilę młodzi aktorzy zaczną mówić słowami Tadeusza Różewicza. Dzięki iluzji teatru spotkanie Mima i Poety znowu stało się możliwe.

W Karpaczu blisko siebie dwie mogiły. W oddali rozległa panorama Karkonoszy”.

Maria Dębicz, Karpacz. Przerwana rozmowa [w:] Miesięcznik Społeczno-Kulturalny „Śląsk”, maj 2015

Groby H. Tomaszewskiego i T. Różewicza, fot. A. Hawałej

Tadeusz Różewicz

W gościnie u Henryka Tomaszewskiego w Muzeum Zabawek

Jak cicho jest spotkać mima
jak dobrze że Pan nie mnoży słów
odbyła się taka piękna pantomima
wyjęta ze snów dzieciństwa

Starych artystów dwóch – aktor i poeta –
spotkało się pod koniec wieku
i mówią o zabawkach
milczą o Człowieku

Dwie siwe głowy dwie zabawki
znalazły dla siebie cudowny kąt
na progu wielkiego cienia

– ja miałem
celuloidowego murzynka – od Taty –
celuloidowego murzynka – od Taty –
spał w pudełku po gilzach „Solali”

– a ja drewnianego pajaca
który poruszał się za sprawą sznurka
– to od Mamy –
pan Henryk powiedział słowo „mama”
i otworzyła się niebieska brama
potem
zamknęła się

Staliśmy na śniegu
dwaj uśmiechnięci chłopcy
zatrzymani w biegu –
w biegu do czego?
może do radości a może…
do Boga który nie gra w kości

Maria Dębicz

Karpacz. Przerwana rozmowa

Wierzę w obcowanie żywych i umarłych w mojej poezji.
Tadeusz Różewicz

I

To było 2 stycznia 1995 roku. Noworoczna wizyta Tadeusza Różewicza w Muzeum Zabawek Henryka Tomaszewskiego w Karpaczu. Z fotoreporterem Adamem Hawałejem spełnialiśmy ciche życzenie Poety, który od dawna interesował się kolekcjonerską pasją twórcy wrocławskiej Pantomimy. Tomaszewski był już zadomowiony w Karpaczu. Po intensywnej pracy w Teatrze coraz częściej wyjeżdżał do domu w górach. Coraz bardziej czuł się związany z lokalną społecznością. Dojrzewała decyzja , aby podarować miastu gromadzone od 30 lat lalki i zabawki. Kupowane i zdobywane w Polsce i na całym świecie podczas niezliczonych podróży artystycznych Pantomimy i wyjazdów na własne kontrakty. Miasto znalazło lokal. Przyjaciel i współpracownik Tomaszewskiego scenograf Kazimierz Wiśniak zaprojektował miasteczko: ratusz, uliczki z domkami dla lalek, pokoiki z małymi mebelkami i sprzętami gospodarczymi.

Tego dnia było bajkowo. Za oknem padał śnieg. Artyści zagubili się w uliczkach lalek.

Tadeusz Różewicz: – Jadąc tu, myślałem, jak to się zaczęło. Pan szukał doskonałego aktora… Tu widzę, jak wokół lalki buduje pan sceny, małe światy…

Henryk Tomaszewski: – W domkach lalek wszystko musi być realistyczne. To na przykład jest mieszkanie z początku XX wieku w stylu art deco. Salon z fortepianem, dwa foteliki, kanapa Koeniga z 1912 roku, ciężko zdobyte. W łazience piec na węgiel, w kuchni stół z wysuwanymi miskami…

TR: – Czy pan jako dziecko w wieku pięciu, sześciu lat miał dużo zabawek?

HT: – Tak, miałem. Mój ojciec nauczyciel strugał mi z drewna zabawki. Miałem cały „zoolog”. Rysowałem, malowałem i wycinałem teatrzyki. Z kurtyną i budką suflera. Bez kurtyny i budki nie było teatru.

TR: – My zabawki mieliśmy biedne. Pamiętam celuloidowego murzynka. Chowaliśmy go z bratem w pudełeczku po gilzach, bo był trochę uszkodzony… ktoś mu wyrwał nóżkę. A rower zastępowała nam fajerka, z którą biegało się po podwórku. Wycinaliśmy wojsko nożyczkami i stawialiśmy na podstawkach z tektury. Takich żołnierzy pan nie ma?

HT: – Nie, mam z ołowiu i z cyny. Strażaków mam dużo i wozy strażackie.

TR: – Pod stołem mieliśmy z bratem teatrzyk. U mnie ta zabawa zmieniła się w prawdziwy teatr. Zacząłem „występy” w przedstawieniach Sodalicji Mariańskiej. Graliśmy z kolegą ucznia dobrego i ucznia złego. Jeden do kościoła, drugi na wagary chodził. Ja grałem tego „łotrzyka”.

HT: – Przypomniał mi się pana wiersz o reżyserze filmów niemych.

TR: – Méliès? On nakręcił kilkaset filmów krótkometrażowych, a skończył jako właściciel sklepu z zabawkami w Paryżu. Umarł w zapomnieniu. Tak teraz myślę, może bym sobie na koniec życia posadę u pana załatwił? Siedziałbym i pilnował eksponatów. Może skonstruujemy razem jakąś zabawkę.

HT: – A może byśmy najpierw coś razem w teatrze zrobili?

TR: – Rozmawiamy już o tym ze dwadzieścia lat. Jakby to przybrało realne kształty, spotykalibyśmy się po cichu w Karpaczu. Nikt by nie telefonował… Nie planujmy długo. […]

Dyskretnie towarzyszyliśmy artystom. Na starym dyktafonie zachowało się nagranie całej ich rozmowy, u Adama Hawałeja fotografie.

Kilka miesięcy po tym spotkaniu powstał wiersz W gościnie u Henryka Tomaszewskiego w Muzeum Zabawek:

Jak cicho jest spotkać mima
jak dobrze że Pan nie mnoży słów
odbyła się taka piękna pantomima
wyjęta ze snów dzieciństwa

Starych artystów dwóch – aktor i poeta –
spotkało się pod koniec wieku
i mówią o zabawkach
milczą o Człowieku

Dwie siwe głowy dwie zabawki
znalazły dla siebie cudowny kąt
na progu wielkiego cienia
[…]

Różewicz powiedział kiedyś, że poezja musi mieć miejsce do zamieszkania, tak jak człowiek. Zastanawiam się, gdzie jest teraz rękopis tego wiersza, który oprawiony w ramkę, wisiał na ścianie w domu Tomaszewskiego. Tego domu już nie ma. Jego właściciel odszedł we wrześniu 2001 roku.

Poeta, który od 1996 roku zaczął często bywać w Karpaczu, zaprzyjaźnił się z Tomaszewskim. Spotykali się z mieszkańcami i turystami. Pojawili się na plenerowym wieczorze autorskim. Z burmistrzem zastanawiali się, czy nie dałoby się budynku dworca zaadaptować na centrum kultury. Tomaszewski bardziej wrośnięty w społeczność miasta, podkreślał w rozmowach: „Nie jesteśmy Ślązakami, wybraliśmy te strony jako drugą ojczyznę”. Zachęcał Różewicza do przeprowadzki. Gospodarze miasta sprzyjali temu pomysłowi. „Mielibyście ze mną za dużo kłopotów, zamieszania” – żartował Różewicz. Kończyły się wspólne lata z Tomaszewskim.

Poeta po raz ostatni odwiedził go w domu na Wielkanoc 2001. Zapamiętał piękną dekorację świątecznego stołu, porcelanę. I lalki siedzące na kanapach.

Wiersz Dom lalek, dedykowany pamięci Henryka Tomaszewskiego, kończy słowami: Domek zamknięto / opieczętowano / lalki zaczęły umierać /.

Potem odwiedzał jego grób na małym ewangelickim cmentarzu przy świątyni Wang.

Świątynia, jedna z największych atrakcji turystycznych regionu, położona jest w Karpaczu Górnym przy głównej drodze na Śnieżkę, ma ciekawą historię. Drewniany kościółek znad jeziora Wang w Norwegii, zakupiony do zbiorów muzealnych króla pruskiego Fryderyka Wilhelma IV, został rozebrany na części i w 1841 roku przetransportowany do Berlina. Znana z filantropii właścicielka ziemska z regionu jeleniogórskiego Fryderyka von Reden nakłoniła króla do postawienia świątyni w jej obecnym miejscu. Uroczyste poświęcenie odbyło się w 1844 roku. Jest teraz parafią Kościoła Ewangelicko- Augsburskiego w Polsce, którą kieruje ksiądz dr Edwin Pełech. Tomaszewski należał do parafian i wspólnie z Różewiczem zaczęli odwiedzać Wang.

Poeta polubił Karpacz, także jego żona Wiesława chętnie tu przyjeżdżała. Nawiązywały się znajomości i przyjaźnie. Pani Wiesława przekazywała do zbiorów Muzeum Sportu i Turystki statuetki, dyplomy, odznaczenia, przyznawane poecie, z których na jego 80. urodziny powstała jubileuszowa wystawa, a potem pamiątki pozostały jako ekspozycja stała. O tej darowiźnie Różewicz pomyślał pewno już w 1996 roku, kiedy z ówczesnym konsulem Niemiec we Wrocławiu Bruno Weberem pierwszy raz odwiedził Muzeum. Wtedy też nawiązała się serdeczna więź z jej długoletnim szefem Zbigniewem Kulikiem, który jako rodowity jeleniogórzanin, wiedział o Karkonoszach wszystko. Utrwalał na świetnych fotografiach krajobrazy, florę, faunę, zabytki i ludzi. A w 1996 roku zaczął fotografować poetę… Wtedy jeszcze dyrektor Kulik nie przeczuwał, że z tych zdjęć powstanie niezwykła kronika obecności Różewicza w Karkonoszach. Ani że 7 lat później poeta powierzy mu swój testament, który zostanie przechowany w sejfie Muzeum.

Na razie poeta słucha opowieści o Karpaczu i okolicach. Spaceruje, czasem wędruje dalej, do schroniska Samotnia, na Chojnik. A w roku 1997 powstaje poemat Gawęda o spóźnionej miłości [pierwodruk w miesięcznikuŚląsk”, rękopis w Karpaczu], poetyckie wyznanie zachwytu nad górami: „liczę sobie / 75 lat / i wypisz wymaluj / zakochałem się w Karkonoszach / które mają / około 450 milionów lat /”.

Bohaterką II części poematu jest alpinistka Wanda Rutkiewicz, zdobywczyni Mont Everestu, uhonorowana wystawą w Muzeum Sportu i Turystyki. Tu poeta nizin z Radomska trafił na „ślad jej ręki” w postaci wpisu do kroniki Muzeum kopię autografu umieszcza między strofami wiersza. Tak połączą się w utworze oba muzea, ważne dla Różewicza. Z Muzeum Zabawek wyjdzie na „zalaną słońcem ulicę”:

przez mgnienie oka
zdawało mi się że zrozumiałem
upływanie czasu i życia
że poznałem drogę
do wnętrza matki ziemi
do śmierci […]

i razem z Wandą, którą zawoła po imieniu, choć wie, „ona już była/umarła” powędrują wzdłuż strumienia.

II

Karpacz sprzyjał twórczości. W przyjaznym pensjonacie Jaskier państwo Różewiczowie czuli się domowo, a kiedy poeta przyjeżdżał sam, dbała o niego właścicielka. To pani Jadzia z wiersza W pensjonacie, której głos dźwięczał „jak wezwanie/ do życia”… i pracy.

Tu Różewicz napisał wiersz o ojcu Dwie siekierki, który włączył do tomu Matka odchodzi [1999]. Patrząc na góry, przywoływał krajobrazy Karkonoszy, malowane przez Caspara Davida Friedricha, ulubionego malarza doby romantyzmu. Pocztówka z reprodukcją jego obrazu Kobieta w oknie stała na biurku poety. Napisał wiersz pod tym samym tytułem i dedykował malarce z Karpacza [pierwodruk w „Śląsku” nr 8]. W Karpaczu szkicował pomysły adaptacji Lekarza wiejskiego Kafki, potem Głodomora , ciągle z myślą o Tomaszewskim. Jednak obaj wiedzieli, że dzieło jego życia – Pantomima – będąca najpierw w bujnym rozkwicie, traciła siły, powoli więdła, podobnie jak ciało mistrza.

Różewicz będzie mówił o tym z czułością i nostalgią. Na wieczorze autorskim podczas Targów Książki w Jerozolimie, niedługo po śmierci mima, Różewicz przeczyta poświęcony mu utwór, ponieważ „poeta może uczcić wielkiego artystę, pisząc dla niego wiersz”. I powie jeszcze: „jesteśmy zabawkami skonstruowanymi przez stwórcę , a czasem ta zabawka się psuje…”

III

Jest 29 kwietnia 2014 roku. Pożegnanie poety. Ekumeniczne nabożeństwo żałobne. Przed ołtarzem w świątyni Wang stoi pokryta kwiatami urna. Zbigniew Kulig załamującym się głosem odczytuje Ostatnią wolę i prośbę poety. Ksiądz proboszcz Edwin Pech i ksiądz proboszcz parafii rzymskokatolickiej Zenon Stroń odmawiają modlitwy. W pięknym, mądrym kazaniu ks. Pech przypomniał o pewnej wędrówce, opisanej w Ewangelii św. Łukasza [rozdz. 24]: „I oto tego samego dnia dwaj z nich szli do miasteczka zwanego Emaus…” Ta świątynia jest jak Emaus – powiedział. W dalszych rozważaniach subtelnie nawiązał do poematu Różewicza Nauka chodzenia, poświęconego ewangelickiemu pastorowi Dietrichowi Bonhoefferowi, straconemu w 9 kwietnia 1945 roku w obozie we Flossenburgu za udział w spisku przeciwko Hitlerowi. – „Na lekcjach chodzenia prowadzonych przez poetę Tadeusza Różewicza i pastora Dietricha Bonhoeffera uczymy się szacunku dla innych, godnego życia na bezbożnym świecie. Nie mamy też liczyć na karę lub nagrodę. Doświadczać mamy, że życie bez Boga jest możliwe, ale także tego, że życie bez Boga jest niemożliwe – zacytował zakończenie wiersza Bez.

Mam miejsce na chórze, obok organistki Małgorzaty Marciniak. Jest też klarnecista uczeń gimnazjum w Karpaczu, Mikołaj Marcinak. Jeszcze przed rozpoczęciem nabożeństwa z chóru popłynęła muzyka Debussy’ego, wykonywana na flecie. To grał Edward Sytianko. Przeprasza, że musi wyjść: „spieszę się do pracy. Jestem Białorusinem, zamieszkałem tu. Kiedyś poznałem pana Różewicza, pytał mnie, co robię i jak mi się tu żyje. Rozmawialiśmy też o muzyce, wiem, że lubił Debussy’ego. Przyjechałem z Kowar”.

IV

Jest 24 kwietnia. Pierwsza rocznica śmierci Tadeusza Różewicza. Siedzę na widowni Teatru im. Norwida w Jeleniej Górze, czekając na rozpoczęcie przedstawienia jego „komedii niescenicznej” Akt przerywany, napisanej w 1963 roku. Przed południem obejrzałam w Muzeum Karkonoskim wystawę Cd. Nauki chodzenia, z Teki grafik Tadeusza Różewicza i Geta Stankiewicza, zmarłego w kwietniu 2011 wybitnego wrocławskiego plastyka. Miesiącami siedzieli w Domku Miedziorytnika przy Rynku i pracowali nad wystawą, która pokazali w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Teraz ta kolekcja przyjechała do Jeleniej Góry.

Patrzę na pustą jeszcze scenę Teatru. We wspomnieniach pojawiają się obrazy ze spektakli Henryka Tomaszewskiego. Reżyserował tu w latach 70. Niezapomniana Legenda Wyspiańskiego, Sen nocy letniej Szekspira, Peer Gynt Ibsena… Za chwilę młodzi aktorzy zaczną mówić słowami Tadeusza Różewicza. Dzięki iluzji teatru spotkanie Mima i Poety znowu stało się możliwe.

W Karpaczu blisko siebie dwie mogiły. W oddali rozległa panorama Karkonoszy.

:
Powrót

Najnowsze Wideo

Najnowsze wpisy

Tagi

Archiwa

Click to listen highlighted text!