Click to listen highlighted text!

Teatr na ekranie online – Do piachu

Od 26 do 28 lutego 2021 w cyklu Teatr na ekranie zapraszamy na internetowy pokaz przedstawienia Kazimierza Kutza według sztuki Tadeusza Różewicza Do piachu.

TEATR NA EKRANIE

Spotkanie 26

Pokaz online dostępny od 26 lutego 2021 (piątek), godz. 18:00, do 28 lutego 2021 (niedziela), godz. 20:00

Spektakl będzie tłumaczony na język migowy

Wersja z tłumaczeniem migowym: https://www.youtube.com/watch?v=G5LVNpg0kBI

Wersja bez tłumaczenia migowego: https://www.youtube.com/watch?v=GKPNkCMbzPw

Tadeusz Różewicz
DO PIACHU

Reżyseria: Kazimierz Kutz
Reżyseria TV: Stanisław Zajączkowski
Scenografia: Bolesław Kamykowski
Kostiumy: Małgorzata Klewar
Muzyka: Jan Kanty Pawluśkiewicz

Obsada:
Piotr Cyrwus (Waluś), Jerzy Trela (Komendant), Jan Nowicki (Marek), Jerzy Nowak (Siekierka), Artur Dziurman (Ułan), Jakub Ulewicz (Kiliński), Andrzej Gazdeczka (Broda), Zbigniew Kozłowski (Kwiatek), Krzysztof Jędrysek (Bury), Andrzej Hudziak (Podchorąży), Marian Dziędziel (Korzeń), Henryk Majcherek (Sfinks), Ryszard Jasiński (Partyzant), Janusz Krawczyk (Żelazo), Leszek Świgoń (Szydełko), Jerzy Święch (Cywil), Jolanta Łagodzińska (Hanka), Edward Dobrzański (Ksiądz), Jakub Kosiniak, Jacek Milczanowski, Ireneusz Pastuszak, Łukasz Rybarski, Wojciech Skibiński, Krzysztof Stawowy, Zbigniew Zaniewski (Partyzanci)

Redakcja: Krystyna Szumilak
II reżyser: Maria Guzy
II scenograf: Jerzy M. Wróblewski
Asystent reżysera: Krzysztof Kuc
Asystenci scenografa: Marek Gaj, Romualda Zamorska
Światło: Bogusław Dąbrowa-Kostka
Nagranie muzyki: Piotr Brzeziński
Dźwięk: Zbigniew Degler
Kamery: Jacek Knop, Kazimierz Nagórski, Roman Piotrowski
Charakteryzacja: Ludmiła Pilecka, Krystyna Zięć
Montaż: Leszek Łukasik, Stanisław Kozyra
Kierownictwo produkcji: Andrzej Kornecki, Bogusław Nowak, Lidia Kowalska, Anna Ferster

Produkcja: Telewizja Polska (Kraków) 1989
Premiera: 24 września 1990
Czas trwania: 97 minut

Jedno z najgłośniejszych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych przedstawień w dziejach Teatru Telewizji. Nie mogło jednak być inaczej, skoro Do piachu… najpierw powstawało siedemnaście lat (1955–1972), następnych siedem nie mogło ukazać się drukiem, a kiedy z trudem doczekało się prapremiery (w warszawskim Teatrze na Woli), musiało wskutek protestów akowskich kombatantów zniknąć z afisza. Również spektakl Kutza przez kilka miesięcy czekał na emisję, aż wreszcie – poprzedzony dyskusją m.in. z udziałem autora i reżysera – został pokazany widowni.

Dlaczego Do piachu… wzbudzało i wzbudza tak żywe emocje? Przede wszystkim dlatego, że jest bezwzględną próbą demitologizacji niepodległościowego podziemia w czasie II wojny światowej, a także bezlitosną polemiką z romantyczną wizją walki zbrojnej jako męskiej przygody, patriotycznego obowiązku itp. Różewicz nie zawahał się przedstawić życia partyzanckiego z naturalistyczną brutalnością. Żołnierze leśnego oddziału – zbiorowy bohater sztuki – w niczym nie przypominają romantycznych duchem młodzieńców z Kamieni na szaniec czy „kolumbów” z powieści Romana Bratnego. Są brudni, śmierdzący, bardziej podobni do zwierząt niż ludzi. Posługują się wulgarnym językiem, potrzeby fizjologiczne załatwiają w zbiorowej latrynie. Pomimo to, jak mówi w pewnym momencie ich komendant, w większości są pełni „taktu” i dyskretnej godności. Trafiają się jednak wśród nich jednostki całkowicie zdemoralizowane, jak choćby zapijaczony watażka Marek, brawurowo zagrany przez Jana Nowickiego. To właśnie Marek, niejaki Bury i wsiowy „przygłupek” Waluś pewnego dnia wypuszczają się „na bandziorkę”. Ograbiają plebanię, a przy okazji gwałcą gospodynię. Marek i Bury znikają bez śladu, Waluś natomiast jest zbyt głupi, by nie dać się złapać. Śmiertelnie przerażony, konsekwentnie wypiera się swego czynu. W wojsku jednak obowiązują porządek i karność. Koledzy z oddziału wiedzą doskonale, że naiwnego chłopaka czeka tylko jedna kara.

„To niesamowita sztuka, ale kto miałby to grać?” – powiedział niegdyś o Do piachu… Konrad Swinarski. Kluczową postacią dramatu jest niewątpliwie Waluś. Prosty do bólu, bezbronny i ufny jak dziecko, pobożny jak ewangeliczny pastuszek, a jednocześnie ze zwierzęcą naturalnością dążący do zaspokojenia elementarnych popędów: głodu, pragnienia, pożądania. Kazimierzowi Kutzowi udało się znaleźć idealnego aktora do tej roli. Dzięki słabo wówczas znanemu Piotrowi Cyrwusowi Waluś stał się bohaterem głęboko tragicznym i jednocześnie bardzo ludzkim, budzącym autentyczne współczucie. Pod względem aktorskim nie ma zresztą w spektaklu Kutza słabych punktów. Surowość świata przedstawionego sugestywnie podkreśla stonowana kolorystyka (eksplodująca barwami dopiero pod koniec) oraz muzyka Jana Kantego Pawluśkiewicza. „To spektakl okrutny i wspaniały, piękny i ohydny, chamski i subtelny” – napisała o Do piachu… „Rzeczpospolita”. Zaś Jan Józef Szczepański, były partyzant i jeden z obrońców przedstawienia, dodawał: „Tej historii nie da się opowiedzieć językiem wykwintnym. Aby skłonić widza do humanistycznej refleksji, Różewicz i Kutz posłużyli się prawdziwym językiem wojny. W moim przekonaniu dokonali trafnego wyboru”. [PAT]

Nagrody: 1991 – Wrocław (Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych) – Kazimierz Kutz – Nagroda za wybitną reżyserię

Słowo od Autora

Ta sztuka rodziła się, żyła i żyje w epoce zamętu (chaosu). Sztuka Do piachu wywołała nie tylko spory, ale falę protestów, anonimów, sporów. W Polsce doczekała się trzech realizacji, z których pierwsza w reżyserii Tadeusza Łomnickiego odbyła się w Teatrze na Woli w Warszawie 29 marca 1979 roku, a druga – telewizyjna – w reżyserii Kazimierza Kutza miała emisję w 1990 roku. Ataki na Autora były tak przykre, że zdecydowałem się na wycofanie sztuki z repertuaru polskich teatrów. Powody tych ataków były natury politycznej, obyczajowej, z pominięciem podstawowej sprawy, jaką była dla Autora forma artystyczna (struktura, dramaturgia, walka o nowy kształt teatru).

Dopiero po wielu latach problemy formy stały się podstawowe przy ocenie Do piachu. W realizacji tej sztuki, po 25-letniej przerwie od prapremiery, położono nacisk na problemy dramaturgii i problemy egzystencjalne. Losy jednostki w obliczu wojny i śmierci. Ostatnia realizacja Teatru Provisorium i Kompanii Teatr w Lublinie, premiera 14 grudnia 2003 w reżyserii Janusza Opryńskiego i Witolda Mazurkiewicza, przedstawia „drogę krzyżową” człowieka uwikłanego w „historię” i wojnę. Cały balast sporów politycznych został odrzucony. Czy to dobrze czy źle? Czy po 25 latach „czyśćca” i kwarantanny Do piachu zostanie zrozumiane w Polsce i za granicą? Autor nie wie. Czas, jak filtr, oczyszcza sztukę z brudów życia, z doraźnej polityki, z biologii. Zostaje czysty, biały szkielet dramatu. Idea.

Uczyłem się pisania sztuk u Arystofanesa, Szekspira, Goethego, Fredry i Gogola, Czechowa i Witkacego, Becketta i Ionesco, ale i Grabbego, i Rittnera, a nawet Bałuckiego… Uczyłem się, od kogo się dało… Od wszystkich świętych i grzesznych, żywych i umarłych. Marzeniem Autora jest, aby sztukę Do piachu przeczytali uważnie nie tylko Niemcy i Rosjanie, ale przede wszystkim Polacy. Żeby młodzi zrozumieli, że Hamlet i Falstaff, tragedia i komedia, sztuka teatralna i wszelkie inne sztuki są cząstką człowieka, może jego „duszą”? Żeby moi czytelnicy i widzowie zrozumieli, że pisarz, autor, poeta chce współtworzyć z politykiem, kapłanem, filozofem, nowego Dobrego Człowieka… „Wszyscy ludzie będą braćmi” – powiedział niemiecki poeta romantyczny. Wszyscy ludzie będą braćmi albo pochłonie nas „piekło”. Tak myślę i czuję w listopadzie 2004. Jakie piekło? Zapewne niezbyt malownicze, literackie, romantyczne, teatralne… Ale jakie? Jakie? Właśnie takie, jakie widzimy na załączonym obrazku, tylko dużo gorsze.

Tadeusz Różewicz

Tadeusz Różewicz
Dola

Pamięci kaprala „Smukłego”

Leżał nagi partyzant
śpiewały ptaki
i mrówki wędrowały
po woskowych dłoniach

zakazali żandarmi
pod karą pogrzebać
niech tak gnije
ścierwo bandyty

ziemia ojczysta
uległa poruszona
jasną głowę przygarnęła
i wklęsła

leżał pod lasem cicho
jakby pił z źródełka wodę
pochylony nad
swoją dolą
dołem.

1946

WOKÓŁ DO PIACHU

Tadeusz Różewicz

[…] Teraz, w roku 1972, odgrzebałem pewną historię którą zacząłem pisać w roku 1948, a potem w roku 1955. „Latryna” i „głupi Waluś”. Nieciekawa to sprawa żałosna brudna okrutna. Opowieść z lasu. Tak ale nie opowieść o bohaterach tchórzach wrogach cudownych chłopcach tylko o tępym ciemnym młodym parobku któremu śmierdziały nogi i który „poszedł z oddziału na bandziorkę”.

[…] otóż ja teraz dopiero dojrzewam do tego żeby napisać rzecz o głupim Walusiu. Nie o rycerzu, astronomie, filozofie, świętym jeno o głupim śmierdzącym ciemnym parobku Walusiu który urodził się żył i sczezł za czasów narastającego faszyzmu. Nie wybrałem bohatera śmierdziela, wybrałem ludzką kreaturę godną pogardy i zapomnienia a nie szacunku i pamięci. Bo widzisz, mój ty aniołku, ja dojrzewałem, dojrzewałem powoli. Tyle lat musiało minąć, żebym zrozumiał, że pisarz-poeta nie ma prawa do pogardy że ma prawo tylko do miłości od chwili kiedy Bóg opuścił istotę ludzką. „Opowieść” nie nie nie! „Pieśń o miłości i śmierci szeregowca Walusia”… to jest tytuł! Jest w tym tytule świadoma, ironiczna aluzja do słynnego, pięknego poematu R.M. Rilkego Pieśń o miłości i śmierci korneta Krzysztofa Rilke. Pieśń Rilkego mówi o tym, że po śmierci korneta „Na zamku spłonęła kurtka. I list. I róży płatek…” właśnie, właśnie! […]

Tadeusz Różewicz, Przygotowanie do wieczoru autorskiego, Warszawa 1977

[…] Do piachu to dziwny przypadek, nie tylko jeśli chodzi o stronę tematyczną, polityczną, ale również ze względów formalnych. To najpierw miała być powieść albo duże opowiadanie. Notatki pierwotne istniały w formie wielu kart prozy. I to uległo przemianie. Do piachu stanowi osobny rozdział w mojej dramaturgii. W sensie technik, zbliżania się do prozy, tej formalnej, opowiadającej, tradycyjnej. […]

[…] Dokładnego określenia wymaga nie tylko sytuacja polityczna, z jakiej ta sztuka wyrasta, ale i sytuacja społeczna, w której ten dramat się dzieje. Tam jest przedstawiony dramat chłopaka, analfabety skazanego na śmierć za czyn prawdopodobnie nie popełniony. Nieuważni krytycy, nieuważni czytelnicy uważali, że tam gwałciciel i zwykły opryszek jest przedstawicielem akowskiej młodzieży partyzanckiej. Nic bardziej mi nie było obcego. Przecież on w tej sztuce zostaje skazany na śmierć w oddziale, który te rzeczy tępił i rzeczywiście skazywał przestępców. Cały szereg pomyłek z niedoczytania… Albo ze złej woli. […]

Tadeusz Różewicz /w rozmowie z K. Braunem/, Języki teatru, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1989

Tadeusz Drewnowski

[…] Niekoniecznie trzeba mieć świadomość tragizmu, by stać się postacią tragiczną. Na pewno łatwiej było udramatyzować, korneta Krzysztofa Rilke niż „ciemnego, tępego młodego parobka”. Różewicz dźwignął go jednak do rangi postaci tragicznej osobliwymi sposobami.

[…] W sensie artystycznym Do piachu… jest połączeniem poezji i jaskrawego naturalizmu. W porównaniu z Echami leśnymi gdzie, zwłaszcza w finale, poezja wypływa na wierzch („Las to mój dom ogromny”) – w Do piachu jest ona skryta w pejzażu, w leśnej wolności, w sympatii do postaci partyzantów, i w humorze, a zwłaszcza w czułości do tego marnego stworzenia, do Walusia. Ów śmierdziel i półgłówek jest kreacją na wskroś poetycką, choć przeważnie niedopowiedzianą, milczącą. […]

Tadeusz Drewnowski, Walka o oddech, WAiF, Warszawa 1990

Józef Kelera

[…] A przecież nie jest to wcale sztuka „polityczna”! Ani historyczna! Ten krajobraz, najprawdziwszy, to tylko tło konieczne dla wyłonienia właściwego dramatu.

Tłem koniecznym dla wyłonienia dramatu będzie też, z kolei, „hiperrealistyczny” obraz obozowiska i „powszechnego dnia” leśnego oddziału. To bliższe tło dramatu ma już walor samoistny: stanowi skrajne i jedyne w swoim rodzaju przeciwieństwo lakierowanych ułańskich landszaftów „takiej sobie wojenki”. Obraz obozowiska, a właściwie obrazy nakładające się na siebie, zintegrowane są wszakże podstawową sytuacją dramatyczną i nadal „trwaniem pewnej sytuacji”.

Ta podstawowa sytuacja to czekanie na wyrok. Lecz nie w aspekcie jednostkowej psychologii bohatera; jakiegoś, powiedzmy, księcia von Homburg. Tu bohater – rozbity na cząstki, rozpisany na fiszki w „Kartotece” – jest ostatecznie unicestwiony, wdeptany w krew i w błoto: to „bohater” na miarę czasów pogardy.

Józef Kelera, Od Kartoteki do Pułapki [Wstęp do Teatru Tadeusza Różewicza], WL, Kraków 1988

Stanisław Gębala

[…] Różewicz ma zdumiewający dar przekładu abstrakcyjnych treści na obrazy. Oto jeden z takich obrazów, mówiący nie tylko wszystko o statusie społecznym Walusia, ale i o jego sytuacji egzystencjalnej. Kilkuosobowy oddziałek prowadzi Walusia, który po napadzie na plebanię ma zostać oddany pod sąd. Człowiekowi, który popełnił zbrodnię, wiąże się zwykle ręce, a czasem i nogi, żeby nie mógł uciec. Walusia prowadzą natomiast na postronku zaciągniętym pętlą na szyi, jak zwierzę na rzeź. Ale partyzant, który pociąga za postronek, mówi: „Chodźże, człowiek …” Czyż można celniej i lakoniczniej przedstawić sytuację egzystencjalną tej istoty, którą tylko z rzadka i w nadzwyczajnych okolicznościach nazywa się człowiekiem, a której życie ma być przerwane, zanim jeszcze stało się życiem naprawdę ludzkim?

Stanisław Gębala, Śmierci piękne i brzydkie, „Dialog” nr 11/1986

Halina Filipowicz

[…] „Wywrotowość” sztuki przejawia się na jeszcze jednej płaszczyźnie. Waluś, podejrzany o popełnienie zbrodni, zostaje uznany za wyrzutka i jest przetrzymywany na obrzeżach obozu. Ponieważ jednak oddział partyzancki sam pozostaje na peryferiach działań wojennych, pozycja Walusia jest podwójnie marginalna: zostaje usunięty na margines marginesu. Rzecz nie sprowadza się więc jedynie do powielenia tezy głoszonej przez całą antywojenna literaturę, że wojna deprawuje na równi kata i ofiarę. Peryferyjność obszaru, który zajmuje Waluś, podważa bohaterską mitologię, a wraz z nią całą zwodniczą normalność zajęć wykonywanych w centrum sceny; gotowania posiłków, prania ubrań, odprawiania mszy. „Centralna” postać Różewicza to człowiek stojący w półcieniu; nieokreślony i zagadkowy człowiek w tajemniczym, niezrozumiałym świecie. […]

Halina Filipowicz, Dramaturgia Tadeusza Różewicza, WL, Kraków 2000

Grzegorz Niziołek

[…] Na samym dole tej drabiny znajduje się Waluś: wiejski parobek całkowicie nieświadomy mechanizmów zarówno małej, jak i wielkiej polityki. Różewicz wywraca tę hierarchię, zmienia radykalnie punkt widzenia: poetyckim impetem, siłą prawdy o człowieku rozrywa historyczny kontekst, przenosi sens sztuki w inny wymiar. Obnaża podstawy duchowej, cielesnej, i społecznej kondycji boleśnie i głęboko. Ten wieki ton demaskacji – czy raczej: odsłonięcia – odbywa się w jego twórczości zawsze na niebezpiecznie zaminowanym gruncie społecznych doświadczeń. Wojna dla Różewicza to – zgodnie z trafną i poruszającą formułą Jana Błońskiego – „przerażenie dosłownością ludzkich spraw”. I na odwrót: obnażona egzystencjalna prawda bywa narzędziem najdotkliwszej społecznej prowokacji”. […]

Grzegorz Niziołek, Ciało i słowo, WL, Kraków 2004

Do piachu… w Teatrze na Woli, 1979

Pracę nad sztuką Tadeusza Różewicza Do piachu rozpocząłem w pierwszej połowie grudnia 1978 roku. Premiera odbyła się w prowadzanym wówczas przeze mnie Teatrze Na Woli, 31 marca roku 1979. Było więc sporo czasu na przygotowanie tego przedstawienia. Zanim jednak doszło do rozpoczęcia prób, Do piachu miało już swoje koleje, również w moim życiu.

Utwór Różewicza przeczytałem po raz pierwszy cztery lata wcześniej, w roku 1974. Był to dla mnie wstrząs.[…] Nie mogłem się w tej sztuce z czymś pogodzić, budziła we mnie lęk, miejscami odrazę – ale i jakiś nieokreślony niepokój, wynikający z braku wiary we własny sąd. Myślą przecież uparcie wracałem do tego utworu. Był mi w jakiś niewytłumaczalny sposób bliski i przejmujący. Czytałem Do piachu i pogrążałem się coraz bardziej w mrocznej, cuchnącej wądołem i ścierwem postaci bohatera. Bohatera? Jego fragmentaryczność coraz bardziej mnie fascynowała. Ale nie przez założenia niezrozumiałej wówczas dla mnie antyestetyki autora, lecz dzięki bliskości ludzkiego odczucia całej sztuki, w której zacząłem rozróżniać wątki opowiadania bliskiego mojemu życiu. Różewicz wprowadzał mnie w nowy stan świadomości, widzenia czasu, w którym i ja dojrzewałem, odległego czasu wojny, który postawił przede mną podobne pytania. Mimo powojennych obsesji winy, którą odczuwałem wobec tych, co zginęli, umarli, zostali wymordowani, mimo prób określenia się w nowej sytuacji, w jakiej znalazłem się po wojnie, nigdy jednak nie udało mi się – może tylko raz, kiedy pisałem Ambulans – stanąć tak zdecydowanie i brutalnie wobec zagadnień śmierci. […]

Tadeusz Łomnicki, Dzieje prapremiery, „Dialog” nr 3/1984

Do piachu… w Teatrze TV, 1990

[…] uczestniczyłem w premierze Do piachu w teatrze Łomnickiego na Woli i byłem świadkiem całej tej rozróby polityczno-kombatanckiej. Przeżyłem szok i tym, co zobaczyłem na scenie, i tym, co działo się wokół niej. Jakby mnie kopnął koń. Toteż, gdy tylko to było możliwe – właśnie szczęśliwie zmienił się nam ustrój – zrealizowałem Do piachu w starym krakowskim studiu TV, jako widowisko dla Teatru Telewizji.

Kiedy zadzwoniłem do pana Tadeusza, by uzyskać zgodę na realizację, robił wrażenie zaskoczonego, ale i zatroskanego. Dość urzędowo zażądał, abym mu napisał, dlaczego zamierzam robić Do piachu. Nie spodziewałem się „klasówki na temat”, ale taki los reżysera. Potem – w dość odległym terminie – wyznaczył mi spotkanie w Krakowie pod pomnikiem Adama Mickiewicza, pod którym miał mi oświadczyć swoją decyzję. Przygotowałem się do tego dnia jak student do egzaminu, któremu zależy na „piątce” Przed spotkaniem pochodziłem wokół rynku i kiedy od ulicy Grodzkiej zmierzałem ku Adamowi, zobaczyłem pana Tadeusza pod pomnikiem. Ale i on mnie już zobaczył, bo machał ręką, choć dzieliło nas kilkaset metrów i pełno pieszych pomiędzy nami. W pobliskiej kawiarni siedzieliśmy z godzinę i prawie w ogóle nie poruszył tematu Do piachu. Słowem zrobił mnie w konia.

Kiedy spektakl był gotowy, zjechał z Wrocławia, na pokaz w ośrodku TV przyszedł z bardzo sławnymi przyjaciółmi i bez jakiejkolwiek reakcji oglądał spektakl. Potem w skupieniu wysłuchał korzystnych dla mnie opinii przyjaciół. Ale do dziś nie znam jego zdania o telewizyjnej wersji Do piachu. […]

Kazimierz Kutz, Klapsy i ścinki, Znak, Kraków 1999

Z niepublikowanych listów Konstatnego Puzyny (redaktora naczelnego „Dialogu” w latach 1972-1989) do Tadeusza Różewicza

Warszawa, dnia 24 stycznia 1973 r.

Drogi Panie Tadeuszu,

sztuka jest znakomita, chyba jedna z najlepszych, jakie Pan napisał ! Mogą z nią być kłopoty, z uwagi na połączenie skatologii z partyzantką, ale zrobimy, co się da, żeby przeszła. Spróbowałbym ją puścić w jednym w n-rów letnich, bo nr 4 jest już w drukarni. […]

Warszawa, dnia 10 sierpnia 1973 r.

[…] jeśli zechce się Pan wybrać do Warszawy w ciągu września, proszę o wiadomość po 5-tym, żebym mógł przygotować nagrywacza – i będę Pana czekał. Z dużą radością zresztą się z Panem zobaczę, bo chciałbym też – to już bez nagrania – pogadać o „Do piachu” i ewentualnych krokach, jakie można by jeszcze zrobić w tej sprawie. Sytuacja nie jest najwygodniejsza, bo, jak Pan może wie, w ostatnich miesiącach zdjęto mi trzy sztuki /prócz „Piachu”/, same polskie zresztą, i to dwie z wyróżnionych na konkursie wrocławskim – ale te dwie mam nadzieję odwojować i jeśli się uda, można by może i sprawę „Piachu” ruszyć. Tylko znowu w roku przyszłym jest 30-lecie PRL, co też może nam utrudnić. A może ułatwić właśnie – kto to wie ? […]

Warszawa, 13 czerwca 1975 r.

[…] 1/ Z „Do piachu…” radzę poczekać. Pomysł Zbyszka Kubik[owskiego]. obgadałem z nim, ale wydaje mi się ryzykowny, może przynieść więcej szkody niż zysku. Lepiej go zachować jako ostateczność, gdyby nie było żadnych już szans. Ale są jeszcze, są nadal, tylko moment jest faktycznie niewygodny, ja też to rozumiem. Poczekajmy lojalnie do grudnia, zgodnie z obietnicą, jaką mam. Przyrzekam, że będę robił, co w mojej mocy i natychmiast dam Panu znać o wynikach. […]

Warszawa, dnia 10 lutego 1976 r.

[…] O „Do piachu” pamiętam. Właśnie ostatnio działałem w tej sprawie znowu i choć rzecz skomplikowały wyjazdy paru osób, mogących powiedzieć „tak”, powinienem z początkiem marca dostać odpowiedź wiążącą. I chyba pozytywną – wspomina się wprawdzie o drobnej „kosmetyce”, ale drobnej właśnie, czyli dotyczącej raczej poszczególnych słów, niż większych partii. No, na razie nie mówmy „hop”. Ale jakieś nadzieje są. […]

Warszawa, dnia 19 stycznia 1979 r.

[…] Z „Piachem” w porządku: poszedł /wreszcie, uff!/ w n-rze lutowym. Z paroma ingerencjami jeszcze, które jednak Pan zna: są te same, co w teatrze. Wiec nie do odwojowania.

Dłoń ściskam serdecznie

Konstanty Puzyna

Wybór i opracowanie Maria Dębicz

:
Powrót

Najnowsze Wideo

Ostatnie wpisy

Tagi

Archiwa

Click to listen highlighted text!